- Alan G. odpowiada za śmiertelny wypadek pod Bisztynkiem.
- Zbigniew i jego 2-letni synek Hubert zginęli kilometr od domu.
- Proces ruszył po ponad roku. Rozprawy są niejawne.
Proces Alana G. za zamkniętymi drzwiami
Proces rozpoczął się w środę, 16 września, w Sądzie Rejonowym w Biskupcu. Rozprawa od początku toczy się bez udziału publiczności i dziennikarzy. Sąd z urzędu wyłączył jej jawność. Jak przekazał rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie sędzia Adam Barczak, powodem jest konieczność ochrony ważnego interesu prywatnego pokrzywdzonych. Termin rozprawy nie był szeroko nagłaśniany.
Pędził 150/km przy ograniczeniu do 90 km/h
Dramat rozegrał się 15 sierpnia 2025 r. na drodze krajowej nr 57 między Bisztynkiem a Wozławkami na Warmii. Według prokuratury Alan G., kierując audi A6, miał pędzić około 150 km/h przy ograniczeniu do 90 km/h i uderzyć w tył prawidłowo jadącej skody. Zginęli Zbigniew (żołnierz i strażak OSP) i mały Hubert, a kierująca skodą kobieta została ranna.
Po wypadku Alan G. nie został na miejscu. Prokuratura zarzuca mu, że nie udzielił pomocy i zbiegł, a następnie pił alkohol przed badaniem trzeźwości. Gdy pobrano mu krew, miał 1,32 promila.
Tłumaczył, że wypił dopiero w domu
To właśnie alkohol był jednym z najważniejszych wątków wielomiesięcznego śledztwa. Początkowo mężczyzna usłyszał także zarzut kierowania po alkoholu. Od początku zaprzeczał. Twierdził, że napił się dopiero po powrocie do domu, już po wypadku. Biegli zajmujący się retrospektywnym badaniem stężenia alkoholu nie znaleźli podstaw, by wykluczyć tę wersję. Prokurator umorzył więc tę część śledztwa.
Nie oznacza to jednak, że kwestia alkoholu zniknęła z aktu oskarżenia. Śledczy zarzucają Alanowi G., że pił po wypadku, ale przed badaniem, co według obowiązujących przepisów wiąże się z taką samą odpowiedzialnością karną jak spowodowanie wypadku w stanie nietrzeźwości.
Częściowo przyznał się do winy. Nie zgadza się z zarzutem ucieczki
W środę oskarżony częściowo przyznał się do winy. Przyznał, że spowodował wypadek i nie udzielił pomocy, tłumacząc to szokiem. Nie przyznał się do ucieczki z miejsca tragedii i zakwestionował prędkość wskazaną przez prokuraturę. Odmówił składania wyjaśnień i odpowiadał tylko na pytania obrońcy. Sąd przesłuchał ośmiu świadków.
Alan G. pozostaje w areszcie. Kolejna rozprawa została wyznaczona na 7 października. Grozi mu od 5 do 20 lat więzienia.