Bez ochrony na lotnisku, ale z papierosem w ustach. Garou nie gwiazdorzy
Kiedy zagraniczne gwiazdy pojawiają się w Polsce, zazwyczaj towarzyszy im ochrona, sztab asystentów i prywatne limuzyny. Jednak nie wszyscy światowi artyści robią wokół siebie tyle zamieszania. Do tej drugiej grupy należy Garou, który w poniedziałek pojawił się na warszawskim lotnisku, na którym zachowywał się zwyczajnie. Gwiazdor sam taszczył swoje bagaże, odprawił się ze wszystkimi ludźmi, nie przechodził przez vipowskie bramki i tam gdzie wszyscy, wychodził na dymka.
Jest skromnym facetem mieszkającym w lesie
Artysta chętnie przylatuje do Polski. Sukces, który osiągnął w naszym kraju, a także i w innych zakątkach świata, był dla niego ogromnym zaskoczeniem. Mimo to, nadal pozostaje skromnym facetem, który na co dzień mieszka w lesie, gdzie prowadzi spokojne życie.
Gdy zacząłem robić karierę, wszystko działo się bardzo szybko. W pewnym momencie pomyślałem: 'Dobra, dostałem już wystarczająco dużo miłości od ludzi, czas wrócić do normalności
- powiedział w jednym z wywiadów.
ZOBACZ: Gwiazdy Polsatu odsłoniły zabójcze nogi i umięśnione brzuchy. Za to Doda wypięła pupę i biust!
Garou ewidentnie ucieka od blichtru. Mimo, że nadal występuje na wielkich scenach, wycofał się z medialnego zgiełku. Od popularności woli spokój i ciszę. Jak podają zagraniczne media, gwiazdor na co dzień zajmując się produkcją syropu klonowego. Oczywiście nadal tworzy muzykę jednak robi to we własnym studiu w odnowionej stodole.
Wystąpił z Dodą na koncercie Polsatu
Garou przyleciał do Polski w konkretnym celu. 30 sierpnia wystąpił na Finale Magicznego Zakończenia Wakacji Radia ZET i Polsatu. To właśnie tam wykonał swoje wielkie utwory, a do jednego z nich zaprosił Dodę. Wspólnie wykonali legendarny utwór "Sous le vent", który w oryginale śpiewała Céline Dion. Francuskojęzyczna ballada poruszyła publiczność.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Michał Szpak i jego Przebój Lata. Po wynikach padł na kolana!