Żmija ukąsiła Jasia, pies nie przeżył. Słowa właścicielki rozrywają serce: "Syneczku wróć do mnie"

Kiedy życie ukochanego czworonoga jest zagrożone, jego właściciel potrafi poruszyć niebo i ziemię, by tylko go uratować. Tak było też w przypadku Jasia, trzyletniego psa pani Łucji, którego ukąsiła żmija. Niestety w pobliskich gabinetach weterynaryjnych nie było leku, który byłby w stanie pomóc. Gdy w końcu udało się znaleźć ratunek, na pomoc psiakowi było już za późno.

Łapa psa leżąca na ziemi. Na kolistej miniaturze obok widoczna żmija zygzakowata. O tragicznym zdarzeniu przeczytasz na SE.
Autor: Pixabay.com

Żmija ukąsiła psa. Rozpoczęła się walka z czasem

Pani Łucja podzieliła się swoją historią w mediach społecznościowych. Kobieta mieszka w Warszawie, ale feralnego dnia postanowiła wybrać się ze swoim trzyletnim psem Jasiem na spacer nad Liwiec. Tam rozegrał się dramat. Żmija ukąsiła czworonoga w łapę. Pani Łucja doskonale wiedziała, że w takiej sytuacji czas gra ogromną rolę. By psiak miał szansę przeżyć, trzeba działać błyskawicznie i podać odpowiedni lek.

"W ciągu 25 minut byłam z nim w lecznicy, ale niestety nigdzie, ale to naprawdę nigdzie nie mogę znaleźć w Polsce antytoksyny, która może uratować życie mojego Jasieńka" - napisała pani Łucja w mediach społecznościowych, błagając o pomoc w znalezieniu ratunku dla Jasia. Jak podkreślała kobieta, cena nie gra żadnej roli, bo życie ukochanego psa jest dla niej bezcenne.

Pomoc przyszła za późno. Pies odszedł za Tęczowy Most

Właścicielka ukąszonego czworonoga wiedziała, że na podanie leku ma zaledwie kilka godzin. Szukała wszędzie. Wreszcie się udało. Za późno...

- Po długich poszukiwaniach znalazłam po jednej ampułce w Gdańsku, Brodnicy, Jastrzębiu-Zdroju i Tychach. Wszędzie daleko. W końcu udało się znaleźć jedną ampułkę w Warszawie, ale niestety dla Jasia było już za późno - opowiedziała pani Łucja w rozmowie z "Faktem". Kobieta musiała pożegnać swojego czworonożnego przyjaciela. Jak podkreśliła, nie liczyła się dla niej cena za potrzebną antytoksynę. Liczyło się tylko to, by ją znaleźć i uratować Jasia. - Nie powinno być tak, że praktycznie nigdzie jej nie ma - stwierdziła rozżalona.

Rozrywające serce słowa po stracie psa

Kobieta nie jest jeszcze w stanie pogodzić się ze stratą Jasia. Słowa publikowane przez nią w mediach społecznościowych rozrywają serce. "Wołam Go. Czekam aż przebiegnie. Chcę Go przytulić. Ale wołam nadaremnie. Jeszcze czuję Jego zapach. Jeszcze czuję ciepło Jego ciała i oddechu. Jeszcze wierzę, że to wszystko jest tylko złym snem" - czytamy w jednym z wpisów. "Syneczku wróć do mnie Lub po mnie...po nas… Wszyscy jesteśmy gotowi iść ,żebyśmy tylko byli znowu razem" - czytamy w kolejnym.

Dlaczego lek na ukąszenie żmii jest tak trudno dostępny?

Skąd taki problem ze znalezieniem potrzebnego leku po ukąszeniu żmii? - Antytoksyna jest w pierwszej kolejności dla ludzi. Ma dużo skutków ubocznych i jest droga. Ukąszenie w pysk czy szyję wymaga natychmiastowej pomocy weterynaryjnej. Są też schematy farmakologiczne i płynoterapia, które są skuteczne w wielu przypadkach. Przy ukąszeniu w łapę często pomaga sam antybiotyk. Trzeba pamiętać, że antytoksyna ma bardzo krótki termin ważności i może wywoływać wstrząs anafilaktyczny - wyjaśnił w rozmowie z "Faktem" weterynarz z Poznania.

Problematyczne jest też to, że w Polsce żmije są pod ochroną, a żeby przygotować antytoksynę, trzeba pobierać od nich jad. Sprawia to, że zdobycie surowicy jest problematyczne i to nie tylko wtedy, gdy żmija ukąsi inne zwierzę, ale również gdy zaatakuje człowieka.

Pierwsza pomoc w użądleniach i ukąszeniach
Sonda
Czy traktujesz psa lub inne zwierzę jak członka swojej rodziny?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki