- Premier Kanady, Mark Carney, wygłosił w Davos przemówienie o zmieniającym się porządku świata, nawiązując do Vaclava Havla.
- Carney podkreślił rolę państw średniej wielkości i możliwość tworzenia nowych sojuszy, pomijając w swojej mowie Donalda Trumpa.
- Media oceniają wystąpienie jako przemyślany sygnał, że problem jest głębszy niż polityka jednego prezydenta.
- Dlaczego przemówienie Kanadyjczyka odbiło się szerokim echem i co oznacza dla globalnej polityki?
"Przemówienie, na które czekał świat". Co takiego powiedział premier Kanady?
"Dawny porządek świata się załamuje, a mocarstwa używają ekonomicznej integracji jako broni. Jednak państwa średniej wielkości nie są bezsilne" - powiedział w środowym przemówieniu w Davos premier Kanady, Mark Carney. Nawiązał w nim do eseju "Siła bezsilnych" Vaclava Havla z 1978 r., w którym ówczesny czechosłowacki opozycjonista, a potem prezydent Czechosłowacji i Czech pisał o zasadzie funkcjonowania reżimu komunistycznego. Jak przypomina PAP, Havel pisał tam o uczestniczeniu zwykłych ludzi w rytuałach, takich jak codzienne wystawianie w witrynach sklepów wywieszek z komunistycznymi hasłami, "żeby uniknąć nękania, choć wszyscy wiedzą, jaka jest prawda, i o tym, że reżim zaczyna się kruszyć, gdy pierwszy właściciel sklepu zdecyduje się nie wystawić rano hasła".
Zignorował Trumpa - człowieka, dla którego uwaga jest wszystkim
"Przyjaciele, teraz jest czas dla firm i krajów, by zdjąć te wywieszki. Mamy zdolność, by przestać udawać. Załamuje się dotychczasowy porządek świata i nadchodzi chwila testu dla krajów o średniej wadze" - cytuje go PAP. "Suwerenność nie oznacza podporządkowania się". Carney podkreślił, że państwa średniej wielkości mogą tworzyć nowe sojusze, przywołał możliwości współpracy Kanady z Unią Europejską, przykład koalicji chętnych w sprawie Ukrainy czy potencjalnej współpracy UE, Kanady i państw azjatyckich. Dodał, że "Kanada ma to, czego chce świat, jest energetycznym mocarstwem z bogatymi zasobami naturalnymi, najlepiej na świecie wykształconymi mieszkańcami, przywiązaniem do wartości i pluralistycznym społeczeństwem, które działa". I ani razu nie wymienił w swoim przemówieniu Trumpa, co jest określane przez media, jako policzek wprost wymierzony w amerykańskiego prezydenta. "To może stanowić ostateczną obrazę dla człowieka, dla którego uwaga jest wszystkim" - podsumował "Der Spiegel"
"To przemówienie wisiało w powietrzu"
Niemiecki dziennik idzie dalej: "W ten sposób Carney przekazuje, że nie chodzi o Donalda Trumpa. Gdy Trump odejdzie, przyjdzie inny prezydent, który będzie kontynuował to, co Trump rozpoczął. To samo dotyczy Rosji i Chin. Problem jest większy, niż jednostki stojące na szczycie władzy: świat się zmienił. To przemówienie wisiało w powietrzu. Ktoś musiał je wygłosić. Szkoda tylko, że nie był to europejski polityk" - pisze "Der Spiegel".
Przemówienie Carneya zostało wygłoszone po przedziwnej tyradzie Donalda Trumpa, podczas której powiedział, że USA dają z siebie tyle, a dostają w zamian niewiele; że proszą tylko o "kawałek lodu", jakim jest Grenlandia; że mogliby przejąć ją siłą i "byliby nie do powstrzymania", ale tego nie zrobią; oraz że jeśli Europa poprze żądania przejęcia przez USA wyspy, Trump będzie wdzięczny, a jeśli nie, zostanie to "zapamiętane". Więcej TUTAJ.