Alarm NIK: mieszkańcy kupują mieszkania w Warszawie na skażonych terenach. „Bomby ekologiczne” pod osiedlami

Kupują mieszkanie, a dopiero po wprowadzeniu dowiadują się, że blok stoi na zanieczyszczonym gruncie. Najwyższa Izba Kontroli nie zostawia suchej nitki na działaniach warszawskich urzędów. Zdaniem kontrolerów system identyfikacji historycznych zanieczyszczeń ziemi zawiódł, a część skażonych terenów nigdy nie trafiła do oficjalnego rejestru.

Siedziba NIK z parkingiem. Na miniaturze obok tablica z napisem Najwyższa Izba Kontroli. O wynikach kontroli czytaj w SE.
Autor: Marek Zieliński, Paweł Dąbrowski/Super Express Budynek Najwyższej Izby Kontroli, z wyraźnym czerwonym szyldem "NAJWYŻSZA IZBA KONTROLI" i godłem Polski. Przed fasadą parking z zaparkowanymi samochodami.
  • NIK skontrolowała działania Warszawy, urzędów dzielnic Ursus i Praga-Północ oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.
  • Kontrolerzy wskazują, że mieszkańcy mogą kupować lokale na skażonych terenach, nie wiedząc o zagrożeniu.
  • Największym problemem są m.in. metale ciężkie, węglowodory oraz substancje niebezpieczne dla zdrowia i ujęć wody pitnej.
Na śmieciach jeszcze nikt w mieście kariery nie zrobił. Kraj o Warszawie

„Bomby ekologiczne” pod nowymi osiedlami

Na terenach poprzemysłowych Warszawy jak grzyby po deszczu powstają nowe osiedla mieszkaniowe i budynki użyteczności publicznej. Problem w tym, że część tych gruntów może być skażona. Jak wskazano w raporcie NIK, nie wszyscy inwestorzy zgłaszają zanieczyszczone działki do rejestru. Powód jest prosty: remediacja, czyli oczyszczenie gruntu przed rozpoczęciem budowy, wiąże się z bardzo wysokimi kosztami. NIK przypomina, że podobne sytuacje miały już miejsce m.in. na Woli i w Ursusie, gdzie mieszkańcy dopiero po zamieszkaniu zaczęli zgłaszać niepokojące objawy zdrowotne.

NIK: nadzór był nieskuteczny

Kontrolerzy ocenili, że mimo wcześniejszych zaleceń z 2018 roku władze Warszawy nie zapewniły skutecznego nadzoru nad identyfikacją historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi. Według NIK zabrakło rzetelnej analizy ryzyka, kontroli i audytów. W efekcie burmistrzowie Ursusa i Pragi-Północ przygotowywali niepełne wykazy terenów potencjalnie skażonych, a Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie mogła wpisać ich do oficjalnego rejestru. Izba zwraca też uwagę, że w latach 2018–2025 nie podjęto skutecznych działań ograniczających budowę mieszkań na terenach, gdzie zidentyfikowano lub podejrzewano historyczne zanieczyszczenia.

Problemy w Ursusie i na Pradze-Północ

W Ursusie, zdaniem NIK, nie prowadzono pełnej identyfikacji skażonych terenów. Brakowało wyników badań gleby, informacji o substancjach stwarzających zagrożenie oraz danych dotyczących terenów prywatnych. Kontrolerzy przypomnieli również sprawę wycieku substancji ropopochodnych w garażu podziemnym jednego z nowych osiedli wybudowanych na terenie dawnych Zakładów Przemysłu Ciągnikowego „Ursus”. Według NIK nie podjęto wtedy działań, które pozwoliłyby jednoznacznie ustalić, czy pod budynkami znajdują się zanieczyszczone masy ziemi.

Na Pradze-Północ przez kilka lat w ogóle nie prowadzono identyfikacji potencjalnych historycznych zanieczyszczeń. Pierwszy wymagany wykaz sporządzono z ponad dwuletnim opóźnieniem, a i on nie zawierał wszystkich danych wymaganych przez przepisy.

RDOŚ z negatywną oceną

Krytyczna ocena dotyczy również Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie. NIK wskazuje, że urząd zbyt późno analizował dokumenty przekazywane przez dzielnice, a wezwania do ich uzupełnienia trafiały nawet po kilku latach. W rezultacie żaden z terenów zgłoszonych przez Ursus i Pragę-Północ nie został wpisany do rejestru historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi.

Po kontroli Najwyższa Izba Kontroli skierowała wnioski do Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, burmistrzów Ursusa i Pragi-Północ oraz Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Dotyczą one m.in. wzmocnienia nadzoru, przeprowadzania kontroli i audytów oraz uzupełnienia rejestru skażonych terenów.

Źródło: NIK

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki