Iga Cembrzyńska nie żyje. Jej wielka miłość do Andrzeja Kondratiuka była jak z filmu. "Był dla mnie wszystkim. Bez niego jestem nikim"

Iga Cembrzyńska nie żyje. Wybitna aktorka, piosenkarka, reżyserka, scenarzystka i kompozytorka zmarła 30 lipca br. w wieku 87 lat. Przez ponad 40 rat tworzyła absolutnie unikalny, pełen miłości i śpiewu ptaków związek z Andrzejem Kondratiukiem. Byli sobie pisani. Ich uczucie było niezwykle silne, niemal absolutne. Poznaj historię ich miłości.

W czwartek 30 lipca 2026 roku do mediów dotarła tragiczna wiadomość. Iga Cembrzyńska nie żyje. Artystka miała 87 lat, zmarła 10 lat po swoim ukochanym, Andrzeju Kondratiuku. Przypominamy historię ich wielkiej miłości. 

Iga Cembrzyńska świata nie widziała poza Andrzejem Kondratiukiem, a on znalazł w niej nie tylko ukochaną kobietę, ale także muzę, współpracowniczkę i najwierniejszą towarzyszkę życia.ych duetów z Andrzejem Kondratiukiem. Ich miłość wykraczała daleko poza zwykły związek – byli dla siebie całym światem. "Był dla mnie wszystkim. Bez niego jestem nikim. Ja i Andrzej to jedno, bez niego nie mam po co żyć" - mówiła artystka. Miłość Igi Cembrzyńskiej i Andrzeja Kondratiuka wykraczała daleko poza zwykły związek - byli dla siebie całym światem. Gdy Andrzej Kondratiuk odszedł, świata Igi Cembrzyńskiej dosłownie się zawalił.

Był dla mnie wszystkim. Bez niego jestem nikim. Ja i Andrzej to jedno, bez niego nie mam po co żyć

-mówiła artystka.

Byli sobie pisani

Uczucie Igi Cembrzyńskiej i Andrzeja Kondratiuka było niezwykle silne, niemal absolutne. Iga Cembrzyńska świata nie widziała poza Andrzejem Kondratiukiem, a on znalazł w niej nie tylko ukochaną kobietę, ale także muzę, współpracowniczkę i najwierniejszą towarzyszkę życia. Choć wielu uważało ich za ekscentryków, a nawet dziwaków, oni stworzyli własny świat, z dala od blasku fleszy i wielkomiejskiego zgiełku.

Zamieszkali w Gzowie niedaleko Pułtuska, gdzie żyli blisko natury, wśród zwierząt i z dala od blasku fleszy. Ich filmy były wyjątkowo osobiste, niemal intymne - opowiadały o ich codzienności, miłości, przemijaniu i wspólnym świecie. Za swoją twórczość byli wielokrotnie doceniani na festiwalach. 

Zaczęło się od "Hydrozagadki"

Najpierw - jak informowała "Viva!" - swatała ich barmanka w słynnym warszawskim SPATIF-ie. Kiedy zobaczyła ich w klubie nalała 3 kieliszki wódki i zawołała:

Wypijmy za was, bo jesteście sobie pisani!

Ich historia zaczęła się w 1970 roku na planie filmu "Hydrozagadka" Andrzeja Kondratiuka. Produkcja szybko zdobyła status kultowej, a dialogi do dziś powtarzają kolejne pokolenia widzów. Iga Cembrzyńska pojawiła się w filmie w charakterystycznej roli Czołówki - stylizowanej na wielką gwiazdę, która wyliczała twórców obrazu.

Outsider i wielka gwiazda

Początkowo wydawało się, że pochodzą z zupełnie różnych światów. Andrzej Kondratiuk był niezwykle utalentowanym artystą poszukującym własnej drogi poza głównym nurtem. Iga Cembrzyńska była już najjaśniejszą gwiazdą lat 60.

Aktorka urodzona w 1939 roku w Toruniu od najmłodszych lat miała kontakt ze sztuką. Uczyła się muzyki, grała na fortepianie, a później dostała się do warszawskiej Szkoły Teatralnej. Naprawdę nazywała się Maria Elżbieta Cembrzyńska - imię Iga było jej artystycznym pseudonimem.

Czytaj także: Pogrzeb Bonnie Tyler będzie transmitowany na żywo! Cały świat to zobaczy. Rodzina zdradziła szczegóły

W latach 60. była już wielką gwiazdą. Grała w największych hitach, m.in. w serialu "Stawka większa niż życie". Jej wokalne możliwości doceniał Krzysztof Komeda. Na festiwalu w Opolu wylansowała takie przeboje jak "W siną dal", "Bo ja tak mówiłam żartem", "Mój intymny mały świat" czy "Peruwianka". Mówiono o niej:

Iga to szlagier. Nowoczesność, świeżość, młodość i gracja.

