Łukasz Nowicki ma dość wszechobecnego kultu młodości. "Jest mocno przereklamowana!"

2026-01-20 13:38

Łukasz Nowicki niedawno zadebiutował u boku Marty Manowskiej jak nowy gospodarz „The Voice Senior”. Co usłyszał na początku współpracy od telewizyjnej partnerki, czym ujęli go uczestnicy show i dlaczego tak bardzo przepada za towarzystwem osób dojrzałych?

- Rola współgospodarza „The Voice Senior” wydaje się być skrojona na pana miarę, bo już dawno przyznawał pan, że w towarzystwie osób starszych czuje się pan lepiej, niż wśród młodszych. Skąd ta preferencja?

- Młodość jest oczywiście fajna, ale mam poczucie, że mocno przereklamowana! Spędzam z młodymi dużo czasu, choćby dlatego, że mam małe dzieci,  młodszą ode mnie żonę itd. Bardzo sobie te relacje oczywiście cenię, ale uważam, że w dojrzałości jest coś niezwykle ujmującego, poza tym sam powoli zmierzam ku senioralnej rzeczywistości, więc siłą rzeczy ten temat staje mi się bliski. Ludzie po 60-tce mają większe życiowe doświadczenie, przeżyli wiele wzlotów i upadków , można się od nich wiele nauczyć. A Ja  cierpię na głód autorytetów i łaknę ludzi którzy by mi imponowali, których chciałbym naśladować. Dojrzałość jest piękna także w kontekście „The Voice Senior”. Tu nie ma, jak w przypadku „The Voice of Poland”, zawziętej rywalizacji, w której stawką jest szansa na wielką karierę czy jakiejś czucia presji. Dla naszych uczestników to po prostu zabawa, spełnienie marzeń o scenie. Pod tym kątem to program misyjny, bo nie jest jego celem wyłonienie przyszłej gwiazdy, ale umożliwienie przeżycia wspaniałej przygody ludziom, którzy całe życie potrzeby innych stawiali na pierwszym miejscu, a teraz wreszcie stawiają na siebie. Nasi seniorzy to w gruncie rzeczy ostatnie pokolenie, które żyło w świecie bardziej patriarchalnym, gdzie najpierw trzeba było zbudować dom, założyć rodzinę, wychować wnuki, a dopiero potem można było pomyśleć o sobie. Stąd mój wielki dla nich szacunek.

Był o włos od rezygnacji z udziału w "The Voice Senior", a jednak wygrał! Wszystko przez Janowskiego

- Czy to właśnie dlatego program „The Voice Senior” się panu marzył, jak przyznał pan w jednym z wywiadów?

- Dość często jestem pytany, jakich gości w „Pytaniu na śniadanie” najbardziej lubię. Tam również najlepiej rozmawia mi się z tymi dojrzalszymi. Jak pojawia się na planie jakaś starsza pani, to natychmiast włącza mi się krakowska kindersztuba wyuczona w latach 80-tych (śmiech). Podobnie jest z moim podcastem „Z Nowickim Po Drodze”, więc  nie tylko w „The Voice Senior” lubię pracować z takimi osobami. Po prostu bliski jest mi  kontakt z ludźmi mądrzejszymi ode mnie, a często  idzie to w parze właśnie z wiekiem.

- W telewizji spędził pan wiele lat, ale „The Voice Senior” to dla pana zupełnie nowe wyzwanie. Coś pana w nim zaskoczyło?

- W tej branży fajne jest, że każdy format jest inny. „Postaw na milion” to od początku do końca mój program. Prowadzę go już 15 lat, od samego początku, i on chyba najlepiej określa mnie zawodowo. Tu jestem najbardziej sobą. „Pytanie na śniadanie” to praca z partnerką, więc tu liczy się umiejętność dopasowania, zbudowania relacji. Podobnie, jak w „The Voice Senior”, choć – co ciekawe – ja  i Marta Manowska prawie w ogóle nie pojawiamy się tu razem! Są tu momenty zarezerwowane dla mnie, są i te dla niej, a te wspólne są bardzo rzadkie. To z pewnością jeden z najlepiej przygotowanych  programów, które prowadziłem, choć oznacza to, że jest tu mniej  miejsca na kreatywność, na dodanie czegoś od siebie. Rzeczywiście nieco mnie zaskoczyło, że to tak potężna, sprawnie działająca machina. Interesujące z punktu widzenia prowadzącego jest też dla mnie to, że nie ma tu promptera, który potrafi być dużą pomocą, jeśli ktoś umie z nim pracować. Tu trzeba albo umieć opanować tekst na pamięć albo świetnie umieć mówić własnymi słowami, i to w precyzyjnie wyliczonym czasie. Dla mnie, jako osoby z dużą skłonnością do gadulstwa, to spore wyzwanie (śmiech)!

