Dziewięcioro nastolatków w jednym samochodzie. Siedmioro zginęło. "Serce ciągle boli"

2026-04-19 4:59

Historia tego wypadku porusza do granic możliwości. Nastolatkowie z województwa kujawsko-pomorskiego siedzieli przy ognisku. Pili piwo. Potem wsiedli w dziewięcioro do pięcioosobowego samochodu. Ten, który prowadził miał 16-lat. Był pijany i nie miał prawa jazdy. Auto na łuku drogi uderzyło w drzewo. Siedmioro dzieciaków w wieku od 13 do 17 lat zginęło na miejscu. Tata Patryka mówi "Super Expressowi", że serce wciąż krwawi.

Tata Patryka wspomina wypadek pod Chełmnem

- Dwie msze święte były odprawione w jego intencji jedna w święta - mówi "Super Expressowi" Marcin Kubacki (57 l.). - Serce ciągle boli. Ciężko żyć. Serce będzie boleć, póki będzie żyć - dodaje poruszony.

Pan Marcin to ojciec Patryka. To jedna z siedmiorga ofiar tego dramatycznego wypadku, który miał miejsce 12 lat temu w Klamrach koło Chełmna (kujawsko-pomorskie). Gdy mężczyzna z nami rozmawia, w jego oczach pojawia się mgła. Jest smutny. Nie chce, aby jakikolwiek rodzic przeżywał to, co on. - Wtedy w kwietniu było ciepło. Prawie lato. Oni mieli posiedzieć przy ognisku - wspomina z odczuwalnymi emocjami w głosie. Rzeczywiście - w nocy z 12 na 13 kwietnia 2014 roku było bardzo ciepło. Można było rozpalić ognisko i piec kiełbaski. Ci młodzi ludzie, którzy 12 lat temu usiedli przy ognisku niedaleko Torunia, znali się praktycznie od zawsze. Dalszy ciąg materiału znajduje się pod galerią ze zdjęciami.

Tragiczny finał nierozłącznej paczki

Paulina, Patryk, Bartek, Mikołaj i Marek znali się od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Różnili się, ale to tylko scementowało ich przyjaźń, która dotrwała aż do końca gimnazjum. Byli nierozłączną paczką. Trzymali się razem nawet po ukończeniu gimnazjum, gdy każde poszło w inną stronę. Tamtego dnia, w nocy z 12 na 13 kwietnia 2014 roku przy ognisku usiadło aż dziewięcioro młodych dzieciaków. Wszyscy dobrze się znali. Nie było z nimi problemów wychowawczych. Nie wiadomo do dzisiaj, kto sprzedał im piwo. Wiadomo, że kluczyki od auta ojca jednego z nich wzięli bez pozwolenia. To był głupi wybryk, że aż w dziewięciu wsiedli do tego samochodu. We wsi Klamry samochód uderzył bokiem w drzewo. Siedmioro dzieciaków zginęło na miejscu. Wśród nich byli:

  • Bartek - był urodzonym sportowcem. Świetnie biegał, szczególnie na długie dystanse. Ambitny. Jak postawił sobie jakiś cel, to do niego dążył. Chciał być zawodowym sportowcem, w czym pomagali mu rodzice, zawożąc na zawody sportowe.
  • Hania - marzyła o karierze w służbach mundurowych, najlepiej jako policjantka. Wraz z rodzicami i braćmi mieszkała przy ul. Rynkowej w Chełmnie. Koleżanki nie mogą uwierzyć, że ta odpowiedzialna dziewczyna wsiadła do tego auta.
  • Marek - po tragicznej śmierci taty wychowały go mama z babcią. Wiedział, że musi szybko dorosnąć, by zarabiać i pomóc rodzinie. Chciał założyć firmę budowlaną. Wujek nauczył go murować. Był wrażliwym dzieckiem. Lubił dużo czytać.
  • Paulina - miała sto pomysłów na minutę. Artystyczna dusza. Przepięknie recytowała polską poezję. Uczestniczyła w zajęciach kółka teatralnego. Myślała o karierze w teatrze, chciała też być dziennikarką. Wychowywała ją mama, ale z ojcem miała dobre relacje.
  • Mikołaj - ci, którzy go spotkali, byli nim oczarowani. Skromny, szarmancki, prawdziwy dżentelmen. Wspierał mamę, która bardzo przeżyła śmierć trzyletniego synka, a jego brata, który wpadł pod samochód. Chciał zostać nauczycielem.
  • Natalka - była najmłodsza w grupie. Miała dopiero 13-lat. Od roku mieszkała sama z mamą Katarzyną w starej kamienicy w Chełmnie. Uczyła się w szóstej klasie szkoły podstawowej. Pięknie śpiewała psalmy w miejscowym kościele. Marzyła o karierze piosenkarki.
  • Patryk - był bezkompromisowy i twardo bronił swojego zdania. Lubił iść pod prąd. Chciał być żołnierzem, bo tam panują jasne zasady. Uczył się ponadprzeciętnie. Miał zdolności matematyczne.

Ta tragedia nie miała prawa się zdarzyć! Siedmioro dzieci zginęło w jednym wypadku na drodze. A wszystko dlatego, że 16-letni Mateusz M. pił alkohol, a potem, nie zważając na to, że nie ma prawa jazdy, zabrał znajomych na przejażdżkę. On przeżył, tak samo jak dziewczyna, która siedziała z przodu. Mateusz M. nie trafił po wypadku do schroniska dla nieletnich. Nie zgodził się na to sąd.

Czterech chłopców (Marek, Patryk, Mikołaj, Bartek) spoczęło na cmentarzu parafialnym w Starogrodzie, dziewczyny zostały pochowane na dwóch cmentarzach w Chełmnie. - To już dwanaście lat. My ciągle pamiętamy o tej tragedii i ją przeżywamy. Tego się nie da zapomnieć. Oni są tutaj pochowani. Ci rodzice trzymają się. Jedni adoptowali aż trójkę dzieci. Kochają ich bardzo. To byli przyjaciele ci którzy zginęli i ta dwójka, która przeżyła - mówi nam kobieta, którą spotkaliśmy na cmentarzu

Groby polskich rajdowców. Kierowcy ginęli w strasznych wypadkach. Niezapomniani

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki