Marcin Przewoźniak zmarł 15 marca po krótkiej chorobie. Był dziennikarzem, pisarzem, urzędnikiem, podróżnikiem, poetą i pedagogiem. Od ponad 16 lat pracował w ratuszu w warszawskim biurze kultury. Po pracy pisał książki dla najmłodszych m.in. o zabójczych pierogach, bursztynowych śledziach czy Tadku Odpadku. Pozostawił po sobie wiele książek dla dzieci m.in. „Poradnik Małego Skauta”, „Poradnik Małego Patrioty” czy „Wielką Encyklopedię Krasnoludków". Za książkę „Puk, puk! Zastałem króla?” dostał Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszyńskiego. Pracował też jako dziennikarz, w „Życiu Warszawy” i „Dzienniku” zajmował się sprawami edukacji.
- Ogarniał sprawy zarówno te łatwe, jak i trudne, czasami nużące, a czasami inspirujące. Zawsze jednak robił to z uśmiechem, dystansem i zdrowym cynizmem. Na opis najróżniejszych życiowych i urzędniczych paradoksów wysyłał do nas swoje limeryki – wspomniał Marcina dyrektor miejskiego biura kultury Artur Jóźwik.
Marcin na wszystko miał limeryk
Na pogrzebie szef miejskiego biura również pożegnał współpracownika wzruszająco i ciepło.
- Mieliśmy napisać list, ale ty byś go i tak napisał lepiej. Dlatego żegnamy cię twoim własnym limerykiem, który napisałeś nam w czasie covid-u – powiedział Artur Jóźwik, gdy urna z prochami Marcina spoczęła w grobie na cmentarzu na warszawskim Rembertowie.
W trakcie pogrzebu z głośnika popłynęły słowa żeglarskiej pieśni: „Dziś powrotnym kursem wracamy już/ Rejsu chyba to ostatnie dni/I każdy w sercu już chyba ma/Piękne panny ze starej Maui”.
- Dziękujemy ci za serdeczność, uczciwość, uśmiech, za nieformalne „Muzeum Syreństwa”, za to, że ubarwiałeś naszą codzienność. Za to, że byłeś w stanie rozchmurzyć nawet najgorsze dni. Dziękujemy za wspaniałe limeryki, które do nas wysyłałeś w bardzo dziwnych, ciemnych czasami, ale też bardzo miłych wydarzeniach - mówił Artur Jóźwik
„Mądrości w święta i na co dzień
pół roku z kalendarzem w zgodzie,
słonecznych ranków i pokoi,
żeńskich form nazw, gdy pragnął kto ich.
Niech święty spokój w Nowym Roku
pod gruszą, na dowolnym boku,
niech człek nie czai się, nie czeka,
by w ludziach widzieć wciąż człowieka.” - to jeden z limeryków Marcina Przewoźniaka, wysłany do pracowników z ratusza
- Marcinie, zapamiętamy cię w kolorowych marynarkach, w kolorowych muszkach, zapamiętamy też twoje wspaniałe umiejętności kulinarne i ten bigos, który ugotowałeś nam na ostatnie Boże Narodzenie. Spoczywaj w pokoju – zakończył dyrektor biura kultury.
W szpitalu rozważał różne scenariusze
Brat Marcina Przewoźniaka przypomniał, że zmarły był dla niego nie tylko starszym bratem, ale i przyjacielem i opoką, przyjeżdżał na każdy telefon.
- Marcin pierwszy zabrał mnie za zagranicę, pierwszy zabrał mnie na żagle. Kiedyś, gdy planował wspólny wyjazd, ale nie mógł znaleźć noclegu, zapakował dwa stare łóżka na starego tarpana i pojechaliśmy takim domowym kamperem na wyjazd. Był dobrym duchem, twórczy, kreatywny, nietuzinkowy nie tylko w swojej twórczości ale i w życiu codziennym – słyszeliśmy o zmarłym.
- Kiedy rozmawialiśmy w szpitalu, gdy już chory rozważał różne scenariusze, włącznie z tym najczarniejszym, powiedział, że przeżył kawał dobrego życia, zmienił trochę świata, zostawił po sobie trochę dzieł literackich. Jedyne, co spędzało mu sen z powiek, to świadomość, jak poradzą sobie żona i rodzice. I to był cały Marcin – podsumował brat Marcina Przewoźniaka. 54-latek umarł miesiąc po diagnozie lekarskiej. Żona Agata trzymała go za rękę w chwili śmierci.
Prośba brata do żałobników
Żałobnicy zebrani na cmentarzu usłyszeli też jedna prośbę: - Ja mam do państwa prośbę. Jak będziecie wspominać Marcina, to róbcie to zawsze z uśmiechem. Bo on miał zawsze ciepły uśmiech i wesołe oczy dla nas w każdym momencie. Nawet jak miał gorszy dzień, nawet jak był zmęczony, czy nawet jak był bezsilny w szpitalu – nigdy nie stracił tego ciepłego wzroku i dobrotliwego uśmiechu. Zapamiętajcie go tak – poprosił brat Marcina Przewoźniaka.
A na koniec uroczystości na cmentarzu literata, podróżnika, dziennikarza i urzędnika pożegnały słowa Tadeusza Woźniaka „Zegarmistrz światła”. I kilkudziesięciu dziennikarzy, nauczycieli, urzędników, towarzyszących rodzinie Marcina w jego ostatniej drodze.