Nie podajemy danych personalnych kominiarza. Usłyszał zarzut z art. 271 § 3 kodeksu karnego, dotyczący poświadczenia nieprawdy w dokumencie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Grozi za to kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności – mówi naszym dziennikarzom prokurator Mateusz Wiśniewski, pełniący obowiązki Prokuratora Rejonowego w Chełmnie (woj. kujawsko-pomorskie).
Jak ustaliła prokuratura, mężczyzna nie sprawdził instalacji wentylacyjnej we wszystkich mieszkaniach, nie skontrolował kratek wentylacyjnych ani drożności przewodów. Nie wszedł również na dach, aby sprawdzić komin. Mimo to wystawił dokument potwierdzający prawidłowy stan instalacji. Do przestępstwa miało dojść w 2025 roku. Kominiarz przyznał się do winy. Zastosowano wobec niego policyjny dozór, zatrzymano paszport oraz zakazano wykonywania zawodu.
Chełmno od ponad tygodnia żyje tą tragedią. Tlenek węgla zabił Mikołaja (+2 l.), Oliwię (+7 l.), Nikolę (+11 l.) oraz ich mamę Zuzannę (+31 l.). Właścicielka domu, w którym doszło do dramatu, po tragedii próbowała wyłudzić zaświadczenie z datą wsteczną, potwierdzające rzekomy przegląd piecyka gazowego. Po postawieniu zarzutów trafiła na miesiąc do aresztu.
Prokuratura powołała również biegłego z zakresu pożarnictwa. Ma on przeprowadzić eksperyment procesowy, który ma odpowiedzieć na pytanie, czy piecyk gazowy był sprawny w chwili, gdy rodzina umierała w mieszkaniu.
Biegły przeprowadzi eksperyment w warunkach zbliżonych do tych, jakie panowały w dniu tragedii, a następnie sporządzi pisemną opinię – wyjaśnia prokurator Mateusz Wiśniewski.
Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci czteroosobowej rodziny trwa. Prokuratura ustala również, czy piecyk gazowy kiedykolwiek przechodził jakikolwiek legalny przegląd techniczny. Teraz do listy podejrzanych dołączył kominiarz. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.
Dramatyczne wydarzenia, do których doszło w czwartek, 15 stycznia, wstrząsnęły Chełmnem. W mieszkaniu przy ul. Stare Planty zmarła 30-letnia Zuzanna oraz jej troje dzieci.
Dwójka starszych dzieci od poniedziałku, 12 stycznia, nie pojawiała się w szkole. Nie było również żadnego kontaktu z ich matką. Zaniepokojona siostra kobiety zadzwoniła pod numer 112. Na miejsce przyjechali policjanci, a gdy nikt nie otwierał drzwi, wezwano straż pożarną. Czujniki strażaków natychmiast zasygnalizowały przekroczone normy tlenku węgla.
Widok, który zastali ratownicy po wejściu do mieszkania, był wstrząsający. Dzieci leżały w łóżkach, a matka na korytarzu. W lokalu znajdował się także pies. Warunki były skrajnie niebezpieczne – życie całej rodziny wygasło w ciszy, bez szans na ratunek.