Psy rozszarpały Marcina na śmierć! Właściciel nie przyznaje się do winy

Trzy psy byłego policjanta zagryzły Marcina B. (46 l.), który zrobił sobie przerwę w czasie pracy i poszedł do lasu. Zwierzęta rozszarpały swoją ofiarę na strzępy. Choć mężczyzna, któremu psy odgryzły palce sam zdołał jeszcze wezwać pomoc dla siebie przez telefon, jego życia nie udało się uratować. W Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze ruszył proces Piotr M. (54 l.). - Nie przyznaję się - mówił były policjant na sądowej sali.

Poszedł na grzyby, zagryzły go psy

Jesienią 2025 roku, 46-letni Marcin B. wracał swoją ciężarówką z zagranicznej trasy. Na parkingu w Raculi, dzielnicy Zielonej Góry, miał tylko zrobić sobie regulaminowy postój. Postanowił, że do pobliskiego lasu pójdzie na grzyby. Tam zaczął się horror, bo nagle zaatakowały go trzy, duże psy. Rzuciły się na niego, zdarły ubranie i gryzły, nie odstępując swojej ofiary na krok. Kierowca zdołał jeszcze przez swój telefon wezwać karetkę, ale po trzech dniach, w szpitalu lekarze przegrali heroiczną walkę o jego życie. Marcin zmarł.

Ludzie wcześniej skarżyli się na właściciela owczarków

Właścicielem agresywnych psów - mieszańców owczarka belgijskiego i niemieckiego: Apolla, Adonisa i Amadeusza - okazał się Piotr M., emerytowany policjant, który w pobliżu prowadził swoją strzelnicę. To stamtąd uciekły zwierzęta. Na psy były już zresztą wcześniej skargi okolicznych mieszkańców, bo zwierzęta były agresywne wobec ludzi i nawet dochodziło do ataków. Zdaniem wielu osób, czworonogi miały być po prostu szkolone na agresywne i żyć na strzelnicy w permanentnym stanie zagrożenia. Piotr M.- jako były policjant - miał się jednak czuć bezkarny. Po rozszarpaniu 46-latka psy czekały przy swojej ofierze i nie chciały od niego odejść, jak zwierzyna pilnująca swojego łupu…

Piotr M. stanął przed sądem. "Nie przyznaję się"

Chociaż obrońca Piotra M., mec. Tytus Jabłoński, w czasie pierwszego dnia procesu robił wszystko, by przewód sądowy się nie rozpoczął, sąd odrzucił jego wniosek, żeby sprawa wróciła do prokuratury i ostatecznie udało się odczytać akt oskarżenia. Lista zarzutów jest długa. Zdaniem śledczych Piotr M. ignorował niebezpieczeństwo ze strony psów, nie zabezpieczył strzelnicy, wywoływał agresję u zwierząt, a w dodatku znęcał się nad nimi.

Nie przyznaję się - powiedział Piotr M.i rozpoczął długie i bardzo szczegółowe wyjaśnienia, jak został właścicielem pierwszego psa w strzelnicy w Zielonej Górze. - Zakładając strzelnicę, nie myślałem na początku o psie, ale doszedłem do wniosku, że muszę chronić mienie i siebie. Pies miał służyć jako ochrona osobista - opowiadał mężczyzna, który w czasie pierwszego dnia procesu przekonywał, jak dobrze opiekował się swoimi zwierzętami, ile poświęcał im czasu i jak dobrze zna się na hodowli owczarków.

Śledczy mają o tym inne zdanie.

- Od lutego 2022 roku w Zielnej Górze na strzelnicy sportowej znęcał się nad psami, zwierzęta nie miały odpowiedniego schronienia i pokarmu, były bez dostępu do wody - mówił Robert Gabryszak z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym Piotrowi M.grozi nawet dożywocie. Mężczyzna cały czas przebywa za kartkami.

QUIZ. Wiesz, ile lat grozi za to przestępstwo? W kilku przypadkach możesz doznać szoku
Pytanie 1 z 20
Jaka kara grozi za dostarczenie alkoholu osobie małoletniej?
Nastolatkę rozszarpały psy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI