- Schronisko dla zwierząt w Bytomiu zostało oskarżone przez aktywistów i celebrytów o zaniedbywanie, sprzedawanie za granicę i usypianie zwierząt.
- W sprawę zaangażowały się m.in. Doda i Laluna, a pod placówką doszło do awantury z interwencją policji. W efekcie prezydent Bytomia wypowiedział umowę firmie prowadzącej schronisko.
- Była szefowa placówki zaprzecza oskarżeniom, a Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Katowicach stwierdził, że jego liczne kontrole nie wykazały znęcania się nad zwierzętami, ani innych nieprawidłowości.
- Miasto przejęło kontrolę nad placówką i wznowiło adopcje, które odbywają się teraz pod ścisłym nadzorem urzędników.
Potężna afera w schronisku w Bytomiu. Interweniowała Doda
Awantura o schronisko zaczęła się jeszcze w ubiegłym roku. A jeszcze wcześniej o tym, że dzieje się tam źle alarmowali miejscy radni. Jednakże sprawa nabrała tempa, gdy w środę w ub. tygodniu pod schroniskiem pojawiła się grupa ludzi. Miał być spokojny protest w obronie dobrostanu zwierząt, ale skończył się awanturą, w której swój poczesny udział miała Laluna, celebrytka. Jak się okazało to był dopiero początek.
Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, chyba przeczuwając kłopoty, poinformował w internecie, że wypowiedział umowę na prowadzenie schroniska firmie AniKon, którą założyła Anna Kornas - wieloletnia szefowa bytomskiego schroniska, ale to nie przyczyniło się od spadku temperatury sporu. - Utraciliśmy zaufanie do obecnego operatora i do sposobu prowadzenia placówki. Znalezienie nowego będzie trudne, ale przygotujemy precyzyjne zapisy i umowy, które uniemożliwią powtórzenie takich sytuacji - tłumaczy prezydent Mariusz Wołosz.
Przeciwnie. W piątek, 16 stycznia w Bytomiu pojawiła sama Doda. Ona, prezydent Wołosz oraz Anna Kornas spotkali się przy stole. Doda oczywiście transmitowała spotkanie w internecie, ale jedyne, co osiągnęła to nieco rozgłosu, gdy rzuciła w stronę byłej już szefowej ośrodka: - Jesteś okropna, w piekle spłoniesz. Mi się chce płakać.
Swoje trzy grosze do sporu dorzucił poseł Łukasz Litewka. On z kolei, zatroskany losem zwierząt, zaprosił ludzi, by przyjeżdżali do bytomskiego schroniska i przygarniali tamtejsze zwierzęta. Tyle że chętni mogli jedynie pocałować klamkę - schronisko zostało zamknięte dla postronnych, adopcje zawieszone. To znowu wywołało negatywne emocje.
Anna Kornas tłumaczyła tę decyzję obawą o własne bezpieczeństwo oraz pracowników schroniska. W sieci pojawiło się oświadczenie. - Jestem od wielu miesięcy obiektem ataków, pomówień, znieważeń, które w sposób niebywały obciążyły nie tylko mnie, ale również moich oddanych pracowników i wolontariuszy. Otrzymujemy niezliczoną liczbę gróźb, a skrzynkę zalewa hejt. Wiemy, kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło. To będzie już przedmiotem postępowań sądowych - nie pozwolę na szarganie mojego imienia dla celów politycznych i biznesowych. Kończymy odpowiedź na raport, jaki został wystosowany przed dwóch radnych- sami Państwo ocenicie jaki jest jego walor merytoryczny - czytamy w nim m.in.
Prezydent Bytomia skontrolował schronisko
W niedzielę celebryci odpuścili "sprawę". Nie próżnował za to prezydent miasta Mariusz Wołosz, który wraz z pracownikami urzędu pojawił się na kontroli w placówce, gdzie zresztą byli obecni trzej pracownicy schroniska. - W urzędzie miejskim pracujemy nad zabezpieczeniem dalszego funkcjonowania schroniska - poinformował prezydent. - Planujemy wznowienie adopcji w poniedziałek - dodał prezydent.
Rzeczywiście w poniedziałek w schronisku można było przygarnąć kotka lub pieska. Choć pod placówką wciąż przebywało co najmniej kilkudziesięciu ludzi, było spokojnie. Jednakże sama procedura przygarnięcia zwierząt była ściśle nadzorowana przez pracowników UM w Bytomiu. - Zadaniem urzędników i radnych będzie pilnowanie, aby zwierzęta trafiały w dobre ręce. W efekcie pierwszych, spontanicznych adopcji do schroniska wróciły dwa psy. Mamy sygnały o psie wypuszczonym w ogródkach działkowych. W Internecie pojawiły się też pierwsze zbiórki dla zwierząt zabranych z Bytomia. Obecnie zwierzęta w schronisku są bezpieczne i zaopiekowane. Na moje wyraźne polecenie dopuszczone będą tylko te adopcje, które bezpośrednio poprawią dobrostan zwierząt - napisał prezydent.
Była szefowa placówki podkreśla, że zarzuty kierowane pod jej adresem i schroniska nie polegają na prawdzie. Jej zdaniem zastrzeżenia kontroli dotyczą infrastruktury schroniska (m.in. zepsuty płot, źle działające kanalizacja w boksach zwierząt, co wynika z występowania szkód górniczych, czy brak odrębnych boksów dla kotów), a ta powinna być naprawiana przez miasto. Ponadto wskazała, ze kontrole UM w Bytomiu nie wykazały żadnych nieprawidłowości, które mogły by być przyczyną do wypowiedzenia umowy.
Tymczasem Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Katowicach jednoznacznie stwierdził, że do nieprawidłowości w schronisku nie dochodziło. - Warunki bytowania zwierząt są zgodne z obowiązującym prawem. To nie ulega żadnej wątpliwości. Niezgodne z naszymi ustaleniami są stwierdzenia, które pojawiają się w mediach społecznościowych, że była to mordownia, że dochodziło do znęcania się nad zwierzętami, że psy stamtąd znikają itd. Liczne kontrole nigdy tego nie wykazały – podkreślił Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Katowicach.