Prawniczka zabiła Igora. W sądzie broniła jej matka ofiary! Szokujące sceny. "Zasługuje na drugą szansę"

2026-06-03 8:53

26-letnia Karolina B., młoda prawniczka, ugodziła nożem Igora, swojego młodszego partnera, który chciał od niej odejść. Kobieta była uzdolnioną szermierką i – jak wskazywała prokuratura – wykorzystując te umiejętności zadała precyzyjny cios. Po ataku chaotycznie próbowała udzielić pomocy 21-letniemu mężczyźnie. Bezskutecznie. Później przed sądem rozegrały się zaskakujące sceny, bo w obronie oskarżonej stanęła matka ofiary.

Do awantury między kochankami, która zakończyła się śmiercią jednego z nich, doszło w nocy z 29 na 30 kwietnia 2022 roku, w jednym z mieszkań na warszawskim Wilanowie, przy ulicy Sarmackiej. Z ustaleń śledczych wynikało wówczas, że 21-letni Igor K. został zraniony nożem przez swoją partnerkę, 26-letnią Karolinę B., która zadała cios z niebywałą precyzją. Mężczyznę znaleziono na klatce schodowej, trzymał się za brzuch i mocno krwawił. Pochylała się nad nim późniejsza oskarżona. Sąsiedzi wezwali na miejsce pogotowie ratunkowe oraz policję. Niestety, mimo udzielonej pomocy, Igor K. zmarł w szpitalu po kilkudziesięciu godzinach od zdarzenia. Nie udało się go uratować. Narzędziem zbrodni okazało się 15-centymetrowe ostrze, zabezpieczone w toku postępowania.

Młoda mecenas, prawicowa działaczka. Karolina pięła się po szczeblach kariery

Karolina B. była dobrze znana lokalnym mieszkańcom, ponieważ udzielała się w przestrzeni publicznej i politycznej. Prawicowa działaczka najpierw zasiadała w Parlamencie Studentów Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, a potem skończyła prawo, zdobyła też licencjaty z kryminologii oraz historii. Jak donosiła Polska Agencja Prasowa, była na stażu w kilku instytucjach centralnych, pracowała w gabinecie jednego z dyrektorów Kancelarii Premiera, prezesowała fundacji Portia, udzielała się w stowarzyszeniu KoLiber. Prywatnie trenowała szermierkę i brała udział w turniejach szpady sportowej, a nabyte umiejętności – jak wskazywała w późniejszym procesie prokuratura – wykorzystała przy ataku na Igora.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Z ustaleń dziennikarzy portalu „Polityka”, którzy przygotowali na temat sprawy obszerny reportaż, wynikało że Karolina B. była efemeryczną blondynką, wpływową po tej stronie prawicowego półświatka, z państwowymi dotacjami na fundacje, dzięki której opłacała swoje mieszkanie. Z charakteru podobno wybuchowa, apodyktyczna i nie znosząca sprzeciwu. Gdy poznała 21-letniego Igora, działacza z Lublina, złagodniała. Przynajmniej na początku. Straciła dla niego głowę. Mężczyzna był wiceprzewodniczącym Młodzieżowej Rady Miasta, studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Pełnił też funkcję marszałka Parlamentu Dzieci i Młodzieży Województwa Lubelskiego. Był ponadto członkiem Rady Dialogu z Młodym Pokoleniem i posłem na Sejm Dzieci i Młodzieży.

- Ona kupiła już suknię ślubną, planowała z nim ślub. Ale chłopak coraz bardziej się wycofywał, coraz częściej znikał, wyjeżdżał do Lublina, nie odbierał telefonu. A to wywoływało u niej, jak mówili znajomi, ataki paniki oraz złości – relacjonowali dziennikarze.

Igor chciał od niej odejść, ona nie mogła tego znieść. Chwyciła za nóż i zaatakowała

Feralnej nocy, gdy Igor przyjechał do mieszkania Karoliny, zakochani nie byli sami. Towarzyszyli im początkowo znajomi. Spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, co wynika z zeznań świadków, którzy opowiadali funkcjonariuszom, że para była w siebie wtulona, kiedy wychodzili. Wcześniej pili wino i palili marihuanę. Ostatni goście opuścili lokum po godzinie 1:00 w nocy. Dwie godziny później sąsiadów wybudziły przeraźliwe krzyki młodego mężczyzny, który słaniał się na nogach w klatce schodowej. Zaczęli wychodzić z mieszkań, zobaczyli krwawiącego Igora, wezwali pomoc. Resztę tej historii już znamy. Śledczy aresztowali Karolinę B., uważając że celowo dźgnęła swojego partnera nożem, ponieważ ten poinformował ją, że chce zakończyć związek. Kobieta w toku postępowania sama zresztą przyznała, że ich relacja od jakiegoś czasu zaczęła się psuć. Bliscy mówili, że ona była jak ogień, a on – jak woda. O tym, jak burzliwa była to relacja, pisał również na łamach „Super Expressu” dziennikarz Piotr Lis. – Para często się rozstawała i wracała do siebie. Emocje sięgały zenitu. Na lustrze w mieszkaniu Karolina miała zapisać zdanie: „Igor, zniknij z mojego życia, nie potrzebuję Cię” – opisywał reporter.

