Katarzyna Zielińska i jej wieczór z kaczorem
Środek tygodnia, wieczór. W centrum Warszawy zjawia się Katarzyna Zielińska. Nie straszny był jej siarczysty, gryzący w nos mróz, bowiem gwiazda nie miała w planach spaceru. Weszła do jednego z popularnych barów, w którym usiadła przy samym oknie. Zdjęła kurtkę, czapkę i posadziła na niej... pluszowego, białego kaczora z pomarańczowym dziobem i sterczącą grzywą. Trzymając w dłoni kieliszek i zaśmiewając się do rozpuku, przemawiała do koleżanki i maskotki, łapiąc się przy tym za głowę. Parokrotnie wznosiła też toast unosząc wysoko kieliszek. A żeby było jej wygonie, wyprostowała nogi, które podziwiali przechodnie. Aktorka cały wieczór siedziała ze swoim milczącym powiernikiem sekretów przed nosem. Również jej koleżanka z kieliszkiem w dłoni wpatrywała się w zabawkę i słuchała swojej przyjaciółki. Uśmiechom i wygłupom nie było końca.
Wyszła z baru po północy
Środowy wieczór, to nie weekend. Dlatego też Katarzyna Zielińska w towarzystwie koleżanki i kaczora opuściła bar pół godziny po północy. Odziana w długi płaszcz, owinięta grubym szalikiem i z czapką na głowie, zamówiła taksówkę. Po minie gwiazdy widać, że mróz mocno dał się we znaki – termometry wskazywały -9°C. Wsiadając do samochodu z uśmiechem na twarzy pomachała przyjaciółce, w ręku mocno trzymając maskotkę, a pod pachą... butelkę. Chyba wieczór zwierzeń jeszcze się dla nich nie zakończył.
Koniecznie zobacz naszą galerię, która znajduje się poniżej artykułu.