Jerzy Stuhr już od najmłodszych lat budował głęboką relację z Bogiem. Był ministrantem. Służył m.in. w Bielsku-Białej, a z tamtejszym księdzem, Jerzym Bryłą, przyjaźnił się przed około 60 lat. - Jest moim uczniem, jeśli mogę tak powiedzieć. Przyjacielem. Był moim ministrantem, jeszcze w Bielsku-Białej - opowiadał "Super Expressowi" duchowny, który w 2011 r. zaapelował do Polaków o modlitwę, kiedy aktor walczył z trudnym nowotworem przełyku. - Modlę się za Jerzego. Jest wspaniałym człowiekiem, aktorem. Co zrobić? W cierpieniu Chrystusowym udział musimy mieć i poddać się woli Bożej - mówił wtedy.
Do kościoła nie chodził w niedzielę. Jerzy Stuhr lubił puste ławki
Aktor, którego ludzie pokochali m.in. za rolę Maksa Paradysa w „Seksmisji”, komisarza Ryby w „Kilerze”, a także kultowego Osła w polskiej wersji językowej „Shreka”, nie zawsze zgadzał się z kościołem, ale chodził do niego by być bliżej Boga.
"Nie mam wobec kościoła oczekiwań. Czasem zapamiętam głos jakiegoś hierarchy, który mi nie odpowiada, ale nie przejmuje mnie to. Wszystko już było" – mówił w 2019 roku w rozmowie z "Wprost". W tym samym wywiadzie zdradził, że do kościoła nie chodzi w niedzielę, a w poniedziałek. - "Byle nie w niedzielę. Wolę chodzić w tygodniu, bo wtedy kościół jest pusty. W takim najlepiej potrafię się skupić. A po drugie, jak jestem w pełnym kościele, to wszyscy się na mnie gapią. I komentują, a szczególnie jak jestem na wsi: nie poszedł do spowiedzi, do komunii, pewnie dużo grzechów, wiadomo, artyści. Nie lubię być pod pręgierzem spojrzeń akurat w tym miejscu, wystarczy, że co wieczór jestem pod pręgierzem spojrzeń widowni w teatrze. Dlatego chodzę sobie do pustego kościoła i wtedy czuję więź z Bogiem" - wyjaśnił.
"Niedawno opowiadałem księdzu Andrzejowi Lutrowi, z którym wspólnie napisaliśmy książkę („Myśmy się uodpornili. Rozmowy o dojrzałości” - przyp. red.), że w czasie choroby wyznaczałem sobie trasy, które muszę przejść, i zawsze była to trasa do kościoła. Dochodziłem tam zasapany, siadałem w pustej ławce. Ksiądz pyta: i co pan wtedy robił? Nic szczególnego, myślałem o rodzinie, o dzieciach. A on mówi: czyli pan się modlił. To była modlitwa, okazuje się. Dlatego lubię puste kościoły" - dodał.
W szpitalu prosił o pokój blisko kaplicy
Jerzy Stuhr wielokrotnie wystawiany był przez Boga na próby. Jedną z nich była ciężka choroba. Gwiazdor w 2011 roku po raz pierwszy zmagał się z rakiem krtani. Jego leczenie było niezwykle trudne, ale aktorowi udało się pokonać chorobę i przez kilkanaście lat cieszył się zdrowiem. Niestety, w 2023 roku lekarze zdiagnozowali u artysty nawrót raka. Tym razem nie udało mu się zwyciężyć tego pojedynku. Jerzy Stuhr zmarł 9 lipca 2024 roku w wieku 77 lat. Podczas jednej z mszy poświęconej duszy zmarłego, ks. Andrzej Luter wspomniał, że artysta podczas swoich pobytów w szpitalu nie przestawał się modlić. - Zawsze miał pokoje blisko kaplicy - podkreślił.
ZOBACZ TEŻ: Joanna Moro szczerze o swoim wschodnim akcencie. "Wileńska polszczyzna nadal jest częścią mnie"
Przed śmiercią odmówił rozmowy z księdzem
Jerzy Stuhr nie lubił o sobie opowiadać. Jego żona Barbara również unikała wywiadów. Zrobiła wyjątek po śmierci ukochanego. W rozmowie z "Newsweekiem" opisała m.in. jego ostatnie tygodnie życia.
"Tak się bał, że nie jadł prawie nic i strasznie schudł. Słabł z dnia na dzień. Przestał jeździć na rowerze, na spacerze po paru metrach musiał usiąść na ławce" - wspominała Barbara Stuhr. Kobieta wyznała, że jej mąż nie zdawał sobie sprawy z tego, że umiera. "To samo powiedziała nasza pani doktor. Jego odchodzenie było tak dziwne, że miał prawo tego nie dostrzegać" - oceniła.
Małżonka aktora, zdradziła również jak wyglądał ostatni pobyt aktora w szpitalu. Ku jej wielkiemu zdziwieniu, odmówił wtedy wizyty księdza.
"Ilekroć był w szpitalu, zawsze chętnie przyjmował wizyty księdza, lubił z nimi porozmawiać o Bogu, diable, świecie, życiu. Ale gdy tym razem przyszedł ksiądz, Jurek powiedział mu: "Nie, dziękuję". Nie był gotowy albo nie chciał być gotowy na głębszą rozmowę" - wyznała.
Aktor pozostawił po sobie ogromną pustkę. Od jego śmierci miną dwa lata
Jerzy i Barbara Stuhrowie od ponad pięćdziesięciu lat tworzyli szczęśliwe i udane małżeństwo. Poznali się już w przedszkolu, jednak nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Podobno aktor deptał Basię po stopach, gdy w przedstawieniu tańczyli razem w parze. Potem widywali się na lekcjach religii, ale prawdziwe uczucie narodziło się między nimi na studiach w Krakowie. Jerzy poprosił ukochaną o rękę w klubie studenckim Żaczek. "Może byśmy tak razem spędzili życie…" - powiedział do filigranowej Barbary. Trzy lata po zaręczynach powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Doczekali się również dwójki dzieci: Macieja i Marianny. Śmierć aktora była dla kobiety niewyobrażalną stratą. Dom stał się pusty, a ona nie mogła się w nim odnaleźć.
"Trudno przyzwyczaić się do tej pustki. Najgorzej jest rano, kiedy trzeba zebrać się do życia. Potem dzień przynosi różne sprawy, zawsze coś się wydarza, więc jakoś funkcjonuję. [...] Wieczorem powraca. Pustka domu znowu mnie osacza. W łóżku szukam jego dłoni. Myślę, że muszę przeprowadzić jakieś zmiany, stworzyć ten dom na nowo. Już tylko dla siebie" - mówiła trzy miesiące po jego śmierci.