- 28 stycznia 2006 roku w Katowicach doszło do zawalenia się dachu hali Międzynarodowych Targów Katowickich, gdzie odbywała się wystawa gołębi pocztowych. W środku przebywało około 700 osób.
- W katastrofie zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych, co czyni ją najtragiczniejszą katastrofą budowlaną w powojennej historii Polski. Wśród ofiar było dziesięciu cudzoziemców.
- Dramatyczna akcja ratunkowa trwała kilkanaście dni w trudnych warunkach. Ostatnie ciało, 14 lutego, odnalazł pies ratowniczy o imieniu „Bona”.
Katastrofa w Katowicach wstrząsnęła Polską i Europą. Hala w kilka sekund zamieniła się w masowy grób
Do tragedii doszło w sobotę, 28 stycznia 2006 roku. W pawilonie wystawienniczym Międzynarodowych Targów Katowickich panował gwar. Setki miłośników gołębi z całej Polski i z zagranicy podziwiało najpiękniejsze okazy. Nagle, około godziny 17:15, potężna konstrukcja dachu nie wytrzymała ciężaru zalegającego na niej śniegu i lodu i z potwornym hukiem runęła do środka. Wybuchła panika, a hala w kilka sekund zamieniła się w masowy grób.
Bilans katastrofy był przerażający. W wyniku zawalenia się dachu hali zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych, co czyni to wydarzenie najtragiczniejszą katastrofą budowlaną w historii Polski. Skala dramatu była międzynarodowa. Wśród ofiar śmiertelnych znalazło się dziesięciu cudzoziemców. Jak wynika z oficjalnych informacji, pod gruzami życie stracili obywatele Czech, Słowacji, Niemiec, a także po jednej osobie z Belgii, Węgier oraz Holandii.
Polecany artykuł:
Dramatyczna akcja ratunkowa i wzruszająca rola psa. „Bona” odnalazła ostatnie ciało
Natychmiast po katastrofie rozpoczęła się heroiczna walka z czasem. Na miejsce tragedii ściągnięto setki ratowników z całego kraju, w tym strażaków, policjantów, ratowników górniczych i medycznych. Akcja była prowadzona w ekstremalnie trudnych warunkach, przy siarczystym mrozie, sięgającym 17 stopni poniżej zera. Ratownicy gołymi rękami przeszukiwali zwały poskręcanej blachy i betonu, mając nadzieję na odnalezienie żywych osób.
CZYTAJ TEŻ:
- Huk, ból, płacz, śmierć. W największej katastrofie w Polsce zginęło 65 osób
- Pan Zygmunt przeżył katastrofę dzięki Małyszowi. "To było jak ucieczka z Titanica"
- Była najmłodsza ofiarą tragedii w Katowicach. Ostatni rysunek Darii chwyta za serce. "Wołałem ją, ale nie odpowiadała"
Poszukiwania trwały bez przerwy przez wiele dni. Nadzieja na odnalezienie kogoś żywego malała z każdą godziną. Finał akcji poszukiwawczej nastąpił dopiero po kilkunastu dniach. Jak informowały wówczas służby, ostatnie zwłoki zostały odnalezione 14 lutego. Tego makabrycznego odkrycia dokonali ratownicy z Małopolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej. Kluczową rolę w odnalezieniu ostatniej ofiary odegrał pies ratowniczy o imieniu Bona, specjalnie szkolony do poszukiwania ludzi pod gruzami. To właśnie jej niezwykły węch doprowadził ratowników do miejsca, gdzie znajdowało się ciało ostatniej z 65 ofiar tej potwornej tragedii.
Pierwsze chwile po tragedii, relacje świadków i poszkodowanych, wspomnienia o ofiarach. Sprawdź, jak "Super Express" relacjonował dramat w Katowicach. Poniżej unikalne materiały archiwalne.
Zobacz, jak informowaliśmy o tragedii 20 lat temu. Oto archiwalne wydania "Super Expressu"