- 20-letni Łukasz zginął 1 września w koszmarnym wypadku na A1 pod Częstochową.
- Ciężarówka wjechała w pracowników remontujących drogę. Zginęło czterech mężczyzn, czterech kolejnych zostało ciężko rannych.
- Kierowca ciężarówki, który spowodował tragedię, jechał pod wpływem narkotyków.
„Był taki młody, całe życie miał przed sobą”
- Był taki młody, całe życie miał przed sobą. To taki grzeczny i kochany chłopiec był - mówi mieszkanka Niedzicy. Niemal wszyscy mieszkańcy wsi są ubrani na czarno na znak żałoby, która trwa we wsi od momentu gdy ludzie dowiedzieli się o wypadku pod Częstochową. Podwykonawcą prac porządkowo-remontowych na autostradzie była lokalna firma z Spiszu, z gminy Łapsze Niżne. Wielu mężczyzn z regionu pojechało do pracy. Jednym z nich był Łukasz.
- Mój złoty chłopak - rozpacza babcia Łukasza. Nie chce jednak rozmawiać z mediami, jest zrozpaczona po stracie wnuka. Mówi jedynie, że 20–latek chciał zarobić na auto. - Pojechali w poniedziałek, w piątek mieli wrócić.
Łukasz miał wkrótce zacząć naukę w szkole w Nowym Targu. Jego przedwczesna śmierć to kolejna niewyobrażalna tragedia, jaka spadła na tę rodzinę. Dokładnie 19 lat temu, tragicznie zginął tata chłopca.
- Pojechał za granicę i po prostu umarł. Nagle, niespodziewanie. Łukasz miał wtedy 8 miesięcy, a jego tata zmarł w wieku 28 lat. To wielka tragedia była, tak jak teraz jest. Teraz syn do niego dołączy na cmentarzu - mówi mieszkanka Niedzicy.
Kacper przeżył. Nie pamięta wypadku
Wraz z Łukaszem do pracy na autostradzie pojechał jego kolega z podstawówki Kacper. Chłopak miał więcej szczęścia. Przeżył.
- Syn nie pamięta wypadku. Nie rozmawiałem z nim jeszcze, bo ma duże problemy z mówieniem, odniósł poważne obrażenia twarzy i żuchwy. Będzie miał kolejną operację, żona przy nim czuwa - powiedział ojciec Kacpra w rozmowie z Super Expressem. Mężczyzna dziękuje Bogu się, że jego syn przeżył, ale cieniem na tej radości kładzie się tragedia jaką teraz przeżywa rodzina zmarłego Łukasza. - Oni chodzili razem do szkoły. Kacper jest załamany, wie że jego kolega nie żyje - dodaje pan Krzysztof.
Kacper odniósł mniejsze obrażenia niż jego sąsiad Adrian W., którzy także pojechał w tragiczną delegację. 28–latek jest połamany, ale żyje. Cały czas przebywa w szpitalu.
W czwartek (3 września) policja przekazał, że kierowca, który zabił czterech pracowników a kolejnych czterech ciężko ranił jechał pod wpływem narkotyków.