Pan Zygmunt przeżył katastrofę dzięki Małyszowi. "To było jak ucieczka z Titanica"

2026-01-28 4:46

To jedna z tych historii, które przywracają wiarę w cuda. Zygmunt Maśnica, jeden z ocalałych z katastrofy na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich, swoje życie zawdzięcza... Adamowi Małyszowi. Mężczyzna wyszedł z budynku dosłownie na chwilę przed katastrofą, ponieważ spieszył się, by obejrzeć w telewizji konkurs skoków narciarskich. Gdyby nie miłość do sportu najprawdopodobniej znalazłby się w epicentrum tragedii.

  • Zygmunt Maśnica ocalał z katastrofy budowlanej w Katowicach, ponieważ opuścił halę wcześniej, by obejrzeć w telewizji konkurs skoków z udziałem Adama Małysza.
  • Mężczyzna znajdował się 10 metrów od wyjścia, gdy usłyszał trzask i zobaczył walący się sufit.
  • Udało mu się uciec z budynku przez okno wybite gaśnicą. Jego kolega, z którym umówił się na oglądanie zawodów, również przeżył katastrofę.

Chciał obejrzeć skoki Adama Małysza. Ta decyzja ocaliła go przed pewną śmiercią

Dla Zygmunta Maśnicy sobota 28 stycznia 2006 roku miała być kolejnym dniem spędzonym na targach gołębi pocztowych. Mężczyzna był zakwaterowany w hotelu tuż obok hali wystawienniczej. Jak sam wspomina, tego dnia miał konkretny plan na wieczór. - W hotelu obok hali targowej, gdzie byłem od środy zakwaterowany, umówiłem się z kolegą na godz. 17, na oglądanie Małysza. Dlatego wyszedłem wcześniej – relacjonował w rozmowie z "Super Expressem". Ta z pozoru błaha decyzja okazała się kluczowa. Gdyby nie umówił się na wspólne kibicowanie, z pewnością zostałby w hali znacznie dłużej. - Gdyby nie Małysz to na sto procent zostałbym na targach przynajmniej do godz. 18, a wtedy... – w tym momencie głos mu się załamuje.

Los chciał, że tuż przed opuszczeniem hali zatrzymał się zaledwie 10 metrów od wyjścia. Czekał na przyjaciela, który finalizował rozmowę z jednym z wystawców. Wtedy rozegrał się dramat. W jednej chwili spokojne popołudnie zamieniło się w piekło na ziemi. Nagle rozległ się przerażający dźwięk. - W tym momencie rozległ się potworny trzask. Spojrzałem do góry, a tu sufit leci! – opowiada z emocjami, które nie osłabły mimo upływu lat.

Katastrofa w Katowicach. „To była ucieczka z Titanica”, wspomina ocalały

W hali zapanował chaos. Wszędzie słychać było krzyki rannych i przerażonych ludzi, a w powietrzu unosił się duszący zapach gazu. Pan Zygmunt, działając instynktownie, rzucił się do ucieczki w kierunku baru. Sceny, które obserwował, przypominały film katastroficzny. Wyjście było zablokowane. Dopiero gdy jeden z uciekających mężczyzn chwycił za gaśnicę i wybił szybę w drzwiach, pojawiła się droga ucieczki. - To była jak ucieczka z Titanica – mówi pan Zygmunt, obrazowo opisując panikę i walkę o życie. Na szczęście jego koledze, z którym miał oglądać skoki, również udało się wydostać z walącej się konstrukcji.

CZYTAJ TEŻ: 

Chwilę po wydostaniu się z piekła, o godzinie 17:27, pan Zygmunt zadzwonił do żony. Był w kompletnym szoku. - Mąż strasznie płakał, kiedy zadzwonił do mnie. Był przerażony i przekonany, że zginęło kilka tysięcy osób – wspominała jego żona, Anna Maśnica. Od razu opowiedział jej o cudownym ocaleniu, które zawdzięczał Adamowi Małyszowi.

Pan Zygmunt po powrocie do hotelowego pokoju, wciąż wstrząśnięty tym, co przeżył, włączył telewizor. Jak zapamiętał: - Dwadzieścia minut później wróciłem do hotelu i zaraz włączyłem telewizor. Kiedy dzwoniłem do domu, akurat Adam skakał....

W ten sposób, dzięki sportowej pasji, uniknął największej katastrofy budowlanej w historii współczesnej Polski, w której zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych.

Super Express Google News

Zobacz, jak informowaliśmy o tragedii 20 lat temu. Oto archiwalne wydania "Super Expressu"

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki