Głośny spór o suma z Gocławia
Pod koniec maja opinię publiczną oburzyły wydarzenia znad gocławskiego jeziorka Balaton. To tam nieznany wówczas mężczyzna wyłowił z wody ogromnego, mierzącego blisko 170 centymetrów suma. 20-letnia ryba stanowiła swoistą wizytówkę tego miejsca, a dodatkowo 29 maja gatunek ten wciąż znajdował się w okresie ochronnym.
Całe zajście obserwowała grupa świadków. Sprawcy wyciągnęli miotającego się drapieżnika na ląd, a następnie wrzucili go do bagażnika auta, skazując rybę na transport bez wody. Wywołany tym incydentem skandal szybko postawił na nogi organy ścigania. Funkcjonariusze namierzyli podejrzanego, którym okazał się 57-letni obywatel Ukrainy. Wymiar sprawiedliwości zareagował stanowczo.
Na sprawcę nałożono bezwzględną karę. Postanowiono o natychmiastowej deportacji 57-latka do jego ojczyzny, wymierzając mu jednocześnie zakaz przekraczania granic Polski i całej strefy Schengen na okres pięciu lat.
Czy potężny sum z Gocławia ocalał?
Kiedy wydawało się, że to już definitywny koniec tej mrocznej historii, na jaw wyszły nowe fakty. Dziennikarze „Faktu” donoszą o zaskakujących zeznaniach złożonych przez oskarżonego cudzoziemca podczas przesłuchań. 57-latek stwierdził, że wywieziony z Gocławia olbrzym trafił z powrotem do wody, rzekomo zasilając jeden z innych stołecznych zbiorników.
Policja podchodzi jednak do tych rewelacji z dużym dystansem. Mundurowi nie wykluczają, że obcokrajowiec minął się z prawdą, by zwyczajnie poprawić swoją sytuację przed wymiarem sprawiedliwości. Jak przekazała „Gazecie Wyborczej” podinspektor Joanna Węgrzyniak z komendy na Pradze-Południe, brakuje jakichkolwiek naocznych dowodów na to, że sum odzyskał wolność, co stawia pod dużym znakiem zapytania ostateczny los 20-letniej ryby.