Dzisiejsi wierzyciele Doroty R. i Emila S. zainwestowali w filmowe przedsięwzięcia ówczesnych małżonków fortunę. Łącznie to kosmiczna kwota ok. 45 mln zł. Po pięciu latach akt oskarżenia trafił do sądu.
Pojawia się pytanie, czy gwiazda Dorota R. i jej były mąż Emil S. będą musieli uregulować gigantyczne zobowiązania wobec wierzycieli.
Decyzja należy do sądu
Jeżeli sąd uzna ich za winnych, najprawdopodobniej zasądzi również obowiązek naprawienia szkody
- tłumaczył w rozmowie z "Faktem" syndyk upadłej spółki celebrytów Marek Malecha.
Dorotę R. i Emila S. połaczył ślub i spółki
Dorotę R. i Emila S. połączył nie tylko ślub zawarty w 2018 r., ale również wspólne interesy. Gdy się poznali, przyszły mąż artystki prowadził firmę Ent One Investments i razem pozyskiwali inwestorów, obiecując wysokie zyski z produkcji filmowych. W 2017 r. piosenkarka weszła do zarządu spółki, która dwa lata później została sprzedana.
Małżonkowie założyli później kolejną firmę, tym razem na Malcie. Według prokuratury miało to być celowe działanie, które miało utrudnić odzyskanie pieniędzy inwestorom, domagającym się zwrotu środków.
Zatrzymanie i koniec małżeństwa
W 2021 r. Dorota R. i Emil S. zostali zatrzymani i przesłuchani przez prokuraturę. W tym samym roku ich małżeństwo zostało oficjalnie zakończone.
Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy postanowieniem z 20 maja 2021 r. ogłosił upadłość spółki Ent One Investments. Firma nie rozliczyła się z niemal 250 prywatnymi inwestorami, którzy - jak się okazało - często stracili dorobek życia. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
W czwartek, 25 czerwca 2026 roku Dorota R. usłyszała w w/w sprawie zarzuty. W komentarzu, jaki zamieściła na Instagramie, gwiazda wyraziła swoją radość, że nareszcie będzie mogła się bronić.
Czy wierzyciele spółki Doroty R. i Emila S. odzyskają pieniądze?
Syndyk masy upadłościowej, Marek Malecha prowadzi proces zamykania działalności Ent One Investments. To on został wyznaczony przez sąd do zabezpieczenia oraz sprzedaży majątku pozostałego po działalności celebrytów, a następnie do podziału środków między wierzycieli.
Ja patrzę na to przede wszystkim w kategoriach elementarnej sprawiedliwości dla ludzi, którzy zainwestowali czasem niemałe pieniądze. Po tym, jak sprawa trafiła do sądu, mają szansę odzyskać je od oskarżonych. Jeżeli sąd uzna oskarżonych za winnych, najprawdopodobniej zasądzi również obowiązek naprawienia szkody. To dobra wiadomość dla pokrzywdzonych, bo odpowiedzialność spadnie bezpośrednio na oskarżonych.
Czytaj także: Nocna balanga z tłumem gwiazd! Liszowska puszcza dymka, Kurdej-Szatan sączy złoty trunek. Fajnie się bawią?
Wszystkiego nigdy nie uda się odzyskać?
Syndyk jednocześnie w w/w wywiadzie studził nadzieje wierzycieli na szybki i pełny zwrot pieniędzy. Zaznaczył, że proces karny nie musi przełożyć się na to, ile wierzyciele faktycznie środki odzyskają. Wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy uda się odzyskać całą kwotę 45 mln zł. Jak podkreśla, część środków została już zabezpieczona zarówno w postępowaniu gospodarczym, jak i karnym.
Prokuratura zabezpieczyła środki finansowe znalezione u oskarżonych oraz nieruchomości, m.in. we Wrocławiu. Pewna część majątku została więc objęta zabezpieczeniem.
Marek Malecha dodał, że wszystkich pieniędzy dla poszkodowanych prawdopodobnie nie uda się już nigdy odzyskać.
Zobacz też: Conan, syn Dagmary Kaźmierskiej, został lekarzem. Wiadomo, o jakiej specjalizacji myśli