Opieszałość lekarza i nauczycielki zniszczyła zdrowie Pawła. Ruszył proces sądowy ws. nastolatka z Rybnika

2021-06-21 21:20
Karetka pogotowia
Autor: Daniel Fabrykiewicz flickr.com Karetka pogotowia

Dramat Pawła i jego rodziny wydarzył się trzy lata temu podczas szkolnej wycieczki. Wychowawczyni klasy Pawła oraz lekarz zlekceważyli pogarszający się stan zdrowia chłopca. Nastolatek podupadł na zdrowiu do tego stopnia, że nie mówi, ani nie chodzi. Rodzina chłopca liczy, że rozpoczęty właśnie proces sądowy przeciwko nauczycielce i lekarzowi, przyniesie im sprawiedliwość. Bliscy Pawła nie chcą, aby lekarz dalej wykonywał swój zawód. Materiał w "Uwadze" stacji TVN.

Paweł Rek ma obecnie 16 lat. Kiedy był dzieckiem, wszczepiono mu w ciało zastawkę, odprowadzającą płyn mózgowo-rdzeniowy. Oprócz tego rozwijał się normalnie.

Trzy lata temu, podczas szkolnej wycieczki, życie Pawła legło w gruzach. Zastawka zerwała się. U Pawła pojawiły się objawy typowe dla tego zdarzenia, czyli wymioty i ból głowy. Wychowawczyni klasy Pawła zlekceważyła objawy. Nauczycielka poleciła koledze 13-letniego wówczas chłopca, aby odprowadził go do domu. Kolega Pawła wezwał pogotowie.

Lekarz zignorował gorsze samopoczucie Pawła, a także słowa jego matki o tym, że chłopiec ma zastawkę. Niedługo potem rodzice po raz kolejny wezwali pogotowie. Ten sam lekarz wpisał wówczas w kartę pacjenta, że chłopiec udaje nieprzytomnego. Rodzice ubłagali lekarza, aby zabrał ich syna karetką do szpitala, pojazd nie jechał na sygnale do szpitala.

Lekarzowi zabrakło pokory? Stwierdził u Pawła niestrawność

Ojciec Pawła, pan Marcin, wspomina, że karetka zatrzymywała się na każdych światłach i jechała tak, jakby w środku nie było żadnego pacjenta. Lekarz zdiagnozował stan Pawła jako zwykłą niestrawność. Chłopiec tracił przytomność, jego matka mówiła o zastawce, ale lekarz uznał, że chłopiec udaje.

Moja osobista opinia, dlaczego doszło do tej sytuacji, jest taka, że lekarz nadmiernie wierzył we własną wiedzę i umiejętności Zabrakło pokory, słuchania mamy, która wie i wyczuwa stan swojego dziecka zwykle najlepiej – tłumaczy reporterom "Uwagi" mec. Jolanta Budzyńska, adwokat rodziny Pawła. – Zabrakło też tego, że lekarz nie wziął pod uwagę scenariusza niebezpiecznego dla dziecka i zaryzykował diagnozę, która przyniosła dla niego największe zagrożenie.

Oskarżeni nie przyznają się do winy

W 2019 roku zarówno lekarz pogotowia, jak i wychowawczyni Pawła, usłyszeli zarzuty. Po dwóch latach oczekiwania ruszyła sprawa sądowa. Nauczycielka została oskarżona o nieumyślne działanie. W przypadku lekarza w akcie oskarżenia padają słowa, że "działał w wyniku z góry powziętego zamiaru". Oznacza to, że prokuratura uznała, że lekarz miał świadomość konsekwencji swoich działań i godził się z nimi.

Na kolejnej rozprawie oskarżony będzie odpowiadał na pytania sądu i swojego obrońcy. Odmówił odpowiedzi na pytania rodziców dziecka i prokuratora – mówi dziennikarzom TVN-u mec. Jolanta Budzyńska.

Rodzina Pawła oczekuje wyroku, w którym sąd zakaże lekarzowi wykonywania zawodu. Tymczasem medyk wciąż pracuje w zawodzie. Jemu, a także nauczycielce, grozi do 5 lat więzienia. Oboje nie przyznają się do winy.

Rodzina Pawła marzy, aby 16-letni obecnie chłopak mógł wstać i pójść z nimi na spacer do parku, pojeździł na rowerze i - co najważniejsze - odezwał się.

Super Raport 21.06 (Kamil Bortniczuk - Partia Republikańska, dr Mirosław Oczkoś - specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego) Sedno Sprawy
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE