Marcelina Zawadzka wyznaje: Żyję tak, że wszędzie mi swojsko
Marcelina Zawadzka to była Miss Polski, która od lat podbija telewizję. Prowadziła "Pytanie na śniadanie" czy "The Voice of Poland", a od kilku lat króluje na antenie Polsatu - prowadzi popularne reality show "Farma", a od czasu ciąży regularnie pojawia się też na antenie śniadaniówki "Halo, tu Polsat". Jakiś czas temu przeprowadziła się z narzeczonym i ich małym synkiem do Dubaju. Wrócili do Polski, gdy nad Emiratami przeleciały rakiety. Jak dziś wygląda życie Marceliny Zawadzkiej? Z prezenterką rozmawiał dziennikarz "Super Expressu", Adrian Nychnerewicz.
Zawadzka rusza w Polskę. Nowy cykl w "Halo, tu Polsat"
- Zjeździłaś cały świat. A teraz ruszasz w Polskę. Skąd wziął się pomysł na Twój cykl w "Halo, tu Polsat" "W Polskę jedziemy"?
- Wiesz, ja od zawsze bardzo głośno i wyraźnie mówiłam, że kocham Polskę. Uważam, że mamy wspaniały kraj i naprawdę czuję, że to jest moje miejsce na ziemi. Co więcej, mój narzeczony Max też zakochał się w Polsce i dzięki niemu spojrzałam na nią przez jeszcze bardziej różowe okulary. Ten pomysł pojawił się więc bardzo naturalnie. Kocham ludzi, uwielbiam rozmawiać, poznawać ich historie i to, co za nimi stoi. Razem z „Halo, tu Polsat” chcieliśmy stworzyć coś autentycznego, bliskiego ludziom i pokazującego Polskę z trochę innej perspektywy. Połączyliśmy więc te dwie miłości w jedno i tak powstało „W Polskę jedziemy”. To cykl, który ma inspirować do odkrywania Polski na nowo, żebyśmy zaczęli dostrzegać, jak wiele mamy tu niezwykłych miejsc, ale przede wszystkim wyjątkowych ludzi.
- Na jakie historie liczycie?
- Stawiamy przede wszystkim na autentyczność. Nie zamykamy się na jeden typ historii. To mogą być zarówno zwariowani ludzie z nietypowym hobby, jak i osoby, które na pierwszy rzut oka wcale się nie wyróżniają, ale noszą w sobie coś bardzo mądrego, pięknego i poruszającego.
- Do programu każdy może się zgłosić?
- Oczywiście! Ten program właśnie na tym się opiera – żeby być jak najbliżej naszych widzów. Jadę tam, gdzie żyją, działają, tworzą i robią coś ciekawego lokalnie. Szukamy ludzi z pasją, talentami, inicjatywami. Takich, którzy chcą się czymś podzielić i pokazać swój świat. To mogą być naprawdę różne historie, bo Polska jest pełna niesamowitych ludzi. „W Polskę jedziemy” to cykl, w którym to widzowie są jego sercem, więc jeśli ktoś czuje, że ma coś do pokazania, chce się przede mną otworzyć, coś opowiedzieć, to absolutnie czekam na zgłoszenia.
- Mieszkałaś już w kilku krajach. Często wyjeżdżasz z Polski, ale zawsze tu wracasz. Za co kochasz nasz kraj?
- Za ludzi. Za ich otwartość, zainteresowanie drugim człowiekiem, że potrafimy zawiązywać przyjaźnie na lata i to, jak potrafimy się jednoczyć. Kocham Polskę też za jedzenie i obiady u mamy. Za naturę, za lasy, za świeże powietrze, którego często brakuje w innych miejscach na świecie - serio! Tu powietrze pachnie inaczej... No i oczywiście za morze - szczególnie ukochane Bory Tucholskie i Trójmiasto, do którego zawsze wracam z ogromnym sentymentem. To są takie moje miejsca, w których naprawdę czuję, że jestem u siebie.
NIE PRZEGAP: Marcelina Zawadzka ze łzami w oczach z bombardowanego Dubaju! "W całym ciele wstrząsy"
Czy Polska to bezpieczny kraj? Marcelina Zawadzka ocenia
- Wiele podróżujesz po świecie. Zgodzisz się, że Polska jest jednym z najbezpieczniejszych krajów?
- Powiem ci, że ostatnio nawet o tym myślałam. Wracałam z nagrań jednego z odcinków „W Polskę jedziemy”, który realizowaliśmy w Beskidzie Niskim. Wsiadłam do pociągu, który jechał do Malborka, gdzie teraz mieszkam. To była naprawdę długa, 11-godzinna podróż. I pamiętam, że siedziałam tam z taką myślą, że czuję się bezpiecznie. Że mogę spokojnie zasnąć, odpocząć, bez stresu czy obawy, że coś się wydarzy. Po podróżach po różnych częściach świata to jest coś, co naprawdę się docenia. I myślę, że tak – Polska jest jednym z tych krajów, w których to poczucie bezpieczeństwa jest na wysokim poziomie.
Zawadzka wzruszająco o synku: Jestem odpowiedzialna już nie tylko za siebie
- Od kilku tygodni ponownie mieszkasz w kraju. Wyjechaliście z Dubaju, gdy zaczęły latać nad nimi irańskie rakiety. To musiało być straszne, zwłaszcza, że masz małe dziecko.
- Przyjechaliśmy do Polski w marcu, czyli niecałe dwa miesiące wcześniej, niż pierwotnie planowaliśmy, bo i tak mieliśmy wracać na wiosnę. Już wcześniej mówiłam, że wiosna i lato w Polsce to najpiękniejsze pory roku, ale też czas nowych projektów zawodowych – finał „Farmy” czy nagrywki kolejnego sezonu... Wiedzieliśmy, że chcemy ten czas spędzić właśnie tutaj.
Oczywiście sytuacja wszystkich nas zaskoczyła, ale warto podkreślić, że na miejscu kraj funkcjonował w miarę normalnie, a ludzie czuli się - jak na to, co się działo nad głowami - dosyć dobrze.Państwo dbało o jak najwyższy poziom ochrony zarówno mieszkańców, jak i turystów. Natomiast my podjęliśmy decyzję o wyjeździe przede wszystkim ze względu na dziecko. Pomyśleliśmy, że jeśli sytuacja rozwinie się w złą stronę, to być może nie będzie można już wyjechać. Od półtora roku jestem odpowiedzialna już nie tylko za siebie, ale też za tego małego człowieka – i to on jest dla mnie absolutnym priorytetem.
ZOBACZ: Fatalna sytuacja. Marcelina Zawadzka uciekła z Dubaju. Musiała zamieszkać u rodziców. Co z pracą?
- Rodzina twojego narzeczonego została w Dubaju. Czy wszyscy są bezpieczni?
- Z informacji, które mam na ten moment, sytuacja się uspokoiła. Nie ma już alarmów, nie pojawiają się drony ani rakiety, więc czują się dobrze. Warto wspomnieć, że to jest ich dom. Nie są tam przejazdem ani „na chwilę”. Mieszkają tam od około 10 lat, tam tworzą swoją codzienność, budują rodzinę i rozwijają biznesy. Dlatego to dla nich po prostu miejsce do życia.
ZOBACZ TAKŻE: Poruszające wyznanie Marceliny Zawadzkiej. Przechodzi poważny kryzys emocjonalny!
- Dubaj zamieniłaś na Malbork. Odnajdujesz się w mniejszym mieście, gdzie zapewne wszyscy cię znają?
- Ja uwielbiam mój rodzinny Malbork! Zawsze bardzo chętnie tu wracam i za każdym razem na nowo się nim zachwycam, wspominam jakbym miała co najmniej ze 100 lat (śmiech). Tu mieszka moja rodzina, więc każdy powrót jest dla mnie wyjątkowy. A jeśli chodzi o rozpoznawalność - odbieram to bardzo ciepło. Tak, jak mówisz, wszyscy się znają, ale to też jest fantastyczne, bo mogę ciągle z kimś gadać (śmiech). Gdybyś wiedział, jak jest zabawnie gdy na przykład wchodzę do jakiegoś salonu, gdzie ludzie obok, gdy mnie widzą, pytają i konfrontują to, co słyszą z mediów, a co rzeczywiście dzieje się u mnie. Ja nie lubię tworzyć dystansu między ludźmi. Tworzę taką rzeczywistość, że odnajdę się wszędzie - nieważne, czy jest to las, mniejsze miasto, czy jakiś Dubaj. Żyję tak, że jest swojsko i blisko, nieważne gdzie.
Rozmawiał Adrian Nychnerewicz