Czytaj także:  Babka kopała dół, matka stała na czatach. Zasypały noworodka żywcem, dziecko nie przeżyło. Leżał pod kurnikiem

Biegli eksperci, powołani do tej sprawy, ustalili że przyczyną śmierci ofiary była rana kłuta o szerokości pięciu centymetrów, która znajdowała się na śródbrzuszu. Ostrze uszkodziło narządy znajdujące się w jamie brzusznej, przecięło żyły dużego kalibru oraz dobrze ukrwioną ścianę żołądka. Uszkodziło też fragment wątroby. Mimo operacji, którą próbowano przeprowadzić po przywiezieniu Igora do szpitala, nie udało się go uratować. Cios miał zostać zadany precyzyjnie, a zdaniem prokuratury Karolina wykorzystała umiejętności nabyte podczas zajęć z szermierki, celowo trzymając nóż na sztorc, ugodzeniem w górę, by wyrządzić jak największe szkody. – Już w momencie zadania takiego uderzenia wydała na ofiarę wyrok śmierci – twierdziła prokurator, choć ten argument starała się w sądzie obalić obrończyni podejrzanej. - Gdyby moja klientka chciała zabić, zrobiłaby to w mieszkaniu, a nie na klatce. I celowałaby w głowę lub w serce, jeden z tych punktów, które gwarantują śmierć – podkreślała pani mecenas.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Sama Karolina B. tłumaczyła, że do ataku doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Opowiadała przed sądem, że trzymała w ręku nóż, kiedy Igor gwałtownie odwrócił się w jej stronę. – Ja go zawołałam, wpadliśmy na siebie. Nóż wszedł jak w masło – twierdziła.

Tłumaczenia Karoliny nie przekonały sądu. Wtedy w jej obronie stanęła matka ofiary

Mimo tych tłumaczeń, w pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Warszawie uznał winę oskarżonej i skazał ją na karę 15 lat pozbawienia wolności. Od wyroku, który zapadł po kilku miesiącach procesu, obie strony złożyły jednak apelację. Prokuratura uważała, że Karolina B. powinna spędzić za kratami 25 lat więzienia, z uznaniem zbrodni w zamiarze bezwzględnym, argumentując to licznymi dowodami. Zaznaczono między innymi, że zakrwawiony nóż został schowany w szufladzie w przedpokoju i przykryty ubraniami, tak jakby podejrzana chciała pierwotnie uniknąć odpowiedzialności za swój czyn. W przechwyconym grypsie, czyli nielegalnej wiadomości przesłanej podczas pobytu w areszcie śledczym, Karolina przyznała się do zranienia partnera. Podejmowała także próby matactwa. To wszystko, zdaniem strony oskarżającej, świadczy o tym, że skrucha kobiety jest nieszczera, nakierowana na próbę zmniejszenia wysokości wyroku.

Zobacz również:  Ojciec zadał Dawidkowi 11 ciosów nożem. 5-letni chłopiec miał zmasakrowane serduszko. "Nie zobaczysz syna"

- Starała się nas przekonać, że kochała Igora. Oskarżenie w to wierzy, ale to była toksyczna, samolubna miłość – mówiła prokurator podczas mowy końcowej, wyliczając ustalenia biegłych, zgodnie z którymi Karolinę określono jako osobę manipulacyjną, egocentryczną, bojącą się odrzucenia i reagującą w związku z tym agresją.

Wbrew temu, co mówiła prokurator, obrończyni Karoliny starała się dowieść, że do zabójstwa rzeczywiście doszło niezamierzenie. Mecenas podjęła walkę o zmianę kwalifikacji czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci i w ten sposób złagodzenie wyroku. Warto zauważyć, że w procesie apelacyjnym od stanowiska prokuratury odcięła się nawet matka Igora, co mogło wpłynąć na postrzeganie Karoliny. Kobieta uważała, że 26-latce należy się druga szansa, ponieważ uwierzyła podejrzanej, że ta nie chciała zabić jej syna.

- Bycie mamą Igora to był zaszczyt. Oczy matki widzą jednak drugie dziecko, Karolinę. Jej mama też na pewno dałaby wszystko, by cofnąć czas – mówiła mama ofiary, cytowana przez Polską Agencję Prasową. Kobieta wykazała się ogromną wyrozumiałością wobec oskarżonej, czym zszokowała wiele osób. Przyznała, że odwiedzała podejrzaną w areszcie, ponieważ chciała ją poznać. Za życia syna nie miała tej okazji, nie zdążył jej przedstawić mamie. – Nie wiedziałam, że tak bardzo potrzebowała pomocy. Prosiła o nią, ale nikt jej nie udzielił. Tacy są ludzie o wysokiej wrażliwości, w ten sposób wyruszamy w drogę ku szaleństwu – podkreśliła.

Obrona wskazywała na błędy prokuratury. Zapadł wyjątkowo łagodny wyrok

Pełnomocniczka Karoliny B. dodała na koniec, że działania prokuratury to szarża pełna spekulacji i uproszczeń oraz insynuacji. – Uparcie forsowana jest wersja o zamiarze bezpośrednim, choć jest ona nie do przyjęcia, bo nie ma żadnego bezpośredniego dowodu na zamiar. Śledczy nie przedstawili żadnego dowodu na zabójstwo – tłumaczyła mecenas, dodając że jej klientka nie uciekła z miejsca zdarzenia i miała prawo być chaotyczna w swoich działaniach, bo wydarzeniu towarzyszyły silne emocje. Wskazano, że Karolina chciała też jechać z Igorem do szpitala, co potwierdzają nagrania z kamer monitoringu. – Oskarżonej dorobiono gombrowiczowską gębę. Gębę potwora – mówiła jedna z adwokatek, wskazując na tendencyjne przesłuchania świadków i – w jej ocenie - nieprawidłowości w prowadzonym przez śledczych postępowaniu.

Karolina B. publicznie przeprosiła matkę ofiary. Skrytykowała też portale internetowe, które jej zdaniem zamieniły tragedię w tanią sensację. – Igor stracił życie, a ja dobre imię i ukochaną osobę – powiedziała zapłakana. Przyznała też, że poczuwa się do winy w kwestii samodzielnego zażywania leków uspokajających i nieszukania pomocy w kwestii swojego zdrowia psychicznego. To była odpowiedź na doniesienia o jej niekontrolowanych wybuchach agresji i innych problemach.

Wyrok przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie zapadł 22 listopada 2023 roku. W uzasadnieniu decyzji wskazywano na to, że zachowanie oskarżonej w zasadzie od początku było ukierunkowane na ochronę siebie, a nie na ratunek dla Igora. 26-latka wyjęła długi nóż z brzucha ofiary, by schować go w szufladzie i odsunąć od siebie podejrzenia. Okłamała też sąsiadów, mówiąc im, że chłopak nadział się na płot. Później wymyśliła historię o tym, że 21-latek sam nadział się na nóż. Nie tylko nie zadzwoniła na numer alarmowy, choć twierdziła że to zrobiła, ale również odebrała Igorowi telefon, kiedy ten skontaktował się z numerem 112. Wyrwała mu komórkę, bo dyspozytor zapytał, kto jest sprawcą ataku. Twierdziła, że nie pamięta okoliczności ugodzenia mężczyzny, choć ze szczegółami pamiętała każdy etap ich związku. Sąd dodawał, że bardziej użala się nad swoim losem niż śmiercią ofiary i nie rozumie powagi czynu, jaki popełniła.

Mimo tego wszystkiego, sąd uznał, że działała w zamiarze ewentualnym, a nie bezpośrednim, czyli że nie chciała zabić, lecz przewidywała, że jej zachowanie może skutkować śmiercią człowieka. Ponownie wskazano na okoliczności, które wzmacniały tę teorię: tylko jeden cios, z pozoru nie śmiertelny, bo w brzuch; atak spowodowany złością, kiedy Igor po zerwaniu chciał wyjść z mieszkania i już w zasadzie stał na klatce. Reakcja Karoliny pasowała do opisu biegłych: bała się opuszczenia, izolacji, reagując na nie agresją. I tak zareagowała też wtedy. Zdaniem wymiaru sprawiedliwości, kara 25 lat więzienia, której oczekiwała prokuratura, to przesada, zbyt duża eliminacja ze społeczeństwa, a nie tego potrzebuje oskarżona, która bardziej niż więzienia wymaga terapii. Tym samym Sąd Apelacyjny w Warszawie nieznacznie, ale jednak, zmniejszył wymiar kary wobec Karoliny B., skazując ją - za zabójstwo w zamiarze ewentualnym - na 14 lat więzienia.

Wyrok jest już prawomocny.

Sonda
Czy wymiar sprawiedliwości w Polsce działa skutecznie?
Pokój Zbrodni - Mroczne kulisy zbrodni na Wilanowie. Karolina B. zaatakowała swojego partnera

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki