Spis treści
"Pierwsza Polka" w centrum afery. Kucharka Natalia ma nową pracę
Gliwicka "Pierwsza Polka" nawiązywała klimatem do dwudziestolecia międzywojennego, serwując gościom między innymi autorskie drinki, pyszne kawy i dopracowane dania. Niestety, mimo zainteresowania klientów, nad lokalem zebrały się czarne chmury. Przyczyną kryzysu był ostry, pogłębiający się konflikt między Konradem, właścicielem, a jego ojcem, który współzarządzał biznesem. Napięta atmosfera i nieustanne spory skutecznie paraliżowały codzienne funkcjonowanie restauracji.
Szukając ratunku, Konrad zgłosił lokal do "Kuchennych Rewolucji". Magda Gessler wkroczyła do akcji, zmieniając nazwę na "Bistro w Towarzystwie" i wprowadzając całkowicie odświeżone menu oraz nowe wnętrza. Wiosną 2026 roku restauracja ruszyła z nową energią, zbierając świetne opinie. Jak jednak podaje Radio Eska, mimo początkowego sukcesu, interes upadł. Okazało się, że jeden ze współwłaścicieli przestał spłacać należności, zrzucając całą odpowiedzialność finansową na ojca.
Właściciel broni się przed hejtem. Brat komentuje odcinek
Po emisji odcinka na Konrada wylała się fala internetowego hejtu. Widzowie ostro skrytykowali jego skandaliczne zachowanie wobec pani Natalii, brak szacunku do ojca oraz ucieczkę przed samą Magdą Gessler. Obecnie mężczyzna jest pracownikiem klubu Wieczysta Kraków. W rozmowie z Gazetą Krakowską wyznał, że prowadzenie restauracji było dla niego tylko chwilowym zajęciem między sportowymi kontraktami. Skarżył się też na stronniczy montaż programu, który rzekomo zakłamał rzeczywistość.
- Przykre jest to, jak bardzo rzeczywistość została wypaczona, przeinaczona, zmanipulowana [...] Wystarczy jedno słowo, które jest wypowiedziane bez kontekstu zdania, całości. Ale takie jest prawo tego programu, umowa była podpisana. Ktoś z TVN zdecydował, żeby tak to zrobić, pod publiczkę. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Kto mnie zna osobiście, to wie, jaki jestem. Kto znał sytuację lokalu, wie, jak to się toczyło. A jak ktoś chce teraz w internecie wylewać swoje frustracje czy mnie hejtować, to takie jego prawo. [...] Przecież w programie ja nic złego nie zrobiłem, nie ma elementu, że na przykład robię coś niewłaściwie czy łamię prawo - skomentował Konrad Kołakowski.
Głos w sprawie zabrał również brat Konrada, Robert, który w wywiadzie dla Gazety Wyborczej przedstawił zupełnie inną wersję wydarzeń. Jego perspektywa rzuca nowe światło na telewizyjną produkcję i pokazuje zgoła odmienne odczucia po premierze.
- Pokazana była prawda, a nawet bałem się, że wybiorą gorsze momenty do odcinka, bo takie też były. Sytuacja lokalu była i jest tak trudna i skomplikowana, że nie ma żadnych szans na jego powrót - skomentował pan Robert.