Dach runął na 700 osób, 65 z nich nigdy nie wróciło do bliskich. Bona odnalazła ostatnią ofiarę po wielu dniach

2026-01-28 5:25

W jednej chwili, pod zwałami lodu, śniegu i poskręcanego metalu, życie straciło 65 osób. W hali Międzynarodowych Targów Katowickich przebywało wówczas około 700 osób – pasjonatów, wystawców i zwiedzających, którzy brali udział w wystawie gołębi pocztowych. Nikt nie spodziewał się, że dach hali zamieni się w śmiertelną pułapkę. Ostatnią z ofiar, po kilkunastu dniach od tragedii, odnalazł pies ratowniczy.

  • 28 stycznia 2006 roku w Katowicach doszło do zawalenia się dachu hali Międzynarodowych Targów Katowickich, gdzie odbywała się wystawa gołębi pocztowych. W środku przebywało około 700 osób.
  • W katastrofie zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych, co czyni ją najtragiczniejszą katastrofą budowlaną w powojennej historii Polski. Wśród ofiar było dziesięciu cudzoziemców.
  • Dramatyczna akcja ratunkowa trwała kilkanaście dni w trudnych warunkach. Ostatnie ciało, 14 lutego, odnalazł pies ratowniczy o imieniu „Bona”.

Katastrofa w Katowicach wstrząsnęła Polską i Europą. Hala w kilka sekund zamieniła się w masowy grób

Do tragedii doszło w sobotę, 28 stycznia 2006 roku. W pawilonie wystawienniczym Międzynarodowych Targów Katowickich panował gwar. Setki miłośników gołębi z całej Polski i z zagranicy podziwiało najpiękniejsze okazy. Nagle, około godziny 17:15, potężna konstrukcja dachu nie wytrzymała ciężaru zalegającego na niej śniegu i lodu i z potwornym hukiem runęła do środka. Wybuchła panika, a hala w kilka sekund zamieniła się w masowy grób.

Bilans katastrofy był przerażający. W wyniku zawalenia się dachu hali zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych, co czyni to wydarzenie najtragiczniejszą katastrofą budowlaną w historii Polski. Skala dramatu była międzynarodowa. Wśród ofiar śmiertelnych znalazło się dziesięciu cudzoziemców. Jak wynika z oficjalnych informacji, pod gruzami życie stracili obywatele Czech, Słowacji, Niemiec, a także po jednej osobie z Belgii, Węgier oraz Holandii.

Dramatyczna akcja ratunkowa i wzruszająca rola psa. „Bona” odnalazła ostatnie ciało

Natychmiast po katastrofie rozpoczęła się heroiczna walka z czasem. Na miejsce tragedii ściągnięto setki ratowników z całego kraju, w tym strażaków, policjantów, ratowników górniczych i medycznych. Akcja była prowadzona w ekstremalnie trudnych warunkach, przy siarczystym mrozie, sięgającym 17 stopni poniżej zera. Ratownicy gołymi rękami przeszukiwali zwały poskręcanej blachy i betonu, mając nadzieję na odnalezienie żywych osób.

CZYTAJ TEŻ: 

Poszukiwania trwały bez przerwy przez wiele dni. Nadzieja na odnalezienie kogoś żywego malała z każdą godziną. Finał akcji poszukiwawczej nastąpił dopiero po kilkunastu dniach. Jak informowały wówczas służby, ostatnie zwłoki zostały odnalezione 14 lutego. Tego makabrycznego odkrycia dokonali ratownicy z Małopolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej. Kluczową rolę w odnalezieniu ostatniej ofiary odegrał pies ratowniczy o imieniu Bona, specjalnie szkolony do poszukiwania ludzi pod gruzami. To właśnie jej niezwykły węch doprowadził ratowników do miejsca, gdzie znajdowało się ciało ostatniej z 65 ofiar tej potwornej tragedii.

Pierwsze chwile po tragedii, relacje świadków i poszkodowanych, wspomnienia o ofiarach. Sprawdź, jak "Super Express" relacjonował dramat w Katowicach. Poniżej unikalne materiały archiwalne.

Super Express Google News

Zobacz, jak informowaliśmy o tragedii 20 lat temu. Oto archiwalne wydania "Super Expressu"

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki