Godzina 08:47, Warszawa Główna. Na peronie nie ma typowego porannego napięcia. Nikt nie biegnie, nikt nie patrzy nerwowo na zegarek. Zamiast tego, zdjęcia, uśmiechy i lekkie niedowierzanie. Bo oto rusza pierwszy kurs „Nieśpiesznego”, pociągu, który z definicji ma być... powolny.
Jak informuje PKP Intercity, to propozycja dla tych, którzy chcą podróżować świadomie i zobaczyć Polskę w rytmie, który pozwala naprawdę ją poczuć. Około 10 godzin jazdy z Warszawy do Zakopanego nie brzmi jak standard XXI wieku, i właśnie o to chodzi.
Wnętrze pociągu to powrót do lat 80.
Skład robi wrażenie już z zewnątrz, ale prawdziwa podróż zaczyna się w środku. Wagonowe korytarze, przedziały, detale, wszystko odtworzone tak, jak wyglądało w latach 80. Niektórzy pasażerowie wchodzą i od razu się uśmiechają.
Marta z Gorzowa Wielkopolskiego nie kryje sentymentu: mówi, że takie podróże zna od lat i choć nie jest to dla niej nowość, cieszy się, że stare wagony wracają. Wspomina dzieciństwo i sceny wsiadania przez okna. − Dziś może już się tego nie robi, ale klimat został − dodaje.
Kilka przedziałów dalej Sylwia z Lublina traktuje podróż bardziej jak eksperyment. Na co dzień pracuje w pociągu, więc − jak mówi − „to raczej okazja, żeby zobaczyć to od środka i przeżyć coś innego”. Jej plan? Zakopane tylko na chwilę, potem kolejne odcinki i powrót do Warszawy.
Na peronie emocje były największe u najmłodszych. Olek z Pruszkowa, który odjeżdżał ze swoim tatą Rafałem opowiadał, że gdy tylko zobaczył zapowiedź przejazdu, od razu namawiał rodziców na zakup biletów. − Mama siedziała godzinę i odświeżała stronę − śmieje się. Dla niego podróż pociągiem to przygoda, która zaczęła się od... opóźnienia. − Wtedy mi się spodobało. Bo w samochodzie zawsze jest korek.
Dla kogo jest „Nieśpieszny”?
Nie wszyscy patrzą na „Nieśpieszny” tylko przez pryzmat nostalgii. Krystian z Warszawy widzi w nim coś więcej. Okazję do spełniania marzeń. Planuje fotografować pociąg na trasie i podkreśla, że choć to nie środek transportu na co dzień, to na weekendowe wypady sprawdza się idealnie. − Gdyby jeszcze była trasa nad morze... to byłaby dopiero przygoda − mówi.
Nie brakuje też pasażerów, którzy traktują tę podróż bardziej... rozrywkowo. Sebastian i Darek z Gdańska przyjechali na odjazd już o świcie, po nocnej podróży z północy Polski. Co więcej, do pociągu weszli, jak za starych czasów. Przez okno! − Dziś będzie barowo − zapowiadają z uśmiechem. Plan? Cały dzień w pociągu, wieczorem Zakopane, a potem − kto wie.
Stylizowani jak z innej epoki Jakub i Olga z Łodzi zadbali o każdy detal. − Chcieliśmy, żeby doświadczenie było pełne − mówią. Zachwycają się wnętrzem: − Wreszcie pociąg wygląda jak pociąg, a nie jak szpital. Liczą też na klasykę w Warsie: kawę sypaną i tradycyjne przekąski.
A na czele składu? Maszynista Kamil. Spokojny, skupiony, bez pośpiechu. − Na razie wszystko w porządku. Nie spieszymy się. O 19 będziemy na miejscu − mówi krótko. I w tych kilku słowach zawiera się cała idea tej podróży.
Pociąg „Nieśpieszny” to alternatywa dla pośpiechu
„Nieśpieszny” zatrzyma się po drodze m.in. w Zawierciu, Oświęcimiu, Bielsku-Białej czy Wadowicach. A to nie tylko przystanki, to kolejne momenty, żeby wysiąść, rozejrzeć się i złapać oddech. Bo ten pociąg nie konkuruje z Pendolino. On konkuruje z pośpiechem.