- Dostał pan jakieś cenne rady na dobry początek od Mary Manowskiej, która zna program od podszewki?

- Marta powiedziała jedno: „stary, dasz radę, zobaczysz, że to wchodzi w krwiobieg, nie będziesz mieć z tym problemu”. Jasne, że trochę na początku  się stresowałem, bo nowy format to zawsze duża niespodzianka, ale ona mnie uspokajała i jej słowa się rzeczywiście potwierdziły. Jest tu bardzo przyjemna, rodzinna wręcz atmosfera, a sami seniorzy są po prostu niesamowici!

- Któreś spotkania poruszyły pana szczególnie?

- Oczywiście! Elementem programu, który bardzo mi się podoba, są wyjazdy prowadzących do niektórych spośród uczestników, gdzie powstają materiały, które pozwalają lepiej ich poznać widzom. Takie okazje sprawiają w naturalny sposób, że człowiek zżywa się z tymi uczestnikami szczególnie. Z każdym z czterech odwiedzonych przeze mnie osób spędziłem niezwykły czas – u jednej z uczestniczek byliśmy w teatrze, u drugiej w jej winnicy, u innego uczestnika w jego klubie muzycznym, a u kolejnego z kolei spacerowaliśmy po lesie, bo jest nie tylko pasjonatem teatru, ale także leśnikiem i sokolnikiem. Z kimś wypiliśmy herbatę w kawiarni, z kimś zjedliśmy gulasz z dzika… Niesamowite postacie, z niektórymi zresztą nadal mam kontakt. Później, już w takcie zdjęć do programu, czasu na poznawanie uczestników i ich historii jest już niestety o wiele mniej.

- Czy takie formaty jak „The Voice Senior” cz „Sanatorium miłości”, gdzie też niedawno się pan pojawił, pomogą nam spojrzeć na dojrzałość inaczej i bardziej docenić jej potencjał?

- To bardzo ważne pytanie,ale chyba trzeba by było je zadać osobom mądrzejszym. Nie jestem socjologiem, więc trudno mi powiedzieć, ala faktem jest, że w Polsce panuje niewątpliwie kult młodości, ale wystarczy spojrzeć choćby na Portugalię, z której niedawno wróciłem, na Wielką Brytanię czy USA, gdzie osoby powyżej 60-tego roku życia wcale nie są niewidoczne. One wciąż pozostają aktywne, często nadal pracują wykonując najróżniejsze prace, tak samo jak osoby w wieku 30 czy 40 lat. Za to w Polsce senior może zajmować się już tylko wnukami, siedzieć na kanapie z krzyżówką albo wyjść na spacer z psem, ewentualnie stać w kolejce do lekarza. Nie wiem, dlaczego wciąż tak jest, bo mam wrażenie, że dzisiejsi 60-latkowie nie różnią się w gruncie rzeczy od osób młodszych o 10 czy 20 lat. Sam zbliżam się do 60-tki i przyznam, że oprócz zwolnionego metabolizmu czy łysienia nie widzę u siebie większych zmian, a wręcz czuję, że jestem w lepszej formie niż dekadę temu! Myślę, że metryka wcale nie musi przesądzać o tym, czy jesteśmy starzy, bo dużo zależy od głowy. Mam więc nadzieję, że to faworyzowanie młodości się skończy i zastąpi je równość, bo uważam, że mamy prawo być aktywni i czerpać z życia tak długo, jak tego chcemy.

Emisja w TV:

"The Voice Senior", sb., godz. 20.00 w TVP 2

Sonda
Andrzej Piaseczny. Lepszy juror "The Voice" czy "Tańca z Gwiazdami"?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki