Matka i syn zginęli przygnieceni drzewem. Co zrobiła prokuratura? Ta decyzja oburza!
– To skandal – nie kryją oburzenia mieszkańcy Rabki. W mieście do dziś wspomina się tragiczny wielkanocny poniedziałek. – To był ładny słoneczny dzień, wolny od pracy, wielkanocny poniedziałek. W parku było dużo osób, faktycznie wiało, ale tu na Podhalu często wieje, nikt tego dnia nie dostał żadnego alertu. Te drzewa były w tak fatalnym stanie, że w każdej chwili mogły się przewrócić, każdy z nas mógł zginąć – opowiada w rozmowie z Super Expressem Dorota Magura ( 48 l.) mieszkanka pobliskiego osiedla. Dodaje, że Park Zdrojowy w Rabce to wizytówka uzdrowiska, przyjeżdżają tu ludzie z całej Polski. Należy dodać, że ostatecznie Alert RCB został wysłany ale dopiero dwie godziny po tragedii.
1 kwietnia po godzinie 14. Kazimierz Wojtas z Mordarki wraz z żoną, dwiema córkami i synkiem przyjechał do Rabki w odwiedziny do teścia, który przebywał w Szpitalu Rehabilitacyjnym, położonym w obrębie parku zdrojowego. – Żona wysiadła z synem z samochodu szybciej, by pójść do ubikacji, ja parkowałem – opowiada. W tym samym czasie, parkową alejką spacerowała 69–letnia Halina S.. Przyszła do parku na świąteczny spacer z mężem. Szła pierwsza, mąż, który miał problemy z poruszaniem się, został z tyłu. W ułamku sekundy, uniemożliwiającym jakąkolwiek reakcję na Tymka, jego mamę i panią Halinę spadło drzewo, rosnące tuż przy deptaku. Wszyscy troje zmarli na miejscu. Teraz prokurator prowadzący postępowanie uznał, że ich śmierci jest winny wiatr a nie urzędnicy, odpowiedzialni za utrzymanie zieleni w mieście.
Polecany artykuł:
Bardzo szybko w toku śledztwa okazało się, że drzewo, które zabiło troje ludzi było chore, a eksperci nie mieli wątpliwości, że już 5 lat wcześniej powinno zostać usunięte. – "W opinii uzupełniającej z dnia 09.10. 2024 roku biegła stwierdziła, że stan drzewa kwalifikował je do wycinki a symptomy chorobowe były widoczne już w ostatnich 3-5 latach" – tak napisał prokurator w uzasadnieniu umorzenia śledztwa, jednocześnie nie dopatrując się zaniedbania obowiązków przez urzędniczkę, odpowiedzialną za utrzymanie zieleni w mieście. – Pracownice miały szereg innych obowiązków, które fizycznie uniemożliwiały dokonanie przeglądu każdego drzewa na terenach zarządzanych przez Urząd–Miasta w Rabce Zdroju – napisał dalej prokurator. – Ta decyzja i jej uzasadnienie są dla mnie szokujące. Ja się pytam jakie inne obowiązki były ważniejsze niż zapewnienie bezpieczeństwa ludziom w miejskim parku? – pyta Kazimierz Wojtas ( 47 l.), mąż zabitej przez drzewo Anny i tata małego Tymka. Dodaje, że ma niewielki fragment korzenia jesiona, który zabił jego najbliższych. – Jest spróchniały, to jest jedno wielkie próchno. Biegła dendrolog opisała, że symptomy choroby drzewa były już widoczne nawet 5 lat temu – mówi. 1 kwietnia 2024 roku w parku zdrojowym przewróciło się tylko jedno drzewo, to które zabiło Tymka jego mamę i panią Halinę. Inwentaryzacja, przeprowadzona po tragedii wykazała, że w fatalnym stanie jest jeszcze niemal 100 drzew, które należy pilnie wyciąć. – To drzewo, które zabiło moich najbliższych musiało być bardzo chore, skoro inne, niemal setka, także w złym stanie i przeznaczone do pilnej wycinki nie przewróciły się pod wpływem tego wiatru – mówi pan Kazimierz. Mężczyzna złożył już zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa, liczy na to, że winni tragedii zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.