- Jacek Gmoch, kluczowa postać złotej ery polskiej piłki, obchodzi 87. urodziny, a Jan Tomaszewski wspomina jego nowatorskie metody i temperament.
- Gmoch był mózgiem analitycznym sztabu Kazimierza Górskiego, wprowadzając rewolucyjne analizy rywali i koncepcję "superkompensacji".
- Tomaszewski ujawnia kulisy słynnego meczu na Wembley i humorystyczną interwencję Górskiego po telefonie od Gmocha.
- Odkryj, jak Gmoch przyczynił się do sukcesów polskiej reprezentacji i co sprawiło, że był tak wyjątkową postacią w polskiej piłce!
Jacek Gmoch, legendarny trener i analityk, był jednym z architektów sukcesów reprezentacji Polski w latach 70. Choć na czele stał "papież polskiej piłki" Kazimierz Górski, to właśnie Gmoch stanowił mózg operacji analitycznej i wprowadzał do kadry nowatorskie metody, które wyprzedzały epokę. Jan Tomaszewski, wspominając tamte czasy, nie ma wątpliwości, jak wielki był wkład Gmocha w historyczne triumfy.
Przeczytaj także: Tomaszewski grzmi po decyzji Ukrainy. „Zachowali się jak psy ogrodnika”
Siłą legendarnej drużyny była nie tylko fantazja na boisku, ale i perfekcyjne przygotowanie taktyczne. Za nie w dużej mierze odpowiadał Jacek Gmoch, który, jak wspomina Tomaszewski, był absolutnym pionierem w dziedzinie analizy rywala.
- Jacek obserwował, był tym pierwszym bankiem informacji chyba w światowej piłce. Ja nie wiem, czy ktoś był pierwszy przed nim - podkreśla Tomaszewski, dodając, że co boskie, trzeba Bogu oddać.
Jego analityczny geniusz przyniósł wymierne korzyści, na przykład w słynnym meczu z Anglią w Chorzowie (2:0). Gmoch zauważył, że Anglicy budują ataki, wycofując piłkę do legendarnego Bobby'ego Moore'a, który następnie posyłał długie podania na rosłych napastników.
- Mówi tak: „Włodek [Lubański – red.], ty się nie cofaj. Ty chodź sobie gdzieś tak w okolicy Bobby Moore'a.” I w pewnym momencie Anglicy tego nie zauważyli. Podali do Bobby Moore'a. Włodek tę piłkę przejął, strzelił i praktycznie było po meczu 2:0. To są właśnie takie niuanse, które można było wykorzystać - opowiada bramkarz Orłów.
Nowoczesne metody i "superkompensacja"
Innowacyjność Gmocha nie kończyła się na analizie. Wprowadził on do polskiej piłki pojęcie "superkompensacji", metody, która miała zapewnić szczyt formy fizycznej dokładnie w momencie rozpoczęcia meczu.
- To był wymysł Jacka Gmocha, który wymyślił tak zwaną superkompensację. Polega na tym, że jak się gra mecz w sobotę o 20:00, to trenujemy w piątek też o 20:00, żeby potrenować 20 minut na pełnym gazie, żeby zmusić organizm do tego, żeby za 24 godziny tak samo reagował - tłumaczy Tomaszewski.
Jak wspomina, ta metoda naprawdę działała. Gmoch, by zobrazować jej skuteczność, przytaczał zawodnikom przykład z lekkoatletyki i rywalizacji legendarnych sprinterek, Ireny Kirszenstein i Renate Stecher. Gdy start opóźnił się o godzinę, Stecher, przygotowana na konkretny moment, zrezygnowała z biegu, bo jej organizm był już "po" szczycie superkompensacji.
Szorstka przyjaźń w sztabie i telefon, który przeszedł do historii
Sztab Kazimierza Górskiego tworzyły trzy wybitne indywidualności: selekcjoner, Andrzej Strejlau i Jacek Gmoch. Jak przyznaje Tomaszewski, relacje między asystentami nie zawsze były idealne.
- Andrzej Strejlau z Jackiem Gmochem za bardzo się nie lubili. Szorstka przyjaźń taka, ale wszyscy działaliśmy dla drużyny narodowej. Pchaliśmy ten sam wózek - mówi.
Ta rywalizacja miała też humorystyczne oblicza, jak choćby podczas rozdawania autografów, gdy obaj trenerzy starali się podpisać wyżej od drugiego. Górski potrafił jednak czerpać z tej mieszanki charakterów to, co najlepsze.
Zobacz też: Tomaszewski nie ma litości po pudle Lewandowskiego z karnego. Wskazuje winnego i mówi o PESEL-u
Najsłynniejsza anegdota, doskonale obrazująca ognisty temperament Gmocha, dotyczy sytuacji po legendarnym remisie 1:1 na Wembley. Po powrocie do domu Tomaszewski odebrał telefon.
- Jacek do mnie dzwonił: „ty pałogłowcu, no przecież mówiłem ci, że Clark strzela w lewy róg”. Ja mówię: „Jacek, ojeju, no nie wiem, co mam powiedzieć, no ale gdybym wiedział, to bym się rzucił w lewy róg” - relacjonuje Tomaszewski.
Zirytowany bramkarz zadzwonił ze skargą do Kazimierza Górskiego. Reakcja selekcjonera była mistrzowska i natychmiast rozładowała napięcie.
- A pan Kazimierz odpowiedział: panie kolego, ja o tym nie słyszałem, a jak ja nie słyszałem, to nie powiedział. I rozładował całą sytuację - wspomina z uśmiechem legendarny golkiper.