Rodzinny dom Smolenia był pęknięty
Na scenie był mistrzem – człowiekiem o kamiennej twarzy, który jednym spojrzeniem potrafił rozbawić całą salę. Bohdan Smoleń, ikona kabaretu Tey, dla milionów Polaków był synonimem śmiechu. Mało kto zdawał sobie jednak sprawę, że jego niezwykły talent komediowy zrodził się w miejscu, w którym do śmiechu nie było nikomu. Fundamenty jego życia od samego początku były naznaczone dramatem, a dom, w którym dorastał, pękał od ciężaru, jaki spadł na jego rodzinę.
Między paraliżem mamy a nałogiem ojca
Świat małego Bohdana kręcił się wokół dwóch postaci. Z jednej strony była matka, Elżbieta, której życie zatrzymała choroba Heine-Medina. Sparaliżowana od szyi w dół, wymagała stałej opieki. Z drugiej – ojciec, utalentowany artystycznie, ale coraz bardziej pogrążony w nałogach. Jak wyjaśniała biografka artysty, Katarzyna Czarnecka, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą": "Ojciec Bohdana Smolenia to alkoholik i hazardzista, który nie bardzo interesuje się domem". W takiej rzeczywistości młody chłopak musiał dojrzeć szybciej niż jego rówieśnicy.
Tarcza ze śmiechu pozwoliła mu przetrwać
To właśnie w tych warunkach narodził się mechanizm obronny, który później stał się jego znakiem rozpoznawczym. Ucieczką od domowych dramatów okazała się scena. Tam, w świetle reflektorów, Smoleń odnalazł przestrzeń, która – jak wspomniano w jego biografii – pozwalała mu wreszcie swobodnie oddychać. Humor nie był dla niego tylko formą ekspresji czy sposobem na karierę. Stał się czymś znacznie ważniejszym: "tarczą i schronieniem" przed światem, który od najmłodszych lat go nie oszczędzał.
Śmiech we krwi, cierpienie też
Doświadczenia z dzieciństwa ukształtowały go na zawsze, stając się niewidocznym tłem dla jego scenicznej kariery. Choć bawił tłumy, w jego komizmie zawsze pobrzmiewała nuta melancholii, a w spojrzeniu krył się cień przeżytych dramatów. Ta dwoistość jego natury najlepiej oddaje zdanie, które stało się mottem jego biografii: "Śmiech miał we krwi, cierpienie – niestety – też". To właśnie z tego pęknięcia narodził się artysta, którego Polska pokochała za to, że potrafił wywołać śmiech, choć sam nosił w sobie ogromny ból.