To była największa katastrofa budowlana w Polsce. Zginęło 65 osób, hala zawaliła się jak domek z kart

2026-01-28 3:23

To była największa katastrofa budowlana we współczesnej historii Polski. 28 stycznia 2006 roku, podczas ogólnopolskiej wystawy gołębi pocztowych, hala Międzynarodowych Targów Katowickich w jednej chwili zamieniła się w grobowiec dla 65 osób. Setki innych walczyły o życie pod tonami poskręcanego metalu i śniegu. Śledztwo wykazało szokujące zaniedbania, które doprowadziły do tej niewyobrażalnej tragedii.

  • 28 stycznia 2006 roku w Katowicach, podczas wystawy gołębi zawalił się dach hali Międzynarodowych Targów Katowickich. W największej katastrofie budowlanej w historii powojennej Polski zginęło 65 osób, a 170 zostało rannych.
  • Bezpośrednią przyczyną zawalenia był zalegający na dachu śnieg, jednak śledztwo wykazało również błędy konstrukcyjne i zaniedbania. Odpowiedzialni za katastrofę, w tym prezes MTK, zostali skazani na kary więzienia.
  • W następstwie tragedii wprowadzono zmiany w prawie budowlanym. Zaostrzono przepisy dotyczące obowiązkowych kontroli budynków wielkopowierzchniowych.

Katastrofa hali MTK. Krzyki, płacz i dzwoniące telefony uwięzionych pod gruzami

Była sobota, 28 stycznia 2006 roku. W hali Międzynarodowych Targów Katowickich trwa 56. Ogólnopolska Wystawa Gołębi Pocztowych. Wewnątrz znajduje się około 700 wystawców i zwiedzających. Nikt nie spodziewa się, że za chwilę beztroska atmosfera zamieni się w prawdziwe piekło. O godzinie 17.15 konstrukcja dachu, obciążona zalegającą od wielu dni grubą warstwą śniegu i lodu, nie wytrzymuje. Z potwornym hukiem wali się na znajdujących się w środku ludzi. Ci, którzy byli blisko wyjść, zdołali uciec. Reszta została uwięziona w śmiertelnej pułapce. Jak relacjonowali świadkowie, spod zwałów metalu i śniegu dochodziły krzyki, jęki bólu i rozpaczliwe nawoływania. W tle bez ustanku dzwoniły telefony komórkowe, których właściciele już nigdy nie mogli odebrać.

Na miejsce natychmiast ruszyły wszystkie służby. Rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem. Do Katowic ściągnięto najlepsze ekipy ratownicze. Widok, jaki zastali na miejscu, przeraził nawet najbardziej doświadczonych ratowników. Wokół rumowiska ustawiono namiot polowy, do którego trafiali wydobywani spod gruzów ranni. Po wstępnej selekcji byli oni transportowani do szpitali w całym regionie.

ZOBACZ GALERIĘ: Tak informowaliśmy o tragedii w 2006 roku. Archiwalne wydanie "Super Expressu":

Dramatyczna akcja ratunkowa w Katowicach. Prezes MTK wiedział o zagrożeniu

Akcja ratunkowa trwała wiele godzin w ekstremalnie trudnych warunkach, przy kilkunastostopniowym mrozie. Ratownicy gołymi rękami odgarniali śnieg i kawałki konstrukcji, by dotrzeć do poszkodowanych. Kluczowy moment nastąpił o godzinie 22.15. Dowodzący akcją zarządził absolutną ciszę. Na kilkanaście minut zamarły wszystkie agregaty i ciężki sprzęt. Ratownicy w skupieniu nasłuchiwali, licząc, że usłyszą choćby najcichszy szept lub jęk. Niestety, z rumowiska nie dobiegł już żaden dźwięk. To był znak, że szanse na odnalezienie kogoś żywego zmalały praktycznie do zera. Do akcji wkroczyły psy, szkolone już tylko do poszukiwania ciał. Ostateczny bilans katastrofy był porażający: 65 osób zginęło, a ponad 170 zostało rannych. Ówczesny prezydent Lech Kaczyński ogłosił żałobę narodową.

Wieloletnie śledztwo i procesy sądowe ujawniły szokującą prawdę. Do tragedii doprowadził splot karygodnych zaniedbań, błędów projektowych i ignorowania sygnałów ostrzegawczych. Ustalono, że dach hali był nieprawidłowo skonstruowany, a zalegający na nim śnieg nie został usunięty, mimo że już wcześniej dochodziło do niebezpiecznych ugięć konstrukcji. Zlekceważony został również tragiczny sygnał ostrzegawczy w postaci katastrofy, do której doszło zaledwie tydzień wcześniej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Tam zawalił się dach starej hali należącej do miejscowej huty, w wyniku czego zginęło dwóch mężczyzn.

CZYTAJ TEŻ: 

W listopadzie 2019 roku Sąd Apelacyjny w Katowicach prawomocnie skazał Bruce'a R., byłego prezesa MTK, na półtora roku więzienia. Sąd nie miał wątpliwości co do jego winy.

– Nie ulega żadnej wątpliwości, że oskarżony Bruce R. jest odpowiedzialny za sprowadzenie katastrofy. Jego odpowiedzialność wynika z tego, że nie dochował należytej staranności. Doskonale wiedział, że trzeba odśnieżać dach hali. Wiedział także, że już wcześniej dach hali się ugiął pod ciężarem śniegu. Informacje o alarmującym stanie budynku były dla niego dostępne. Wiedział też, że przed imprezą dach nie został odśnieżony w całości. W tej sytuacji powinien podjąć decyzję o wyłączeniu z użytku hali – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Karina Maksym.

Skazani zostali również inni członkowie zarządu i osoby odpowiedzialne za stan techniczny obiektu: Ryszard Z., Jacek Jasiński, Grzegorz S., Maria K. oraz Adam H. Po tragedii Skarb Państwa wypłacił rodzinom ofiar zadośćuczynienia, a w polskim prawie budowlanym wprowadzono rygorystyczne przepisy dotyczące obowiązkowych kontroli budynków wielkopowierzchniowych.

Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki