Spis treści
Kwestia darmowego przekazania miejskich pojazdów dla walczącej Ukrainy od dłuższego czasu mocno angażowała mieszkańców i prowokowała niezwykle burzliwe dyskusje w internecie. Kieleccy urzędnicy chcieli po prostu udzielić miastu partnerskiemu pomocy humanitarnej w dobie poważnych problemów z prądem. Zaskoczyła ich jednak potężna skala oburzenia dotycząca kondycji technicznej oraz rynkowej wartości wysłużonych maszyn. Sytuację musiał załagodzić osobiście Serhij Morhunov, pełniący funkcję mera Winnicy, który zareagował na rosnące napięcie.
Agata Wojda pełniąca urząd prezydenta Kielc ogłosiła całkowitą zgodność z ukraińskim samorządowcem w sprawie wstrzymania prac nad specjalną uchwałą. Mer Winnicy Serhij Morhunov skierował do mieszkańców świętokrzyskiej stolicy oficjalne pismo z wyrazami głębokiej wdzięczności. Docenił w nim wielką pomoc rzeczową oraz niezachwianą empatię okazywaną przez kielczan od samego początku rosyjskiej inwazji zbrojnej. Ukraiński włodarz zdecydował się ostatecznie zrezygnować z przyjmowania miejskich Solarisów, ponieważ bardzo wyraźnie dostrzegł potężne kontrowersje i spory wokół tego głośnego przedsięwzięcia.
– Mer Winnicy doskonale rozumie sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Dobra, kilkudziesięcioletnia współpraca między Kielcami a Winnicą, między województwem świętokrzyskim i obwodem winnickim, została dziś wystawiona na ciężką próbę. W związku z tym wycofał swoją prośbę, żeby nie budzić negatywnych emocji. Żeby ta współpraca nie była oceniana przez pryzmat ostatnich dni – tłumaczy Agata Wojda.
Władze Kielc chciały wyekspediować za wschodnią granicę piętnaście spośród czterdziestu Solarisów. Maszyny te kupiono w latach 2009–2010, a do maja woziły pasażerów pod szyldem spółki BP Tour. Dla funkcjonowania Winnicy stanowiłyby one niezwykle ważne wsparcie. Ukraiński system komunikacji miejskiej bazuje aktualnie prawie wyłącznie na zasilanych prądem tramwajach i trolejbusach.
Ciągłe uderzenia rosyjskich wojsk w kluczowe obiekty energetyczne skutkują przerwami w dostawach energii, co całkowicie paraliżuje poruszanie się po mieście. Klasyczne autobusy spalinowe traktowano jako koło ratunkowe dla ludności cywilnej. Taka opcja gwarantowałaby mieszkańcom dotarcie do pracy lub szpitala.
– W przypadku blackoutu, braku albo ograniczeń dostaw prądu Winnica stoi. Panuje chaos komunikacyjny i strach. Mieszkańcy nie mogą realizować swoich codziennych obowiązków. Te autobusy mogły być autentycznym wzmocnieniem codziennego funkcjonowania naszych przyjaciół – podkreśla prezydent Kielc.
Zarząd Transportu Miejskiego w Kielcach reaguje na wątpliwości radnych
Zdjęcie głosowania z porządku obrad wynika z konfliktów wśród kieleckich radnych. Niektórzy członkowie rady oskarżali ratusz o nietransparentne działania. Twierdzili oni, że miasto zupełnie nie interesuje się statusem pojazdów po wygaśnięciu umowy z dotychczasowym operatorem.
Szefowa kieleckiego Zarządu Transportu Miejskiego Barbara Damian odrzuca te oskarżenia. Zapewnia ona o nadzorze nad maszynami, które w bazie przechodzą oficjalne procedury odbioru. Oprócz jednego wozu skierowanego do naprawy, cały wycofany tabor odpowiednio zabezpieczono. Obecnie biegły szczegółowo analizuje stan techniczny aut.
– Rozmawiałam z rzeczoznawcą. On uznał, że każdy autobus zostanie wyceniony indywidualnie, ponieważ jeden ma przejechanych 900 tys. km, a inny milion. Ja szacuję, że one są warte maksymalnie ok. 30 tys. zł każdy, ale nie jest pewne, czy znajdzie się na nie kupiec – wskazuje dyrektor ZTM.
Władze Kielc zdecydują o losie starych Solarisów
Agata Wojda sugeruje, że koncepcja wsparcia dla ukraińskich partnerów może powrócić pod obrady, gdy uspokoją się społeczne nastroje. Obecnie autobusy stacjonują w stolicy województwa i oczekują na wyliczenia rzeczoznawców. Jeśli ostatecznie transport na Wschód nie wypali, urzędnicy spróbują spieniężyć wozy z drugiej ręki. Brak zainteresowania sprawi, że piętnastoletnie maszyny zostaną rozebrane na części lub oddane na złomowisko.