"Będę żyła 100 lat i jeszcze miesiąc, na złość ZUS-owi". Rozmowa z sanitariuszką Powstania Warszawskiego

W ostatnim miesiącu kolejni świadkowie historii odeszli na wieczną wartę. Wanda Traczyk-Stawska (†99 l.), Danuta Szlajmer (†99 l.), Krystyna Kodymowska (†98 l.), Maria Kowalska (†101 l.), Jerzy Łakomski (†94 l.) - to oni walczyli o wolność, przyszłość dla Polski i młodych Polaków. Szczególnie teraz ważna jest pamięć o osobach, które są jeszcze z nami. Jedną z nich jest Janina Jankowska, ps. „Jasia” (99 l.), sanitariuszka Powstania Warszawskiego.

Sanitariuwszka - rozmowa z uczestniczxką Powstania Warszawskiego, Janiną Jankowską
  • Janina Jankowska ps. „Jasia” miała 17 lat, gdy wybuchło Powstanie Warszawskie.
  • „Nie macie państwo pojęcia, co to są za emocje” – wspominała chwile, gdy jako nastolatka opatrywała ciężko rannych. Wielu jej kolegów nie przeżyło, a ich historie pamięta do dziś.
  • Mimo 99 lat wciąż ma energię, poczucie humoru i mocne przesłanie dla młodych. Obejrzyj całą rozmowę na se.pl.
Sanitariuwszka - rozmowa z uczestniczxką Powstania Warszawskiego, Janiną Jankowską

To było piekło na ziemi

Z panią Janiną rozmawiała dziennikarka Radia Kolor, Magdalena Szefernaker (43 l.), która odwiedziła ją w jej domu na warszawskim Grochowie. 99-letnia weteranka z niezwykłą szczegółowością wróciła do wojennych wspomnień. To było piekło na ziemi - myślała 12-letnia Jasia. Pamięta pierwszy niemiecki samolot przelatujący nad Warszawą, bombardowania, łapanki, „szczekaczki” z niemiecką propagandą i codzienny głód. W 1941 roku jej ojciec został zabrany. Uratował go tylko spryt. Sąsiad, który został zatrzymany razem z nim, niedługo później zginął w Auschwitz.

Niemcy nas mordowali, od najmniejszego do najwyższego. W nas zemsta w stosunku do Niemiec była tak zakodowana, że nie było innego wyjścia. Taka była nienawiść do Niemców po tym, co oni robili w Warszawie. To była potworna zbrodnia: łapanki, szubienice, rozstrzeliwanie na ulicy. Trafiło się na zły humor Niemca to zastrzelił, bo mu się pani nie spodobała.

Zastrzyki ćwiczyły na sobie

W czasie okupacji Janina działała w harcerstwie i małym sabotażu. Rozklejała plakaty, pisała na murach, przechodziła kursy sanitarne i łącznościowe. Chciała oswoić się z widokiem krwi, więc gdy słyszała o wypadku, biegła na miejsce. Zastrzyki ćwiczyły z koleżankami na sobie. Kiedy 1 sierpnia 1944 roku rozpoczęło się Powstanie Warszawskie, miała 17 lat i została sanitariuszką. Pierwszy ranny pojawił się niemal natychmiast. Potem przyszli kolejni, bardzo młodzi chłopcy. Jeden z nich, 16-letni Andrzej, ciężko ranny w brzuch, cierpiał tak bardzo, że błagał: „Daj mi broń, ja nie wytrzymam”.

Były chwile niemal ponad ludzkie siły: - Nie macie państwo pojęcia, co to są za emocje. Opowiadała o łączniczce z odłamkiem w oku, który lekarz próbował usunąć. - Mnie się w tym momencie zrobiło dziwnie ciepło. (...) Ryknął na mnie „Siadaj!”, bo bał się, że będzie miał ze mną pacjentkę. To był jedyny raz - wspominała. Jej 16-letni sąsiad, którego znała od dziecka, zginął od odłamków: - Granaty eksplodowały i go tak rozwaliło na kawałki, że dopiero w sąsiedniej posesji znaleźli go kawałki. 

Pamiętajcie, Warszawa to jest święte miasto. W każdej grudce ziemi płynie polska krew. Krew ludzi, którzy od początku naszego istnienia, całe życie bronili naszej wolności.

Do dziś pamięta tych, którzy nie wrócili

Po wojnie Jasia chodziła na jego grób i przepraszała go za słowa, które wypowiedziała wcześniej o nim w chwili wojennego napięcia. Pamięta też chłopca o pseudonimie „Sten”, który podarował jej niemiecki medal „na szczęście”. Tej samej nocy wyruszył z innymi na Dworzec Gdański i zginął. Do dziś Janina mówi, że ma wyrzuty sumienia, że odebrała mu jego amulet: - Ja naprawdę mam wyjątkowe szczęście. Zawsze, w każdej sytuacji, wychodziłam szczęśliwie.

Po wojnie jej życie potoczyło się dalej. W Kielcach poznała przyszłego męża, Jerzego Wojciecha, zasłużonego mistrza sportów motorowych. Byli małżeństwem 36 lat. Dziś 99-letnia sanitariuszka nadal chce mówić młodym o Polsce. Jedno ze swoich przesłań powtarza niemal zawsze: „Nie dość jest mówić, nie dość chcieć, trzeba siać ziarno, ażeby Polskę wielką mieć, szczęśliwą i mocarną”. Mówi też młodym kobietom, by się szanowały, a młodym mężczyznom, by byli dżentelmenami.

Będę żyła 100 lat i jeszcze miesiąc - na złość ZUS-owi. Wojna to piekło na ziemi. Rozmowa z sanitariuszką Powstania Warszawskiego
Autor: x.com / @MMSzefernaker; Longfin Media/ Shutterstock

Polska jest w takim miejscu umieszczona, że my jesteśmy niepotrzebni na tym świecie. Zawsze byliśmy niepotrzebni Północy, Południu, nie mówiąc już o Francji czy Niemczech. Najlepiej, żeby Polska zniknęła z mapy świata, bo ten kawałek nasz przeszkadza wszystkim. Jesteśmy niepotrzebni. Ale my jesteśmy twardymi Polakami i będziemy tupać nogą. I tę niepodległość będziemy walczyli, walczyli do upadłego.

„Nie dla odznaczeń”

Nie przywiązuje uwagi do orderów, choć ma Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i inne odznaczenia. - Dlaczego mam się chwalić przed wszystkimi, że byłam w Powstaniu? Przecież nie dla odznaczeń - tłumaczy. Najwięcej ciepła słychać w głosie, gdy mówi o swoich wolontariuszach: Magdzie i Bartku. - To są moje dzieci, a ja jestem dla nich matką - mówi. Wieczorami dzwonią, pytają, czego potrzebuje. - To jest mój przydział, moja rodzina, moja przyjaźń - dodaje. A co z setnymi urodzinami? Wojna nie pozbawiła jej poczucia humoru: - Będę żyła 100 lat i co najmniej jeden miesiąc. Na złość ZUS-owi, żeby dostać emeryturę - żartuje.

Rozmawiała Magdalena Szefernaker.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki