Za szybą kabiny rozgrywają się dramaty. Maszyniści ujawniają, z czym zmagają się na co dzień

Z perspektywy pasażera podróż pociągiem wydaje się spokojna, a praca maszynisty sprowadza się do patrzenia przed siebie. Nikt z podróżnych nie ma jednak pojęcia, jak potężne nerwy towarzyszą sytuacji, gdy na torowisku niespodziewanie pojawia się człowiek, auto lub zwierzę. Wtedy liczy się każda ułamek sekundy, a ratunek nie zawsze jest możliwy. Zdarzają się tragedie, o których maszyniści nie potrafią zapomnieć. − Miałem taką sytuację, wypadek z człowiekiem − przyznaje maszynista instruktor Robert Jędrzejczak.

Maszynista PKP Intercity przy konsoli symulatora pociągu. O trudach jego zawodu przeczytasz na SE.
Autor: Archiwum prywatne

Większość podróżujących nigdy nie zastanawia się nad tym, co tak naprawdę dzieje się w kabinie sterowniczej. Skład przemieszcza się po określonej trasie, a osobą w pełni odpowiedzialną za bezpieczeństwo jest maszynista. Jego zadaniem jest uważne śledzenie wskazań semaforów oraz obserwacja torowiska. Jeżeli nagle wystąpi zagrożenie, podejmuje błyskawiczne decyzje.

Sonda
Czy jechaliście w tym roku pociągiem?

Maszynistka PKP Intercity Kinga Antoniak przyznaje, że w tym zawodzie trzeba być gotowym na najgorsze scenariusze. Ona sama doświadczyła incydentu, gdzie szczęśliwie zapobieżono nieszczęściu. Zaznacza przy tym, by nie demonizować tego zawodu, wskazując, że fundamentem pracy jest koncentracja i stosowanie się do sztywnych regulaminów.

Praktyczne umiejętności radzenia sobie z kryzysami trenuje się w warunkach wirtualnych. Instruktorzy mogą generować w symulatorach skrajnie niebezpieczne warianty: samochody osobowe i ciężarowe na przejazdach, ludzi na szlakach, a nawet dzikie zwierzęta. Głównym celem jest wyrobienie instynktownych reakcji w momencie silnego stresu.

− Robimy to po to, żeby nauczyć nawyków, żeby maszynista w sytuacji stresowej wiedział, jak ma się zachować i żeby wszystkie jego czynności były odruchowe.

Niestety, nie wszystkie krytyczne sytuacje kończą się tylko bezpiecznym restartem programu szkoleniowego. Robert Jędrzejczak, związany z polską koleją od 2008 roku, przeżył tragiczny incydent z udziałem człowieka. Sam mówi, że takich wydarzeń nie można zestawić z żadnym teoretycznym szkoleniem.

Pracownicy kolei, którzy brali udział w takich zdarzeniach, mają zapewnioną pomoc psychologiczną. Pasażerowie rzadko zdają sobie sprawę z tego aspektu pracy na kolei. Maszynista to tylko człowiek, który zza szyby lokomotywy musi mierzyć się z widokami trudnymi do wymazania z głowy.

Kinga Antoniak przypomina również, że osoby prowadzące pociągi także pragną po prostu cało zakończyć swój dyżur.

− Lepiej zatrzymać się, rozejrzeć cztery razy, lepiej spóźnić się 5 minut, ale wrócić do domu. My też chcemy wracać do domu.

Praca w kabinie to coś znacznie więcej niż tylko ruszanie i zatrzymywanie się na kolejnych stacjach. To potężne brzemię odpowiedzialności w chwilach, których nikt nie jest w stanie przewidzieć. Maszyniści odpowiadają za tych, którzy nielegalnie wtargną na tory lub zignorują sygnały na przejazdach kolejowych, a także za dziką zwierzynę.

Z tego powodu tak wielki nacisk kładzie się na ciągłe doskonalenie umiejętności. Przewoźnik PKP Intercity korzysta obecnie z siedmiu zaawansowanych symulatorów, a szkolenia są stałym elementem kariery. Zanim kandydat będzie mógł samodzielnie ruszyć w trasę, musi odbyć około tysiąca godzin praktycznych jazd z instruktorem.

Dzien Maszynisty

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki