Do szokującej sytuacji doszło we wtorek, 22 września. Uczniowie drugiej klasy Szkoły Podstawowej nr 340 na Ursynowie szli na regularne zajęcia na pływalni przy ul. Wilczy Dół. Razem z wychowawczynią w opiece nad grupą pomagała dwójka rodziców. Jak ustaliliśmy, chętni do pomocy zgłaszają się sami.
Jedną z osób, która tego dnia miała pomagać nauczycielce, była 35-letnia matka jednego z uczniów. W pewnym momencie wychowawczyni poczuła od niej alkohol. Zareagowała natychmiast i na miejsce została wezwana policja.
Nieoficjalnie ustaliliśmy, że mimo ogromnej ilości wypitego alkoholu zachowanie kobiety nie wzbudzało wcześniej podejrzeń. Nie zataczała się i po jej zachowaniu nie było widać, że może być tak pijana. Zdradziła ją dopiero woń alkoholu.
– Na miejsce przyjechała policja. Okazało się, że pani jest nietrzeźwa. Miała 1,08 mg na litr w wydychanym powietrzu, czyli ponad 2 promile alkoholu we krwi – przekazała asp. sztab. Marta Haberska z mokotowskiej policji.
Kobieta nie została zatrzymana. Policjanci wyjaśniają teraz dokładnie, jaka była jej rola podczas wyjścia i czy swoim zachowaniem mogła narazić dzieci na niebezpieczeństwo. Formalnie opiekę nad grupą sprawowała nauczycielka, a rodzice mieli jej pomagać. Od tych ustaleń może zależeć, czy 35-latka usłyszy zarzuty.
– Trwają czynności w tej sprawie, przesłuchujemy świadków – mówi asp. sztab. Marta Haberska.
„Najbardziej szkoda mi dziecka”
Sprawa wstrząsnęła również rodzicami uczniów.
– Jesteśmy zszokowani historią – mówi „Super Expressowi” Robert Wojciechowski, przewodniczący Rady Rodziców.
Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, ogromnym szokiem cała sytuacja była także dla ojca dziecka 35-latki. Niewykluczone, że sprawą zainteresuje się również sąd rodzinny. Jeżeli uzna, że sytuacja dziecka tego wymaga, może zastosować środki dotyczące wykonywania władzy rodzicielskiej, w tym nadzór kuratora. Nie jest to jednak automatyczna konsekwencja samej policyjnej interwencji.
Przewodniczący Rady Rodziców podkreśla, że po takim zdarzeniu trzeba przyjrzeć się nie tylko bezpieczeństwu podczas szkolnych wyjść, ale również sytuacji samej rodziny.
– Musimy patrzeć na to, kto pilnuje dzieci, bo najważniejsze jest bezpieczeństwo. Trzeba jednak również zwrócić uwagę na to, co dzieje się w tej rodzinie i czy nie potrzebuje ona pomocy. Najbardziej szkoda mi dziecka, bo dla niego to ogromny szok. Policja przyjechała po jego mamę. Mam nadzieję, że krzywda dla niego będzie jak najmniejsza – mówi Robert Wojciechowski.