Pies konał w wagonie. Jakub Żulczyk był świadkiem tragedii

To miała być zwykła podróż, która w jednej chwili zamieniła się w dramatyczną walkę o życie. Pisarz Jakub Żulczyk opisał w mediach społecznościowych wstrząsające wydarzenia, których był świadkiem podczas przejazdu pociągiem z Warszawy do Berlina. Na oczach pasażerów zmarł pies jednego z podróżnych. Relacja autora poruszyła tysiące internautów i wywołała gorącą dyskusję o podróżowaniu ze zwierzętami podczas ekstremalnych upałów.

TRAGEDIA w rozgrzanym pociągu! Pies nie przeżył podróży. Wstrząsająca relacja Żulczyka

Lato daje się we znaki nie tylko ludziom. Rekordowe temperatury stanowią ogromne zagrożenie również dla zwierząt, zwłaszcza tych starszych i zmagających się z problemami zdrowotnymi. Przekonał się o tym właściciel ośmioletniego buldoga, który wybrał się z pupilem w podróż międzynarodowym pociągiem. Świadkiem dramatycznych wydarzeń był Jakub Żulczyk. Pisarz postanowił opisać wszystko w internecie. Jego relacja nie pozostawia złudzeń - sytuacja była niezwykle trudna, a emocje, które towarzyszyły pasażerom, zostaną z nimi na długo.

Zobacz też: Jakub Żulczyk zwiedza Stany u boku młodszej ukochanej. "Moja najlepsza osoba"

Rozegrał się KOSZMAR! Jakub Żulczyk patrzył, jak pies umierał w męczarniach

Jak opisał autor, mężczyzna z psem dosiadł się do przedziału podczas postoju w Poznaniu. Początkowo nic nie wskazywało na to, że za kilkadziesiąt minut rozegra się tragedia. W pewnym momencie zwierzę zaczęło jednak gwałtownie słabnąć. Najpierw zwymiotowało, a chwilę później dostało silnych drgawek. Pasażerowie natychmiast ruszyli z pomocą. Próbowali ratować psa, wykonując czynności przypominające reanimację. Po chwili do akcji dołączyła kobieta z sąsiedniego przedziału. Konduktor przez pokładowy system nagłośnienia poprosił o zgłoszenie się weterynarza, jeśli taki znajduje się w pociągu.

Na wezwanie odpowiedziała młoda kobieta. Jak relacjonował Żulczyk, okazało się jednak, że jest technikiem weterynarii. Gdy zobaczyła stan zwierzęcia, miała bezradnie przyznać, że sytuacja jest znacznie poważniejsza, niż przypuszczała. Mimo wysiłków obecnych w pociągu osób psa nie udało się uratować. Zwierzę zmarło na oczach właściciela i współpasażerów.

Wczoraj, w pociągu Warszawa - Berlin do naszego przedziału dosiadł się facet z psem, ośmioletnim buldogiem. Dosiadł się w Poznaniu. Po czterdziestu minutach pies na naszych oczach zmarł. Najpierw zwymiotował, potem dostał drgawek, i tyle. Próbowaliśmy go reanimować, potem zmieniła nas pani z przedziału obok, która okazała się pielęgniarką. Konduktor przez radiowęzeł zapytał, czy na pokładzie jest weterynarz. Przybiegła jakaś dziewczyna, na widok psa wyszeptała tylko: "k*wa, ja jestem tylko technikiem, myślałam że on jest odwodniony" - pisał w sieci Żulczyk.

Zobacz również: Paweł Deląg strzelił focha na premierze "LARP". "Nie odpowiadały mu miejsca na pokazie..."

Najbardziej poruszający okazał się moment postoju w Świebodzinie. Właściciel wysiadł z pociągu, niosąc na rękach swojego ukochanego czworonoga. Według relacji pisarza próbował jeszcze szukać pomocy weterynaryjnej, jednak było już za późno.

Żulczyk przyznał, że obraz zrozpaczonego mężczyzny opuszczającego pociąg z martwym psem pozostanie z nim na bardzo długo. Nie ukrywał, że było to jedno z najbardziej przygnębiających wydarzeń, jakie przyszło mu oglądać. Autor zwrócił również uwagę na warunki panujące w wagonie. Jego zdaniem temperatura była wręcz nie do wytrzymania i mogła przekraczać 40 stopni. Warto dodać, że gdy pociąg dotarł do Berlina, gdzie termometry pokazywały około 39 stopni, wysiadanie na peron przyniosło pasażerom... ulgę, ponieważ na zewnątrz było chłodniej niż w przedziale.

Facet wysiadł w Świebodzinie, próbował tam pewnie zadzwonić po pogotowie weterynaryjne, ale było już myślę po frytkach. Nie widziałem nic smutniejszego niż ten biedny, zapłakany gość wynoszący z pociągu swojego martwego psa. Może to wina kolei; w przedziale było, oceniam to jako doświadczony sauniarz, grubo powyżej czterdziestu stopni. Dość powiedzieć, że wysiadając na peronie w Berlinie gdzie było 39 stopni poczułem ulgę, że jest chłodniej. Może też ten facet nie powinien w taką pogodę podróżować z psem który miał osiem lat i nadwagę. Nie wiem czy rozstrząsanie tego ma większy sens. Wiem, że jeśli ktoś mówi że za dzieciaka takie upały były normalne jest zwyczajnie pierdolnięty - czytamy w poruszającym wpisie.

Zobacz również: Burza między Muchą a Smaszcz! Aktorka w sądzie, "petarda" nie dopisała!

Zobacz naszą galerię: Pies konał w wagonie. Jakub Żulczyk był świadkiem tragedii

Sonda
Czy Jakub Żulczyk powinien ponieść konsekwencje prawne w związku z nazwaniem Dudy "debilem"?
Kuba Żulczyk o melanżu w Warszawiance: Szyc musiał powiedzieć sobie "kur... jestem aktorem" / Mellina #25

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki