Smutna wiadomość. Nie żyje legendarny muzyk jazzowy

Świat muzyki pogrążył się w żałobie. We wtorek 12 maja 2026 roku, w wieku 95 lat zmarł Sonny Rollins, legendarny saksofonista jazzowy. Artysta odszedł swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork. Jego nazwisko nazwisko od 70 lat wymieniano obok najwybitniejszych muzyków XX wieku. Informację o śmierci potwierdziła rzeczniczka muzyka. Dla fanów jazzu to koniec pewnej epoki.

Nie żyje legendarny muzyk jazzowy

i

Autor: @sonnyrollinsbridgeproject/ Instagram

Sonny Rollins zmarł 12 maja 2026 roku w swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork. Legendarny saksofonista miał 95 lat. Informację o śmierci przekazała jego wieloletnia rzeczniczka Terri Hinte. Jak poinformowano, muzyk odszedł spokojnie w warunkach domowych, a rodzina poprosiła o uszanowanie prywatności w tym trudnym czasie.

Sonny Rollins przez lata był uznawany za jednego z najważniejszych improwizatorów w historii muzyki. Krytycy i muzycy zgodnie podkreślali, że jego styl gry zrewolucjonizował jazz i wywarł ogromny wpływ na kolejne pokolenia artystów. Jego charakterystyczne brzmienie saksofonu tenorowego stało się rozpoznawalne na całym świecie. 12 maja artysta odszedł po 70 latach aktywnej działalności muzycznej. 

Muzyk kształtował brzmienia XX wieku

Kariera Rollinsa była przykładem artystycznej odwagi. W czasach, gdy muzyka jazzowa przechodziła ogromne przemiany, potrafił nie tylko odnaleźć własny język muzyczny, ale również wyznaczać nowe kierunki rozwoju gatunku. XX wiek był okresem dynamicznych zmian w kulturze muzycznej, a Rollins należał do grona twórców, którzy mieli realny wpływ na jej kształt.

Muzyk już jako nastolatek wszedł do nowojorskiego środowiska jazzowego i bardzo szybko zwrócił na siebie uwagę największych nazwisk tamtej epoki. Współpracował między innymi z Milesem Davisem, Theloniousem Monkiem, Budem Powellem czy Maxem Roachem - artystami, którzy tworzyli historię jazzu i wyznaczali nowe standardy w muzyce improwizowanej.

Przełomowy album legendy

Prawdziwy przełom w jego karierze nastąpił jednak w połowie lat 50. To właśnie wtedy nagrał album "Saxophone Colossus", uznawany dziś za jedno z najważniejszych wydawnictw w historii jazzu. Płyta błyskawicznie zdobyła status kultowej i do dziś pozostaje obowiązkową pozycją dla miłośników tego gatunku.

To właśnie na tym albumie znalazł się legendarny utwór „St. Thomas”, inspirowany karaibskimi rytmami. Kompozycja pokazała, jak bardzo Rollins był otwarty na różnorodne tradycje muzyczne i jak swobodnie potrafił łączyć jazz z innymi brzmieniami.

Zrezygnował z fortepianu

Po ogromnym sukcesie albumu "Saxophone Colossus" Rollins zaczął szukać nowych rozwiązań muzycznych. Już rok później nagrał płytę "Way Out West", która wyróżniała się nietypowym składem instrumentalnym. Artysta świadomie zrezygnował z fortepianu.Ten krok tylko umocnił jego pozycję jako jednego z najbardziej innowacyjnych muzyków tamtych czasów. 

Rollins porzucił scenę i grał na moście

Jednym z najbardziej symbolicznych momentów jego kariery była decyzja z 1959 roku o całkowitym wycofaniu się z życia scenicznego. W czasie największej popularności muzyk zniknął z koncertów i nagrań i skupił się wyłącznie na ćwiczeniach oraz doskonaleniu warsztatu.

To właśnie wtedy narodziła się legendarna historia o moście Williamsburg w Nowym Jorku. Rollins regularnie ćwiczył tam samotnie na saksofonie, szukając nowych brzmień i rozwijając własny styl. 

Zobacz także: Pilne! Nie żyje gwiazdor kultowego serialu! Miał 79 lat

Wielki powrót nastąpił w 1962 roku wraz z albumem „The Bridge”. Już sam tytuł był bezpośrednim nawiązaniem do czasu spędzonego na moście Williamsburg. Płyta została uznana za dowód na to, że Rollins nie zamierza podporządkowywać się oczekiwaniom rynku.

Eksperymenty i nauczanie 

W kolejnych dekadach muzyk nadal eksperymentował z różnymi odmianami jazzu i nieustannie poszukiwał nowych inspiracji. Przez lata pozostawał jedną z najważniejszych postaci światowej sceny jazzowej oraz jednym z ostatnich wielkich przedstawicieli pokolenia bebopu.

Wpływ Sonny’ego Rollinsa na kolejne generacje muzyków był ogromny. Jego styl gry i podejście do improwizacji inspirowały tysiące saksofonistów na całym świecie. Utwory takie jak "St. Thomas", "Oleo" czy "Doxy" na stałe weszły do kanonu jazzu i do dziś są wykorzystywane podczas edukacji muzycznej.

Czytaj również: Nie żyje Stanisław Janicki. To ogromna strata dla polskiego kina

Artysta otrzymał najważniejsze wyróżnienia muzyczne, w tym Grammy Lifetime Achievement Award, Kennedy Center Honors oraz National Medal of Arts. Dla wielu był nie tylko wybitnym muzykiem, ale również symbolem artystycznej wolności i niezależności.

Środowisko muzyczne pogrążyło się w żalobie

W pierwszych komunikatach po śmierci Sonny’ego Rollinsa media na całym świecie przypominały, że legendarny saksofonista od wielu lat ograniczał działalność sceniczną. Mimo to do końca pozostawał jedną z najważniejszych postaci w historii jazzu i niezmiennie był obecny w świadomości środowiska muzycznego. Informacja o jego odejściu błyskawicznie obiegła światowe media i wywołała ogromne poruszenie wśród fanów oraz artystów.

Największe serwisy muzyczne i ogólnoinformacyjne natychmiast zaczęły przypominać najważniejsze momenty jego kariery oraz kultowe nagrania, które na stałe zmieniły historię jazzu XX wieku. W wielu publikacjach podkreślano, że Rollins był nie tylko wybitnym instrumentalistą, ale też jednym z najważniejszych improwizatorów w dziejach muzyki.

Śmierć artysty w wieku 95 lat symbolicznie zakończyła pewną epokę. Sonny Rollins przez ponad siedem dekad pozostawał aktywną częścią świata jazzu i był jednym z ostatnich żyjących gigantów złotej ery tego gatunku.

Zobacz też: Pogrzeb Stanisławy Celińskiej. Tak się "wystroiły" gwiazdy. Karolak robił nawet zdjęcia telefonem! Wprowadzają nowy pogrzebowy savoir vivre?

Sonny Rollins zmarł 12 maja 2026 roku w swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork. Legendarny saksofonista miał 95 lat. Informację o śmierci przekazała jego wieloletnia rzeczniczka Terri Hinte. Jak poinformowano, muzyk odszedł spokojnie w warunkach domowych, a rodzina poprosiła o uszanowanie prywatności w tym trudnym czasie.

Sonny Rollins przez lata był uznawany za jednego z najważniejszych improwizatorów w historii muzyki. Krytycy i muzycy zgodnie podkreślali, że jego styl gry zrewolucjonizował jazz i wywarł ogromny wpływ na kolejne pokolenia artystów. Jego charakterystyczne brzmienie saksofonu tenorowego stało się rozpoznawalne na całym świecie. 12 maja artysta odszedł po 70 latach aktywnej działalności muzycznej. 

Muzyk kształtował brzmienia XX wieku

Kariera Rollinsa była przykładem artystycznej odwagi. W czasach, gdy muzyka jazzowa przechodziła ogromne przemiany, potrafił nie tylko odnaleźć własny język muzyczny, ale również wyznaczać nowe kierunki rozwoju gatunku. XX wiek był okresem dynamicznych zmian w kulturze muzycznej, a Rollins należał do grona twórców, którzy mieli realny wpływ na jej kształt.

Muzyk już jako nastolatek wszedł do nowojorskiego środowiska jazzowego i bardzo szybko zwrócił na siebie uwagę największych nazwisk tamtej epoki. Współpracował między innymi z Milesem Davisem, Theloniousem Monkiem, Budem Powellem czy Maxem Roachem - artystami, którzy tworzyli historię jazzu i wyznaczali nowe standardy w muzyce improwizowanej.

Przełomowy album legendy

Prawdziwy przełom w jego karierze nastąpił jednak w połowie lat 50. To właśnie wtedy nagrał album "Saxophone Colossus", uznawany dziś za jedno z najważniejszych wydawnictw w historii jazzu. Płyta błyskawicznie zdobyła status kultowej i do dziś pozostaje obowiązkową pozycją dla miłośników tego gatunku.

To właśnie na tym albumie znalazł się legendarny utwór „St. Thomas”, inspirowany karaibskimi rytmami. Kompozycja pokazała, jak bardzo Rollins był otwarty na różnorodne tradycje muzyczne i jak swobodnie potrafił łączyć jazz z innymi brzmieniami.

Po ogromnym sukcesie albumu "Saxophone Colossus" Rollins zaczął szukać nowych rozwiązań muzycznych. Już rok później nagrał płytę "Way Out West", która wyróżniała się nietypowym składem instrumentalnym. Artysta świadomie zrezygnował z fortepianu.Ten krok tylko umocnił jego pozycję jako jednego z najbardziej innowacyjnych muzyków tamtych czasów. 

Rollins porzucił scenę i grał na moście

Jednym z najbardziej symbolicznych momentów jego kariery była decyzja z 1959 roku o całkowitym wycofaniu się z życia scenicznego. W czasie największej popularności muzyk zniknął z koncertów i nagrań i skupił się wyłącznie na ćwiczeniach oraz doskonaleniu warsztatu.

To właśnie wtedy narodziła się legendarna historia o moście Williamsburg w Nowym Jorku. Rollins regularnie ćwiczył tam samotnie na saksofonie, szukając nowych brzmień i rozwijając własny styl. 

Zobacz także: Pilne! Nie żyje gwiazdor kultowego serialu! Miał 79 lat

Wielki powrót nastąpił w 1962 roku wraz z albumem „The Bridge”. Już sam tytuł był bezpośrednim nawiązaniem do czasu spędzonego na moście Williamsburg. Płyta została uznana za dowód na to, że Rollins nie zamierza podporządkowywać się oczekiwaniom rynku.

Ekesperymenty i nauczanie 

W kolejnych dekadach muzyk nadal eksperymentował z różnymi odmianami jazzu i nieustannie poszukiwał nowych inspiracji. Przez lata pozostawał jedną z najważniejszych postaci światowej sceny jazzowej oraz jednym z ostatnich wielkich przedstawicieli pokolenia bebopu.

Wpływ Sonny’ego Rollinsa na kolejne generacje muzyków był ogromny. Jego styl gry i podejście do improwizacji inspirowały tysiące saksofonistów na całym świecie. Utwory takie jak "St. Thomas", "Oleo" czy "Doxy" na stałe weszły do kanonu jazzu i do dziś są wykorzystywane podczas edukacji muzycznej.

Czytaj również: Nie żyje Stanisław Janicki. To ogromna strata dla polskiego kina

Artysta otrzymał najważniejsze wyróżnienia muzyczne, w tym Grammy Lifetime Achievement Award, Kennedy Center Honors oraz National Medal of Arts. Dla wielu był nie tylko wybitnym muzykiem, ale również symbolem artystycznej wolności i niezależności.

Środowisko muzyczne pogrążyło się w żalobie

W pierwszych komunikatach po śmierci Sonny’ego Rollinsa media na całym świecie przypominały, że legendarny saksofonista od wielu lat ograniczał działalność sceniczną. Mimo to do końca pozostawał jedną z najważniejszych postaci w historii jazzu i niezmiennie był obecny w świadomości środowiska muzycznego. Informacja o jego odejściu błyskawicznie obiegła światowe media i wywołała ogromne poruszenie wśród fanów oraz artystów.

Największe serwisy muzyczne i ogólnoinformacyjne natychmiast zaczęły przypominać najważniejsze momenty jego kariery oraz kultowe nagrania, które na stałe zmieniły historię jazzu XX wieku. W wielu publikacjach podkreślano, że Rollins był nie tylko wybitnym instrumentalistą, ale też jednym z najważniejszych improwizatorów w dziejach muzyki.

Śmierć artysty w wieku 95 lat symbolicznie zakończyła pewną epokę. Sonny Rollins przez ponad siedem dekad pozostawał aktywną częścią świata jazzu i był jednym z ostatnich żyjących gigantów złotej ery tego gatunku.

Zobacz też: Pogrzeb Stanisławy Celińskiej. Tak się "wystroiły" gwiazdy. Karolak robił nawet zdjęcia telefonem! Wprowadzają nowy pogrzebowy savoir vivre?

Poruszające słowa księdza na pogrzebie Stanisławy Celińskiej
Poruszające słowa księdza na pogrzebie Stanisławy Celińskiej

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki