Do szokujących scen, rodem z filmu akcji, doszło w niedzielę, 13 kwietnia 2025 roku. O godzinie 22:00 szesnastoletni chłopak spacerował w okolicach ulicy Kolejowej w Śremie razem z kolegą i koleżanką. Dostrzegli, jak zbliża się w ich stronę samochód z czterema mężczyznami w środku, ale nie uznali tego początkowo za nic dziwnego. Dopiero, gdy auto zaczęło się zatrzymywać, poczuli niepokój. Nagle, w jednym momencie, z pojazdu wyskoczyli napastnicy, którzy chwycili za 16-latka. Pokrzywdzony był w szoku, próbował się szamotać, ale nie miał żadnych szans z grupą rosłych mężczyzn. Ci wrzucili go do samochodu między tylną kanapę a przednie siedzenia, zabrali mu telefon, a na głowę założyli foliowy worek. Z ustaleń śledczych wynika, że agresorzy przewieźli swoją ofiarę w okolicę przystani nad Wartą. Tam wytargali go ponownie z auta, a następnie w brutalny sposób wykorzystali, wykorzystując do tego pałkę teleskopową.
"Znajomi" 16-latka wystawili go napastnikom. Chłopak został przez nich oszukany
Świadkowie zdarzenia nie wezwali policji, bo podobno bali się, że spotka ich coś podobnego. On natomiast został ostatecznie wypuszczony przez napastników i wrócił do domu. Nikomu nie powiedział o tym, co się stało. Dopiero cztery dni później, 17 kwietnia 2025 roku, postanowił udać się na komendę policji i złożyć zeznania. Dla chłopaka w jego wieku to było bardzo trudne doświadczenie, sprawa była niezwykle delikatna, a czyn popełniony względem nastolatka wyjątkowo okrutny. Piotr Żytnicki, dziennikarz śledczy „Gazety Wyborczej”, podawał że sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału kryminalnego komendy w Śremie, którzy natychmiast zaczęli zbierać informacje i łączyć kropki. Wówczas wyszło na jaw, że bierna postawa rzekomych znajomych 16-latka była jedynie grą, a oni sami byli zamieszani w całe zdarzenie.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
- Od początku zachowanie kolegi i koleżanki porwanego 16-latka wydawało im się podejrzane. Widzieli, jak bandyci wciągają ich kolegę do samochodu, ale nie zareagowali. Nie uciekli, nie zadzwonili po policję. Stali w miejscu i przyglądali się porwaniu – pisał Piotr Żytnicki w „Wyborczej”. - Byliśmy przekonani, że o wszystkim wiedzieli. Celowo wywabili 16-latka z domu o tej godzinie pod pozorem spaceru i wystawili porywaczom – przyznali policjanci w rozmowie z dziennikarzem. Ich podejrzenia okazały się słuszne: to wszystko było efektem zmowy.
W wielkanocny poniedziałek, 21 kwietnia 2025 roku, mundurowi zatrzymali sprawców porwania. W zaledwie kilka dni śledztwa udało im się ustalić, kto porwał i wykorzystał 16-latka. Mózgiem operacji miał być 43-letni Mariusz Z., którego córka miała być podobno skrzywdzona przez pokrzywdzonego. Powiedziała ojcu, że ten ją wykorzystał, więc mężczyzna chciał się na nim zemścić i dać mu nauczkę. Tyle że w toku prowadzonego śledztwa okazało się, że dziewczyna mogła nie mówić całej prawdy. Ani ona, ani ojciec nie zgłosili wspomnianej przemocy. Nastolatka ostatecznie podczas składania zeznań też nie potwierdziła, że chłopak zrobił jej krzywdę, a on przyznał ponadto, że współżył z koleżanką przy obopólnej zgodzie.
Prokuratura jeszcze nie ustaliła jednoznacznie, czy dziewczyna kłamała, czy nie. Nie wiadomo, z jakiego powodu przedstawiła ojcu taką wersję wydarzeń, ani czy faktycznie tak mu powiedziała, czy to tylko wymysł samego mężczyzny, mający służyć pewnej linii obrony. Wszystkie wątki są jeszcze dokładnie sprawdzane.
Wiadomo natomiast, że Mariusz Z. w momencie popełnienia zbrodni nie działał w afekcie, miał być dosyć opanowany i dobrze zorganizowany, co może oznaczać, że porwanie zaplanował z wyprzedzeniem. Pomagali mu trzech znajomy, z czego jeden miał zaledwie 17 lat. Pozostali dwaj to mężczyźni w wieku 36 i 37 lat.
Bogata kryminalna kartoteka. Agresorzy w przeszłości byli na bakier z prawem
W toku postępowania wyszło na jaw, że Mariusz Z. nie jest osobą o krystalicznej przeszłości. Wręcz przeciwnie, agresor jest dobrze znany policjantom, ponieważ był niejednokrotnie przez nich zatrzymywany, między innymi za rozboje, oszustwa, niepłacenie alimentów, fałszerstwo dokumentów czy udział w bójce i pobiciu. Lista jest długa, można dopisać do niej jeszcze cztery kradzieże z włamaniem, na których go przyłapano. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” ustalił ponadto, że Mariusz Z. jest neonazistą oraz rasistą, czego nigdy nie ukrywał. W mediach społecznościowych zamieszcza wpisy dotyczące praw „białego człowieka” i „białej supremacji”, w kontrze na przykład do ruchu Black Lives Matter. Przedstawia się jako skinhead, pozuje na patriotę, często wypisuje hasła typu „Wielka Polska”, „Bóg, honor, ojczyzna” czy „Śmierć wrogom ojczyzny”. Kiedy został zatrzymany, miał na sobie koszulkę z gapą i trójzębną swastyką, którą tworzyły trzy siódemki. Eksperci wskazują, że jest to symbol rasistowskiego Afrykanerskiego Ruchu Oporu, który działał w Republice Południowej Afryki.
Czytaj także: Prawniczka zabiła Igora. W sądzie broniła jej matka ofiary! Szokujące sceny. "Zasługuje na drugą szansę"
Rok przed porwaniem i wykorzystaniem 16-latka, Mariusz Z. ponownie był na celowniku służb. Uczestniczył w samozwańczych patrolach miejskich, które przechadzały się ulicami Śremu i innych miast pod Poznaniem. Zdaniem organizatorów, chodziło o pilnowanie porządku, ale wiele osób wskazywało, że całość przypominała faszystowskie bojówki, złożone nawet z kilkudziesięciu mężczyzn, którzy zaczepiali przypadkowych cudzoziemców i w natarczywy sposób tłumaczyli im, że muszą przestrzegać polskiego prawa. „Super Express” relacjonował, że była to odpowiedź na pobicie dwóch osób na śremskiej plaży, za które mieli w tamtym okresie odpowiadać obywatele Argentyny i Kolumbii. 43-latek był jednym z uczestników bojówek, który został wówczas wylegitymowany przez funkcjonariuszy.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Co ciekawe, mężczyźni, których dobrał sobie do porwania i wykorzystania 16-latka, to także agresorzy z kartotekami. Jeden z nich był w przeszłości zatrzymany za udział w bójce i pobiciu, niepłacenie alimentów, paserstwo, uszkodzenie mienia oraz naruszenie nietykalności funkcjonariusza publicznego w czasie służby. Drugi mężczyzna był natomiast notowany za zaleganie z alimentami. Zatrzymanie tych wszystkich osób zajęło mundurowym cztery dni. - Pracowaliśmy bez przerwy – przyznawali w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Zobacz również: Babka kopała dół, matka stała na czatach. Zasypały noworodka żywcem, dziecko nie przeżyło. Leżał pod kurnikiem
Jak brzmią finalne ustalenia śledczych?
- 43-latek postanowił „dać nauczkę” nastolatkowi i przybrał sobie do tego swoich wspólników. Obok córki i jej chłopaka, w zmowie z 43-latkiem byli jeszcze jego trzej znajomi mający 37, 36 i 17 lat. To właśnie z tymi znajomymi 43-latek zaatakował 16-latka na ulicy i siłą wrzucił go do samochodu, między tylną kanapę a przednie siedzenia. Tam 16-latkowi założono na głowę torbę foliową oraz zabrano telefon komórkowy. Po dojechaniu w rejon przystani „Marina” nad Wartą pokrzywdzonego siłą wyciągnięto z auta, a następnie zostało popełnione przestępstwo o charakterze seksualnym na jego szkodę - przekazała podinspektor Ewa Kasińska, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Śremie. – Podczas przesłuchania 16-latka nie potwierdziła, aby ofiara jej cokolwiek zrobiła – dodała policjantka.
Sąd zdecydował w sprawie oprawców 16-latka. Tylko jeden nie wyraził skruchy i nie przeprosił
Decyzją sądu, wszyscy podejrzani zostali aresztowani i mają odpowiedzieć za popełnioną zbrodnię. Dozór policji otrzymał jeszcze 18-letni znajomy pokrzywdzonego, który razem z córką głównego podejrzanego wystawił 16-latka agresorom. Z medialnych doniesień wynika ponadto, że dziewczyna jest jednocześnie nową partnerką 18-latka. Nią z kolei zajmie się teraz sąd rodzinny.
W kwietniu 2026 roku, zgodnie z decyzją sądu, Mariusz Z. został skazany na łączną karę 7 lat więzienia. Na 5,5 roku pozbawienia wolności skazano natomiast Franciszka G., który w chwili dokonywania zbrodni był nieletni, ale w ocenie sądu był jednym z najaktywniejszych sprawców. Michał L. został skazany na 6 lat i 2 miesiące więzienia. Mężczyźni, poza głównym oskarżonym, wyrazili skruchę i przeprosili ofiarę. Czwarty oprawca już wcześniej dobrowolnie poddał się karze i dostał wyrok 8 miesięcy w zawieszeniu na trzy lata.
Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wyrok pozostawał nieprawomocny i przysługiwało od niego odwołanie.