Przywiozła go karetka, nie został przyjęty. Tomasz zmarł przed szpitalem. Szokujące zachowanie lekarki

2026-03-10 11:37

Doświadczona lekarka Małgorzata F., pracująca w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju, zdecydowała o wypisaniu pana Tomasza do domu. Z ustaleń śledczych wynika, że nawet nie wyszła go zobaczyć, mimo że stan mężczyzny budził wyraźne zaniepokojenie bliskich. Do placówki trafił przewieziony karetką. - Boli mnie w klatce. Czy będę żył? - dopytywał 49-latek. Niedługo po otrzymaniu wypisu zmarł. Prokuratura postawiła lekarce poważne zarzuty.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny Nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju

i

Autor: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny Nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju/Facebook/ Archiwum prywatne Wojewódzki Szpital Specjalistyczny Nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju

49-letni Tomasz źle poczuł się we własnym domu. Był 17 marca 2023 roku w Jastrzębiu-Zdroju, górniczym mieście na Śląsku. Nasilający się ból po jednej stronie ciała spowodował, że do mężczyzny ostatecznie wezwano pogotowie. Ratownicy nie mieli wątpliwości, że musi on niezwłocznie trafić do placówki medycznej, więc zawieźli go do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w tym samym mieście. Jak relacjonuje "Dziennik Zachodni", na Izbie Przyjęć zajmowały się nim w zasadzie tylko pielęgniarki. To one wykonały EKG i podały kroplówkę, choć robili to na zlecenie doświadczonej lekarki. Problem w tym, że Małgorzata F. udzielała instrukcji telefonicznie, nie spotkała się z pacjentem osobiście. Wyniki badań też oceniła "zdalnie" i na tej podstawie zdecydowała, że Tomasz ma zostać wpisany do domu. Pacjent był zaskoczony, prosił o pomoc, opisywał swoje niepokojące dolegliwości. Jego stan budził zastrzeżenia nawet pielęgniarek, które jeszcze raz zadzwoniły do lekarki.

Czytaj także:  Sebastian M. i jego siostra wybuchli śmiechem, sąd wybałuszył oczy! Ostra reakcja. "Zniszczyli nam życie"

- On pytał: czy jutro się obudzę? Czy będę żył? To widocznie ruszyło pielęgniarkę. (...) Ale decyzja nie została zmieniona - wspominał pan Walenty, ojciec Tomasza, cytowany przez "Dziennik Zachodni".

Decyzja Małgorzaty F. okazała się tragiczna w skutkach. Pan Tomasz niedługo po wyjściu ze szpitala zaczął słabnąć. Jego stan w błyskawicznym tempie się pogarszał, aż w końcu upadł i stracił przytomność. - Zdołałem go złapać, osunął mi się na biodrze. Nie dawał oznak życia. Popędziłem na izbę przyjęć, przybiegł personel i zaczął go reanimować. Lekarka nie wyszła - relacjonował pan Walenty.

Mimo przeprowadzonej reanimacji, pokrzywdzonego nie udało się uratować. 49-letni Tomasz zmarł właściwie przed szpitalem. Gdyby został w nim choć odrobinę dłużej, być może finał tej historii byłby inny. Ale lekarka lekceważy swój udział w zdarzeniu. Szczegóły poniżej.

Rozwarstwienie aorty, pęknięcie i krwotok wewnętrzny. Pan Tomasz wymagał pilnej opieki, ale jej nie otrzymał

Biegli ustalili, że przyczyną zgonu pana Tomasza było rozwarstwienie aorty, pęknięcia i krwotoku wewnętrznego. Zdaniem ekspertów, gdyby 49-latek otrzymał należytą pomoc, niewykluczone, że udałoby się go uratować. Wskazano na rażące zaniedbania lekarki: Małgorzata F. nie przeprowadziła osobistego badania pacjenta, a zlecone przez nią działania były niewystarczające. Nie sprawdzono chociażby przyczyn silnego bólu w klatce piersiowej, na który uskarżał się mężczyzna. 

Czytaj również:  Maciej pojechał do szpitala nastawić bark. Zmarł na SOR-ze. Pracownicy zawiadomili prokuraturę

Ale pracownica Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju najwyraźniej nie poczuwa się do winy. Bo choć została skazana przez sąd pierwszej instancji na rok więzienia z warunkowym zawieszeniem na dwa lata, to obrona złożyła apelację od wyroku, twierdząc że stan zdrowia zmarłego był bardzo zły, a szanse na utrzymanie go przy życiu, nawet gdyby został przyjęty na oddział, "były niewielkie". Wskazano, że placówka nie dysponowała oddziałem kardiochirurgicznym. Małgorzata F., specjalistka z 40-letnim doświadczeniem, została jednak uznana przez sąd za winną narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez pacjenta. Nałożono też na nią grzywnę w wysokości dwustu dziennych stawek po 80 złotych i orzeczono zakaz wykonywania zawodu przez dwa lata. 

W procesie apelacyjnym, który już się rozpoczął, obrona domaga się złagodzenia tej kary, zaś prokuratura i pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych - zaostrzenia jej. Wniesiono między innymi o zadośćuczynienie na rzecz poszkodowanych po 50 tysięcy złotych oraz wyższy wymiar kary. Rodzina chce również zmiany kwalifikacji czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci pacjenta, zwiększenie okresu warunkowego zawieszenia do lat trzech oraz zakazu wykonywania zawodu na pięć lat. Powód? Liczne ekspertyzy biegłych, wskazujące na to, że działania lekarki przyczyniły się do zwiększenia niebezpieczeństwa wobec pana Tomasza w sposób "nieakceptowalny i karygodny". 

Wyrok w procesie apelacyjnym ma zapaść jeszcze w marcu 2026 roku. Będziemy do tej sprawy wracać.

Sonda
Czy masz zaufanie do lekarzy?
Pokój Zbrodni - Wojtuś miał tylko 7 miesięcy. Zmarł od ciosów w głowę. Sąd nie miał litości dla ojca

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki