"Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" na Mastercard OFF CAMERA
Raz na czas do kin trafiają filmy, w których niby nic wielkiego się nie dzieje. Brak w nich zwrotów akcji, gwałtownych zmian w życiu bohaterów, wybuchów i spektakularnych efektów specjalnych. A właśnie to te skromne w wyrazie filmy potrafią najbardziej zapaść w pamięć. To o tych filmach potrafimy przypomnieć sobie nagle w środku dnia. W 2023 roku dla wielu kinomanów taką produkcją było "Aftersun", debiutancki film fabularny szkockiej reżyserki Charlotte Wells.
Teraz do listy można dodać "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej". Dla jego twórczyni, 34-letniej Emi Buchwald, również jest to debiut w pełnym metrażu. Pochodząca ze Skierniewic reżyserka i scenarzystka już etiudami robiła ogromem wrażenie. Swoim pierwszym pełnometrażowym obrazem udowodniła, że nie na wyrost była nazywana nadzieją rodzimego kina.
Film był objawieniem 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i zasłużenie został obsypany nagrodami, w tym dla samej Emi Buchwald w kategorii odkrycie roku. Do kin w całej Polsce trafił całkiem niedawno - 13 marca. Kto przegapił pokazy mógł nadrobić seans podczas 19. edycji festiwalu Mastercard OFF CAMERA.
Zobacz również: Tłumy gwiazd na Gali Otwarcia Mastercard OFF CAMERA 19. Obyło się bez wpadek modowych?
"Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej": Piękna opowieść o rodzeństwie
Młoda twórczyni w swoim debiucie opowiada o miłości, ale nie tej romantycznej. Zamiast kolejnego romansu stworzyła film o relacjach między rodzeństwem. Jako jedna z sześciorga dzieci ma na tym polu spore doświadczenie. Oglądając "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" widać doskonale, że dorastanie w wieloosobowej rodzinie miało wpływ na jej twórczość.
Buchwald bohaterami swojego filmu uczyniła czwórkę rodzeństwa. Najmłodszy jest Benek (Bartłomiej Deklewa), a starsze od niego są bliźnięta – Franek (Tymoteusz "Szczyl" Rożynek) i Nastka (Izabella Dudziak). Najstarsza w grupie jest Jana (Karolina Rzepa). Poznajemy ich w momencie, gdy Franek próbuje oderwać się od stada, a reszta rodzeństwa z różnym skutkiem stara się go sprowadzić na właściwą drogę, czyli do ich "czteroosobowej masy".
Jako widzowie jesteśmy obecni w ich życiu tylko przez chwilę. Akurat w momencie, gdy większość z rodzeństwa stoi u progu dorosłości. Franek stara się poznać samego siebie, ale jego wybory słusznie martwią pozostałą trójkę. Nastka bez brata bliźniaka nie potrafi znaleźć sobie miejsca i gubi się w innych relacjach. Benek odrzucony przez Franka, musi poradzić sobie z prześladującym go dusiołkiem z Dobrej. A Jana, jak mają w zwyczaju najstarsi z rodzeństwa, stara się zapanować nad chaosem i odnaleźć spokój - dosłownie i w przenośni.
Zobacz również: Agnieszka Hyży szykuję życiową rewolucję! "Edward Miszczak dodał mi odwagi"
"Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej": Filmowy debiut roku
Film zaczyna się od ukazania mieszkania na Dobrej. Pustego, a jednocześnie pełnego wspomnień. Po krótkim "zwiedzaniu" wychodzimy z niego na ulice Warszawy, ale filmowa narracja ogranicza się do czwórki rodzeństwa. Inne postacie są tłem, a rodzice, choć obecni w życiu bohaterów, są jedynie przelotnie wspomniani. W życiu Benka, Franka, Nastki i Jany jesteśmy tylko gośćmi, ale z każdym kolejnym rozdziałem poznajemy ich coraz lepiej i coraz mocniej im kibicujemy.
Emi Buchwald swoją opowieść snuje z ogromną wrażliwością. Z empatią podchodzi do swoich bohaterów oraz ich problemów. Nie są oni pozbawieni wad. Popełniają błędy - błędy młodych ludzi, którzy dopiero uczą się dorosłości i niezależnego życia. W "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" wszystkie elementy filmowej układanki doskonale do siebie pasują. Scenarzyści często mają problem z realistycznym ukazaniem młodych ludzi, lubią wkładać im w usta nienaturalnie brzmiące zdania. Buchwald wspólnie z Karolem Marczakiem stworzyli dialogi, w które łatwo uwierzyć. Dorzućmy do tego świetne aktorstwo i mamy przepis na sukces.
"Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" to ciepłe kino o niełatwych relacjach doprawione szczyptą metafizyki. Emi Buchwald mówiąc o swoim debiucie określa go jako film "robiony z serca". Podczas seansu czuć nie tylko to serce, ale również duszę. Oby więcej takich debiutów.
Zobacz również: Martyna Byczkowska: "Nie ma znaczenia, co ja jem na śniadanie i z kim jestem"