Zabójstwo w Poznaniu. Jarosław zadał ofierze kilkadziesiąt ciosów
Ta historia przeraża, ale też jednocześnie pokazuje, że wielkie dramaty zdarzają się tam, gdzie powinno być najbezpieczniej. Wszystko wydarzyło się 11 lipca ubiegłego roku w Poznaniu, gdy Natalia K. poszła ze swoim 2-letnim synem i jego ojcem - Jarosławem S. - do logopedy. Mężczyzna w ogóle nie powinien się zbliżać do kobiety, bo był już podejrzany o stosowanie wobec niej przemocy, ale tego dnia Natalia K. chciała wyegzekwować od byłego partnera pieniądze za pościel dla dziecka. - Cały czas mówiła, że mam jej oddać 160 złotych. Miała też do mnie pretensje, że za mało pieniędzy przelewam, a przecież nie było jeszcze żadnego wyroku - mówił śledczym Jarosław S.
Gdy - po wizycie w poradni - zjawili się w mieszkaniu, Jarosław S. był tak wściekły, że Natalia K. żąda od niego pieniędzy, wpadł w furię. To, co wydarzyło się potem, to sceny rodem z horroru. Mężczyzna rzucił się na kobietę z nożem i zaczął zadawać jej ciosy. W sumie było ich kilkadziesiąt: w brzuch, serce, szyję. Kobieta skonała.
Czytaj więcej o sprawie: Zabił Natalię w mieszkaniu. Chłopczyk był za ścianą
"Nie chciałem, żeby ją widział"
- Syn był w małym pokoju. Nie chciałem, żeby ją widział i żeby miał traumę - tłumaczył potem Jarosław S. Po wszystkim przykrył ciało Natalii K. ręcznikiem. Po zabójstwie mężczyzna zawiózł synka do swoich rodziców, a ze swoim własnym ojcem poszedł do kościoła się wyspowiadać. Dopiero potem sam zgłosił się na komisariat policji i został zatrzymany. W piątek, 19 czerwca, w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces mężczyzny.
Jarosław S. jest oskarżony o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Na sali sądowej próbował przekonać wymiar sprawiedliwości, że nie planował tego morderstwa. Do sprawy będziemy wracać w "Super Expressie".