Afera w schronisku w Bytomiu. Doda nie wytrzymała! Padły ostre słowa

2026-01-20 11:09

Schronisko dla bezdomnych zwierząt w Bytomiu pod ostrzałem organizacji prozwierzęcych i celebrytów. Zwierzęta zdaniem aktywistów miały tam być nie dość, że zaniedbywane, to jeszcze sprzedawane za granicę oraz usypiane zamiast leczone. Szefowa schroniska zaprzecza tym informacjom, inspektorat weterynaryjny także nie stwierdził żadnych uchybień w placówce, ale do ataku na schronisko ruszyli mniej i bardziej znani celebryci. Skończyło się na karczemnej awanturze i interwencji policji. A prezydent miasta wypowiedział umowę na prowadzenie schroniska dotychczasowej firmie.

  • Schronisko dla zwierząt w Bytomiu zostało oskarżone przez aktywistów i celebrytów o zaniedbywanie, sprzedawanie za granicę i usypianie zwierząt.
  • W sprawę zaangażowały się m.in. Doda i Laluna, a pod placówką doszło do awantury z interwencją policji. W efekcie prezydent Bytomia wypowiedział umowę firmie prowadzącej schronisko.
  • Była szefowa placówki zaprzecza oskarżeniom, a Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Katowicach stwierdził, że jego liczne kontrole nie wykazały znęcania się nad zwierzętami, ani innych nieprawidłowości.
  • Miasto przejęło kontrolę nad placówką i wznowiło adopcje, które odbywają się teraz pod ścisłym nadzorem urzędników.

Potężna afera w schronisku w Bytomiu. Interweniowała Doda

Awantura o schronisko zaczęła się jeszcze w ubiegłym roku. A jeszcze wcześniej o tym, że dzieje się tam źle alarmowali miejscy radni. Jednakże sprawa nabrała tempa, gdy w środę w ub. tygodniu pod schroniskiem pojawiła się grupa ludzi. Miał być spokojny protest w obronie dobrostanu zwierząt, ale skończył się awanturą, w której swój poczesny udział miała Laluna, celebrytka. Jak się okazało to był dopiero początek.

Prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, chyba przeczuwając kłopoty, poinformował w internecie, że wypowiedział umowę na prowadzenie schroniska firmie AniKon, którą założyła Anna Kornas - wieloletnia szefowa bytomskiego schroniska, ale to nie przyczyniło się od spadku temperatury sporu. - Utraciliśmy zaufanie do obecnego operatora i do sposobu prowadzenia placówki. Znalezienie nowego będzie trudne, ale przygotujemy precyzyjne zapisy i umowy, które uniemożliwią powtórzenie takich sytuacji - tłumaczy prezydent Mariusz Wołosz.

Przeciwnie. W piątek, 16 stycznia w Bytomiu pojawiła sama Doda. Ona, prezydent Wołosz oraz Anna Kornas spotkali się przy stole. Doda oczywiście transmitowała spotkanie w internecie, ale jedyne, co osiągnęła to nieco rozgłosu, gdy rzuciła w stronę byłej już szefowej ośrodka: - Jesteś okropna, w piekle spłoniesz. Mi się chce płakać.

Swoje trzy grosze do sporu dorzucił poseł Łukasz Litewka. On z kolei, zatroskany losem zwierząt, zaprosił ludzi, by przyjeżdżali do bytomskiego schroniska i przygarniali tamtejsze zwierzęta. Tyle że chętni mogli jedynie pocałować klamkę - schronisko zostało zamknięte dla postronnych, adopcje zawieszone. To znowu wywołało negatywne emocje.

Anna Kornas tłumaczyła tę decyzję obawą o własne bezpieczeństwo oraz pracowników schroniska. W sieci pojawiło się oświadczenie. - Jestem od wielu miesięcy obiektem ataków, pomówień, znieważeń, które w sposób niebywały obciążyły nie tylko mnie, ale również moich oddanych pracowników i wolontariuszy. Otrzymujemy niezliczoną liczbę gróźb, a skrzynkę zalewa hejt. Wiemy, kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło. To będzie już przedmiotem postępowań sądowych - nie pozwolę na szarganie mojego imienia dla celów politycznych i biznesowych. Kończymy odpowiedź na raport, jaki został wystosowany przed dwóch radnych- sami Państwo ocenicie jaki jest jego walor merytoryczny - czytamy w nim m.in.

Prezydent Bytomia skontrolował schronisko

W niedzielę celebryci odpuścili "sprawę". Nie próżnował za to prezydent miasta Mariusz Wołosz, który wraz z pracownikami urzędu pojawił się na kontroli w placówce, gdzie zresztą byli obecni trzej pracownicy schroniska. - W urzędzie miejskim pracujemy nad zabezpieczeniem dalszego funkcjonowania schroniska - poinformował prezydent. - Planujemy wznowienie adopcji w poniedziałek - dodał prezydent.

Rzeczywiście w poniedziałek w schronisku można było przygarnąć kotka lub pieska. Choć pod placówką wciąż przebywało co najmniej kilkudziesięciu ludzi, było spokojnie. Jednakże sama procedura przygarnięcia zwierząt była ściśle nadzorowana przez pracowników UM w Bytomiu. - Zadaniem urzędników i radnych będzie pilnowanie, aby zwierzęta trafiały w dobre ręce. W efekcie pierwszych, spontanicznych adopcji do schroniska wróciły dwa psy. Mamy sygnały o psie wypuszczonym w ogródkach działkowych. W Internecie pojawiły się też pierwsze zbiórki dla zwierząt zabranych z Bytomia. Obecnie zwierzęta w schronisku są bezpieczne i zaopiekowane. Na moje wyraźne polecenie dopuszczone będą tylko te adopcje, które bezpośrednio poprawią dobrostan zwierząt - napisał prezydent.

Była szefowa placówki podkreśla, że zarzuty kierowane pod jej adresem i schroniska nie polegają na prawdzie. Jej zdaniem zastrzeżenia kontroli dotyczą infrastruktury schroniska (m.in. zepsuty płot, źle działające kanalizacja w boksach zwierząt, co wynika z występowania szkód górniczych, czy brak odrębnych boksów dla kotów), a ta powinna być naprawiana przez miasto. Ponadto wskazała, ze kontrole UM w Bytomiu nie wykazały żadnych nieprawidłowości, które mogły by być przyczyną do wypowiedzenia umowy.

Tymczasem Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Katowicach jednoznacznie stwierdził, że do nieprawidłowości w schronisku nie dochodziło. - Warunki bytowania zwierząt są zgodne z obowiązującym prawem. To nie ulega żadnej wątpliwości. Niezgodne z naszymi ustaleniami są stwierdzenia, które pojawiają się w mediach społecznościowych, że była to mordownia, że dochodziło do znęcania się nad zwierzętami, że psy stamtąd znikają itd. Liczne kontrole nigdy tego nie wykazały – podkreślił Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Katowicach.

Super Express Google News
Tak wygląda dziś grób Madzi z Sosnowca

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki