"Byłam menelką. Chlałam". Celińska mówiła o nałogu tak, że trudno było przejść obojętnie

2026-05-12 22:20

Stanisława Celińska przez lata była dla widzów aktorką od wielkich emocji. Ale największe poruszenie wywoływała wtedy, gdy mówiła nie rolą, lecz własnym głosem. O alkoholizmie opowiadała bez upiększeń, bez usprawiedliwień i bez gwiazdorskiej pozy. Te słowa do dziś brzmią jak bolesne wyznanie kobiety, która zobaczyła dno – i zdołała z niego wrócić.

W polskim show-biznesie przez lata mówiło się o uzależnieniach półgębkiem. Gwiazdy ukrywały problemy albo opowiadały o nich dopiero po czasie, wygładzając najbardziej niewygodne fragmenty historii. Stanisława Celińska była inna. Kiedy zdecydowała się mówić publicznie o alkoholizmie, robiła to brutalnie szczerze.

Byłam menelką. Potwornie się brzydzę. Trochę to picie trwało. Chlałam. Zaniedbałam dzieci.

To właśnie ta bezwzględna uczciwość sprawiała, że jej wyznania tak mocno trafiały do ludzi. Nie budowała wokół siebie legendy cierpiącej artystki. Nie szukała usprawiedliwień. Mówiła o sobie ostro, czasem wręcz okrutnie. "Nie mogłam sobie ze sobą poradzić" - mocne słowa aktorki dbijały się szrokim echem w środowisku i poza nim. Celińska wielokrotnie przyznawała, że alkoholizm doprowadził ją do momentu całkowitej bezradności. Uzależnienie odbijało się na pracy, życiu rodzinnym i psychice. Alkohol niszczył wszytko, uzależnienie prowadziło nawet do najczarniejszych myśli. A ona mówiła o tym wprost.

To były słowa, które szokowały właśnie dlatego, że wypowiadała je jedna z najbardziej cenionych aktorek swojego pokolenia. Publiczność znała ją z wielkich ról, później także z ciepłych koncertów i piosenek dających ukojenie. Tymczasem ona sama mówiła wprost o rozpaczy, poczuciu utraty kontroli i psychicznym wyniszczeniu.

Zobacz też: Stanisława Celińska tak mówiła o wielkiej miłości i stracie: "Żałuję, że nie walczyłam o nas"

Najbardziej bolała ją krzywda dzieci

W jej opowieściach szczególnie mocno wracał temat dzieci i poczucia winy. "Jak ja mogłam zrobić to własnym dzieciom!?" - przyznawała. To właśnie ten fragment historii wydawał się dla niej najtrudniejszy. Celińska nigdy nie próbowała przedstawiać siebie jako ofiary. Wręcz przeciwnie – mówiła, że alkoholizm jest chorobą, ale jednocześnie miała świadomość bólu, jaki wyrządziła bliskim. Dlatego jej wyznania brzmiały inaczej niż typowe celebryckie "coming outy". Nie było w nich autopromocji ani budowania sensacji. Był wstyd, żal i ogromna potrzeba powiedzenia prawdy.

Stanisława Celińska z dna wróciła na scenę

Aktorka często podkreślała, że uzależnienie nie jest kwestią słabego charakteru. Zdawała sobie sprawę, ze to choroba, choroba silniejsza od niej samej. W czasach, gdy o zdrowiu psychicznym i uzależnieniach mówiło się znacznie mniej niż dziś, takie słowa miały ogromną siłę. Dla wielu osób Celińska stała się kimś, kto oswoił temat alkoholizmu – bez moralizowania, ale też bez romantyzowania nałogu.

Najbardziej niezwykłe w tej historii było jednak to, że Stanisława Celińska zdołała odbudować swoje życie. Sama mówiła, że ogromną rolę odegrały wiara i modlitwa. Po latach wróciła nie tylko do aktorstwa, ale też do muzyki. Płyty takie jak "Atramentowa" i koncerty pełne melancholii oraz nadziei sprawiły, że pokochała ją zupełnie nowa publiczność. Dla wielu ludzi nie była już wyłącznie wybitną aktorką. Stała się symbolem tego, że nawet po najciemniejszym okresie można próbować zacząć od nowa.

Zobacz: Dramat Stanisławy Celińskiej przed śmiercią. Cierpiała z powodu potwornego bólu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki