- Kierowca autobusu został przesłuchany, ale na razie nie usłyszał zarzutów.
- Prokuratura prowadzi śledztwo w kierunku sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.
- MZA wyklucza awarię układu odpowiedzialnego za przyspieszanie i przekonuje, że taka usterka nie mogła spowodować rozpędzenia autobusu.
Autobus staranował auta i wpadł do przejścia podziemnego
W niedzielę wieczorem na Ochocie autobus linii 186 najpierw zderzył się z tramwajem, potem przejechał jeszcze spory odcinek, po drodze uderzając w kolejne samochody i elementy infrastruktury, aż w końcu wpadł do przejścia podziemnego przy Dworcu Zachodnim. W całym zdarzeniu rannych zostało sześć osób. Od początku jednym z najważniejszych pytań było to, dlaczego kierowca nie zdołał zatrzymać pojazdu. Sam miał mówić o problemach z hamowaniem.
Kierowca przesłuchany
Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota. Postępowanie toczy się w kierunku art. 174 kodeksu karnego, czyli sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Jak usłyszeliśmy, kierowca autobusu został już przesłuchany. Na tym etapie nie usłyszał jednak zarzutów. Z ustaleń prokuratury wynika, że na razie za wcześnie na przesądzanie, czy zawinił człowiek, czy zawiódł sprzęt.
- Wszystko jest uzależnione od tego, co będzie w opinii stanu technicznego autobusu i z czarnej skrzynki - przekazał prokurator Piotr Antoni Skiba. Dodał też: - Z relacji kierowcy wynika, że to nie on ponosi odpowiedzialność.
Hamulce, elektronika, „wciśnięty gaz”. Hipotez jest kilka
Po wypadku zaczęły pojawiać się kolejne wersje dotyczące możliwej przyczyny. Pierwsza z nich mówiła o awarii układu hamulcowego. To właśnie ten trop pojawiał się zaraz po zdarzeniu, bo kierowca miał sygnalizować, że nie był w stanie zatrzymać autobusu. Później pojawiła się druga, szeroko komentowana teoria: usterka elektroniki odpowiedzialnej za przyspieszanie, a dokładniej awaria czujnika lub układu związanego z pedałem przyspieszenia. Według tej wersji autobus mógł zachowywać się tak, jakby przez cały czas dostawał sygnał do przyspieszania. To miałoby tłumaczyć, dlaczego po pierwszym zderzeniu nie zatrzymał się, tylko dalej jechał, uderzając w kolejne przeszkody.
Co kierowca mógł zrobić? Awaryjne rozwiązania
W debacie po wypadku pojawił się też inny wątek: czy w sytuacji utraty kontroli nad autobusem kierowca miał jeszcze jakiekolwiek możliwości zatrzymania pojazdu. Ekspert tvn24 zwraca uwagę, że w przypadku niekontrolowanego przyspieszania kierowca ma do dyspozycji kilka awaryjnych rozwiązań. Wśród nich wymienia się użycie hamulca bezpieczeństwa, zmianę ustawień automatycznej skrzyni biegów w sposób pozwalający odciąć napęd albo wyłączenie silnika. Każdy z tych manewrów miałby prowadzić do wytracenia prędkości i zatrzymania autobusu.
Na razie nie wiadomo jednak, czy w przypadku linii 186 którykolwiek z tych wariantów był realnie możliwy do zastosowania i czy w ogóle mógłby zatrzymać pojazd w warunkach, w jakich doszło do wypadku. To również ma wyjaśnić śledztwo i analiza stanu technicznego autobusu.
MZA: to nie awaria układu przyspieszania
Do jednej z najgłośniejszych hipotez odniosły się już Miejskie Zakłady Autobusowe. Autobus, który brał udział w wypadku, to 18-metrowy Solaris z napędem gazowym z 2021 roku. Po Warszawie jeździ jeszcze 110 takich pojazdów. MZA podkreśla, że na razie nie planuje wycofania tej serii z ruchu. Jednocześnie stanowczo odrzuca scenariusz, według którego winny miałby być układ odpowiedzialny za przyspieszanie.
- Wykluczamy możliwość takiej awarii. Taka awaria w ogóle technicznie nie jest możliwa. W sytuacji, gdy doszło do awarii tego wspomnianego urządzenia, doszłoby do zatrzymania pojazdu, a nie jego przyspieszenia. Także absolutnie wykluczamy to zarówno my jako MZA, jak i producent jako Solaris - przekazał nam rzecznik spółki. To oznacza, że przynajmniej według przewoźnika i producenta teoria o uszkodzeniu układu odpowiedzialnego za przyspieszanie nie tłumaczy zachowania autobusu.
Na razie śledczy nie przesądzają żadnego scenariusza. Jedno jest pewne: po wypadku na Ochocie pytań wciąż jest więcej niż odpowiedzi. Pierwsze mają pojawić się za kilka tygodni.
źródło: se.pl, tvn24