Miłość, która odmieniła ich życie

Przed związkiem z Kondratiukiem Iga Cembrzyńska była żoną filozofa Andrzeja Kasi. Dla Andrzeja rzuciła wszystko i odeszła "w siną dal", zabierając ze sobą ukochaną suczkę Figę.

"Serce mi zatrzepotało"

Sama przyznawała, że nigdy wcześniej nie zakochiwała się pierwsza. To zazwyczaj mężczyźni zabiegali o jej względy. Wszystko zmieniło się, gdy poznała Andrzeja Kondratiuka.

Serce mi zatrzepotało

- wspominała moment, w którym go zobaczyła. Początkowo przestraszyła się siły tego uczucia i chciała się wycofać. Pewnego dnia, wracając od niego, zostawiła kartkę z pożegnaniem pod drzwiami. Wtedy niespodziewanie pojawił się Kondratiuk.

Jak opowiadała w rozmowie z Elżbietą Pawełek, reżyser miał rzucić się pod koła jej samochodu i zawołać:

Chcesz mnie zabić, wariatko? Zostawiasz mnie, przecież i tak będziemy razem!.

Niedługo później zamieszkali razem w mieszkaniu przy ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie. Było tam głośno, artystycznie i niezwykle radośnie. Sąsiedzi czasem nie wytrzymywali i uderzali w kaloryfer, krzycząc: „Artyści, ku**a, cisza ma być!”.

Później przenieśli się do swojego ukochanego Gzowa.

"Byliśmy jak Adam i Ewa"

Andrzej Kondratiuk od zawsze był człowiekiem bliskim naturze. Jego brat Janusz wspominał, że reżyser zdecydowanie lepiej czuł się na wsi, wśród zwierząt, niż wśród ludzi.

Iga Cembrzyńska całkowicie oddała się temu wspólnemu życiu. Stała się jego muzą, prywatną aktorką, organizatorką codzienności i najbliższą współpracowniczką. Kiedy Andrzej miał pomysł na film, ona pomagała mu go zapisywać. Godzinami rozmawiali o scenach, dialogach i bohaterach.

Byliśmy jak Adam i Ewa, żadne z nas bez siebie nie istniało.

"Polowaliśmy na śpiew słowika"

W Gzowie powstały ich najbardziej osobiste filmy: "Gwiezdny pył", "Cztery pory roku" i "Wrzeciono czasu". Tworzyli na własnych zasadach, ryzykując własne pieniądze. Byli artystycznie niezależni.

Nie mieli wielkiej ekipy ani ogromnych budżetów. Sami nosili kamery i statywy, organizowali plan zdjęciowy, a przyroda była dla nich jednym z najważniejszych bohaterów.

Chodziliśmy do lasu, polowaliśmy na śpiew słowika. Wstawaliśmy o świcie, by uchwycić wschód słońca. Andrzej tygodniami czekał na odpowiednie światło i chodził wściekły, gdy akurat lał deszcz. A jak już było to słońce, krzyczał na całe Gzowo: "Igusia, mam, mam słońce, ułapałem kamerą, chodź szybko!”

- wspominała Cembrzyńska.

Najpierw rak, potem wylew

Ich życie zmieniło się na początku lat 2000., gdy Andrzej Kondratiuk poważnie zachorował. Najpierw zmagał się z rakiem węzłów chłonnych, a później przeszedł dramatyczny wylew.

Iga Cembrzyńska znalazła męża nieprzytomnego po powrocie ze spaceru z psem. Rozpoczęła się walka o jego życie. Aktorka całkowici zrezygnowała z pracy i poświęciła się opiece nad ukochanym. Przysięgła, że zrobi wszystko, by go uratować. Gdy wydawało się, że sytuacja się poprawia, choroba wróciła.

"Trzeba zdać egzamin z miłości"

Ostatnie miesiące życia Andrzej Kondratiuk spędził u swojego brata Janusza. Iga Cembrzyńska regularnie do niego przyjeżdżała, ale nie była już w stanie samodzielnie zapewnić mu całodobowej opieki.

W rozmowie z magazynem „VIVA!” mówiła słowa, które najlepiej oddawały ich niezwykłą więź:

To, że się komuś ślubuje: "I nie opuszczę cię aż do śmierci" to tylko formułka. Potem trzeba zdać egzamin z miłości.

Iga Cembrzyńska ten egzamin zdawała przez wiele lat. Po śmierci Andrzeja Kondratiuka w 2016 roku jej świat na zawsze się zmienił. 30 lipca 2026 roku odeszła kobieta, która przez dziesiątki lat była symbolem talentu i miłości silniejszej niż czas.

Zobacz też: Bożena Dykiel nie żyje. Tak pożegnają Marię Ziębę w "Na Wspólnej". Umrze na rękach ukochanego. Mamy zdjęcia z pogrzebu bohaterki!

Poruszające słowa księdza na pogrzebie Stanisławy Celińskiej

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki