Na żółtej ściance O!lśnień widać było sporo czerni, prostych garniturów i teatralnych min. Monika Olejnik też trzymała się ciemnej bazy (klasycznie), ale zrobiła jeden ruch, który robi różnicę: przewiesiła przez ramię torebkę wyglądającą jak gigantyczny sznur pereł zakończony dużą kulą. To jest ten typ dodatku, który nie pyta o zgodę. On po prostu wchodzi w kadr i mówi: teraz ja.
Pearl Necklace Minaudière od Chanel - dodatek wart fortunę
Jeśli ktoś próbował zgadnąć, co to dokładnie jest – internet już dawno to rozpracował. To nie jest przypadkowa perłowa listonoszka z sieciówki, tylko konkretny model CHANEL – Pearl Necklace Minaudière (w polskiej wersji strony opisany jako "Minaudiere w formie perłowego naszyjnika"). Marka określa produkt jako akcesorium, które "zaciera granicę między biżuterią a dodatkami" i przyznajmy: to się zgadza, bo dodatek nie wygląda jak normalna torebka, tylko jak biżuteryjna instalacja.
Marka nie podaje ceny za to cudo na swoich polskich oficjalnych stronach, ale w zagranicznych publikacjach pojawia się cena 40 950 dolarów. W przeliczeniu – kwota, która potrafi zepsuć humor szybciej niż zła recenzja.
Olejnik i partner w czerni – ale oczy i tak uciekają na jedno
O!lśnienia zawsze przyciągają mocne nazwiska, a na jubileuszowej edycji na ściance było tłoczno. Monika Olejnik pojawiła się na gali z partnerem – oboje w czerni, elegancko i bez przebieranek. Tyle że przy takiej torebce reszta stylizacji robi się tłem, nawet jeśli jest dopracowana. Perły są duże, jasne, widoczne z daleka – i dokładnie dlatego fotografowie mają gotowy "punkt zaczepienia". Na tej gali było sporo mocnych stylizacji, ale jeśli chodzi o jeden detal, który robi całą opowieść i zostaje w pamięci – ta torebka wygrała. I koniec.
Perła wieczoru?
Najciekawsze jest to, że ten model ma w sobie coś przewrotnego. Perły kojarzą się z klasyką i elegancją i pewną skromnością, a tu dostajesz je w wersji XXL, prawie jak z kreskówki – tylko że z metką Chanel. To balansuje na granicy "wow" i "czy to już performance?", a na zdjęciach działa idealnie, bo aparat kocha duże formy i kontrasty. Olejnik nie musiała robić nic więcej. Na tle czerni i żółtej ściany taki dodatek jest jak neon. A ponieważ O!lśnienia to impreza, gdzie wszyscy i tak stoją w kolejce do zdjęcia, "perła" zrobiła najprostsze, najskuteczniejsze zadanie wieczoru – skradła kadry.