Polskie preselekcje do Eurowizji zawsze były polem minowym, ale w tym roku TVP przeszła samą siebie. Jeszcze niedawno mówiło się o wielkim show na żywo. Dziś wiadomo już, że koncertu nie będzie! Zamiast emocji "tu i teraz" zobaczymy występy nagrane wcześniej w studiu. Finał zaplanowano na 7 marca 2026 roku, a o zwycięzcy ponownie zdecydują SMS-y.
Eurowizja traci wiarygodność? Ekspertka nie ma wątpliwości
Dla fanów konkursu to prawdziwy policzek. W sieci zawrzało, bo nagrany występ to nie to samo co śpiew na żywo. Mikrofon, montaż i poprawki potrafią zdziałać cuda, a prawdziwe umiejętności wokalne schodzą na dalszy plan. Właśnie tego najbardziej boją się eurowizyjni fani.
Do krytyków dołączyła sama Elżbieta Zapendowska. Znana ekspertka od głosu w rozmowie z "Faktem" nie gryzła się w język. Zaznaczyła, że każda luka w przepisach sprzyja kombinowaniu, a nagrania dają artystom komfort, którego na żywo po prostu nie ma. Jej zdaniem nowa formuła to idealne pole do naciągania zasad.
Zapendowska nie ukrywa też, że sama Eurowizja od lat budzi w niej mieszane uczucia. Co roku ogromne emocje, a finał często wygląda podobnie. Tym razem jednak skala kontrowersji jest wyjątkowa.
Jakby tego było mało, TVP dorzuciła kolejny element, który podgrzał atmosferę. Głosowanie SMS zakończy się o północy, ale nazwisko zwycięzcy poznamy dopiero następnego dnia w porannym programie stacji.
Oczywiście, że jest różnica między występem nagranym a występem na żywo. Każda luka niestety powoduje kombinacje i to, że ludzie starają się nagiąć, znając swoje umiejętności, do luk w przepisach. Ale czymś to telewizja musi argumentować (...) Ale ja w ogóle mam wątpliwości co do tej Eurowizji, bo się tak tym przejmujemy, a co roku jest właściwie to samo - powiedziała dziennikarzom "Faktu" Zapendowska.
Zobacz też: Szok, co zrobili dla ukochanej artystki. To ona pojedzie na Eurowizję?
Zobacz naszą galerię: Eurowizja traci wiarygodność? Elżbieta Zapendowska nie ma wątpliwości