Prezydent Iranu ogłosił, że atak Trumpa na Alego Chamenei byłby "równoznaczny z wojną totalną przeciwko narodowi irańskiemu
„Atak przeciwko najwyższemu przywódcy naszego kraju byłby równoznaczny z wojną totalną przeciwko narodowi irańskiemu” - napisał na platformie X prezydent Iranu. Słowa Masuda Pezeszkiana są odpowiedzią na wywiad udzielony przez Donalda Trumpa portalowi Politico. Prezydent Stanów Zjednoczonych stwierdził w tym wywiadzie, że trzeba poszukać nowych władz Iranu, bo ajatollah Ali Chamenei to "chory człowiek, który powinien rządzić swoim krajem w odpowiedni sposób i powinien przestać zabijać ludzi. Jego kraj jest najgorszym miejscem do życia na świecie ze względu na jego złe rządy" - powiedział Trump. Wbrew obawom USA nie zaatakowały Iranu, ale wciąż nie jest to wykluczone. W kraju przywrócono działanie internetu, ponownie otwarte zostały szkoły i uniwersytety. Wszystko wskazuje na to, że wielkie protesty zostały brutalnie stłumione i skończyły się, a przynajmniej bardzo osłabły. Według różnych danych zginęło w nim od paru do nawet kilkunastu tysięcy ludzi. O paru tysiącach mówią władze Iranu, wliczając w to kilkuset funkcjonariuszy bezpieczeństwa, o kilkunastu pisał "Sunday Times", powołując się na źródła medyczne. Lekarze cytowani przez ten tytuł twierdzili, że służby strzelały do manifestantów ostrą bronią i raniąc aż 330 tysięcy osób.
Trump jednak nie zdecydował się na atak na Iran. Według władz w Teheranie za rozruchami stały USA i Izrael
Trump wstrzymał decyzję o ataku po tym, jak doszły go słuchy, że w Iranie "przestano zabijać demonstrantów" i wstrzymano egzekucję 800 aresztowanych za udział w demonstracjach. Potem jednak mówił w mediach o konieczności wymiany irańskich władz. One z kolei obarczają za winą za rozlew krwi Amerykę i Izrael, uznając, że to one stoją za nagłym wybuchem protestów. „Najnowsza antyirańska akcja wywrotowa różniła się tym, że prezydent USA osobiście się w nią zaangażował. Osoby powiązane z USA i Izraelem doprowadziły do śmierci kilku tysięcy osób” - powiedział Chamenei. Manifestacje zaczęły się na początku grudnia od protestów właścicieli sklepów, a potem studentów przeciwko fatalnej sytuacji ekonomicznej kraju.