Miłość, która miała być nowym początkiem
Kiedy Edward Żentara objął stanowisko dyrektora artystycznego teatru w Rzeszowie, miało to być zwieńczenie jego artystycznej drogi. Doświadczony aktor, znany z ról w "Siekierezadzie" czy "Karate po polsku", znalazł nowe wyzwanie, w którym mógł się spełniać. I właśnie wtedy, w miejscu, które stało się jego zawodowym domem, los postawił na jego drodze dużo młodszą aktorkę. To uczucie spadło na niego niespodziewanie, stając się prawdziwą wiosną życia. Dla niej zdecydował się na odważny krok – odszedł od żony i postawił wszystko na jedną kartę. Nie zamierzali się ukrywać. Spacerowali razem po mieście, nie szczędzili sobie czułości podczas prób. Wydawało się, że to początek pięknej historii.
Szepty głośniejsze niż oklaski
Jednak teatralne kulisy szybko przestały być świadkiem romantycznych uniesień, a stały się sceną cichej nagonki. To, co dla Żentary było odrodzeniem, dla części środowiska stało się powodem do plotek. Zaczęło się od szeptów, które z czasem nabierały na sile. Mówiono, że dyrektor faworyzuje ukochaną. Że role, o których marzyły bardziej doświadczone koleżanki, trafiają do jego młodej partnerki. Pojawiły się oskarżenia, że miłość przesłoniła mu profesjonalizm, a teatr zamienia się w jego "prywatny folwark". Każda artystyczna decyzja dotycząca partnerki była natychmiast brana pod lupę i z góry osądzana.
Słowa rzucone na wiatr?
Żentara, człowiek, który całe życie stronił od towarzyskich układów i medialnego szumu, nagle znalazł się w oku cyklonu. Presja stawała się nie do zniesienia, więc postanowił publicznie zabrać głos. Próbował bronić zawodowych kompetencji ukochanej, tłumacząc jej doświadczenie i dorobek.
Patrycja S., prywatnie moja partnerka życiowa, ma odpowiednie wykształcenie, jest absolwentką studia aktorskiego, w tarnowskim teatrze na 17 premier zagrała tylko jedną główną rolę i dwie drugoplanowe…
– odpierał zarzuty. Jego słowa okazały się jednak bezsilne wobec narastającej niechęci. Atmosfera w teatrze gęstniała z każdym dniem, a ciągłe napięcie zaczęło niszczyć również sam związek, zamieniając go w rollercoaster kłótni i powrotów.
Cena, której nikt się nie spodziewał
Ciosy, które spadały na niego z zewnątrz, zaczęły zostawiać głębokie ślady w jego psychice. Związek, który miał być dla niego ratunkiem i nową energią, stał się źródłem nieustannego bólu i pretekstem do kolejnych ataków. Bliscy widzieli, jak Edward gaśnie. Coraz częściej zamykał się w sobie, unikał rozmów, wycofywał się. Choć niewielu potrafiło wtedy nazwać to po imieniu, aktor zmagał się z pogłębiającą depresją. Miłość, która rozkwitła na deskach teatru, została osądzona przez środowisko, a cena tego osądu okazała się tragicznie wysoka. Za sceniczną maską krył się człowiek, który nie udźwignął ciężaru rzuconych na niego oskarżeń. Kiedy pewnego dnia nie przyszedł na próbe do teatru, zaniepokojeni współpracownicy poszli do jego domu. Znaleźli go w wannie pełnej wody wymieszanej z krwią. Miał 55 lat.