Sylwia Grzeszczak nie ucieka od trudnych tematów. Choć dziś jest jedną z najpopularniejszych wokalistek w Polsce i właśnie spełnia marzenie o trasie arenowej, podkreśla, że jej droga była daleka od bajki.
Ja zawsze będę powtarzać, że ta moja droga nie była łatwa. I mimo tych ludzi, naprawdę milionów ludzi, fanów, to zawsze zostawałam na końcu sama
– wyznała bez ogródek. Jak tłumaczy, samotność towarzyszyła jej na każdym etapie kariery – nawet wtedy, gdy była otoczona tłumami.
Zobacz też: Zaskakujące wyznanie Sylwii Grzeszczak: "Na końcu zawsze zostawałam sama"
Rozwód bez wojny. Grzeszczak o Liberze: „Nigdy nie chciałam toczyć boju”
Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy była relacja z Liberem po rozstaniu. Mimo rozwodu oboje nadal wspólnie pojawiają się na scenie, co dla wielu osób jest zaskoczeniem. "Nigdy nie chciałam toczyć jakiegoś boju. Zawsze przerażało mnie to, że ktoś na kogoś szczuję. Wolałam zajmować się swoją pracą" – podkreśliła artystka. Sylwia nie ukrywa, że decyzja o dalszej współpracy była świadoma i przemyślana. "Nie wyobrażam sobie, żeby utwory, które były częścią mojej kariery, nagle miały zniknąć z powodu prywatnych pobudek"– zaznaczyła. Grzeszczak zauważa też reakcje publiczności, gdy na scenie pojawia się Liber.
Ludzie reagują bardzo emocjonalnie. Widzą, że mimo rozwodu można wejść na scenę, szanować się i po prostu dobrze wykonywać swoją robotę
– mówi gwiazda. Nie bez znaczenia jest również fakt, że łączy ich wspólne dziecko. „Mamy dziecko, więc nie wyobrażam sobie, żeby tutaj coś było nie tak” – podkreśliła, jasno stawiając granice medialnym spekulacjom.
Zobacz też: Grzeszczak pomaga ukochanemu rozwijać… aplikację cmentarną. „Partnerka strategiczna i kreatywna”!
Samotność, emocje i cena sceny
Artystka szczerze mówi też o fizycznym i emocjonalnym koszcie koncertów. Po zejściu ze sceny potrzebuje nawet kilku dni, by dojść do siebie.
Po dwugodzinnym koncercie wszystkie emocje z ciebie wylatują. Żeby wrócić do siebie, potrzebuję dwóch, trzech dni
– przyznaje w rozmowie. To właśnie te doświadczenia stały się inspiracją dla nowych utworów, w których samotność i siła idą ze sobą w parze.
Sylwia Grzeszczak patrzy w przyszłość z nadzieją. – „To nie jest koniec, to dopiero początek czegoś, co się wydarzy” – zapowiedziała tajemniczo. Dziś jest w miejscu, w którym – jak sama mówi – nauczyła się dbać o siebie, swoje granice i spokój. Nawet jeśli czasem wciąż zostaje sama.
Zobacz też: Sylwia Grzeszczak odleciała z ukochanym? To musiało być bardzo ekscytujące