Ostatnia rozmowa Jana Frycza z przyjacielem. Padły słowa o "wielkim odliczaniu"
O odejściu Jana Frycza poinformował Teatr Narodowy w Warszawie. Aktor przez niemal pół wieku pozostawał jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny i ekranu. Widzowie pamiętają go między innymi z "Pornografii", "Pręg", "Wielkiej wody", "Chłopaków nie płaczą" oraz serialu "Ślepnąc od świateł". Za jego sukcesem kryła się jednak nie tylko ogromna pracowitość i talent. Frycz był człowiekiem bardzo niezależnym, stroniącym od medialnego zgiełku. Jak wspomina Maciejewski, właśnie ta osobność była jedną z jego najbardziej charakterystycznych cech.
Zobacz też: Poruszający gest Matyldy Damięckiej po śmierci Jana Frycza. Wystarczyła jedna grafika
Jan Frycz był ciężko chory, ale milczał. Teraz jego przyjaciel ujawnił szczegóły
Przyjaźń Łukasza Maciejewskiego i Jana Frycza zaczęła się wiele lat temu na planie "Sławy i chwały" Kazimierza Kutza. Maciejewski był wówczas studentem filmoznawstwa i przygotowywał materiał dla "Dziennika Polskiego". Podszedł do Frycza z dyktafonem, chcąc przeprowadzić z nim rozmowę.
Spotkanie bardzo szybko przerodziło się jednak w coś więcej niż zawodowy kontakt. Maciejewski wspominał, że niemal od pierwszych minut obaj poczuli, że ta znajomość może potrwać znacznie dłużej. Z czasem poznał Frycza nie tylko jako aktora, ale również jako człowieka. Był pod ogromnym wrażeniem jego talentu. Szczególnie zapadły mu w pamięć role teatralne u Krystiana Lupy.
Maciejewski zachwycał się jego głosem, inteligencją, męską urodą i niezwykłą wrażliwością aktorską. Był również świadkiem rozwijającej się kariery filmowej i telewizyjnej Frycza. Jednocześnie podkreślał, że aktor nigdy nie zabiegał o status gwiazdy.
Zobacz też: Olga Frycz pożegnała zmarłego ojca. Nie zawsze mieli dobre relacje. "Ostatnie lata były piękne"
Frycz miał własny świat i własne pasje. Jak wspominał jego przyjaciel, konstruował modele statków, puszczał samoloty na wietrze i nie potrzebował nieustannej obecności w mediach. Mimo to ich przyjaźń przetrwała. Spotykali się w Krakowie, spacerowali po Błoniach, rozmawiali telefonicznie. Czasami były to krótkie rozmowy, innym razem długie i wymagające dyskusje.
Najbardziej przejmujące wspomnienia dotyczą jednak ostatnich miesięcy życia aktora. Maciejewski wiedział, że Frycz zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Nie chciał jednak o nich rozmawiać. Kiedy dowiedział się, że aktor nie pojawił się na próbach "Orestei" Percevala, zaczął się niepokoić. Wiedział, że sytuacja może być poważna. Próbował się z nim kontaktować, ale Frycz nie zawsze odbierał telefon.
Maciejewski wrócił również pamięcią do jednej z ostatnich rozmów. To właśnie ona szczególnie mocno zapisała się w jego pamięci. Frycz miał wówczas mówić o zmianie, jaka dokonała się w nim w ostatnich latach.
W rozmowie z przyjacielem aktor miał przyznać, że nauczył się wdzięczności. Za życie, za każdy dzień i za wszystko, co go spotkało. Ta rozmowa nabiera dziś szczególnego znaczenia. Frycz miał świadomość, że jego życie znajduje się w trudnym momencie. Jednocześnie - jak wynika ze wspomnienia przyjaciela - nie towarzyszył mu już ten sam lęk co wcześniej.
Po moich urodzinach, w marcu, urodzinach z Janka udziałem, zadzwonił do mnie i powiedział coś, co właśnie sobie przypomniałem: "Łukaszu, ja się zmieniłem. Ja już wiem, że trzeba być wdzięcznym. I jestem wdzięczny za wszystko, za każdy dzień. Że było tak różnie w moim życiu, ale w końcu odnalazłem spokój. Jestem spokojny. Wiem, że trwa wielkie odliczanie. Ale czuję spokój, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałem". Jan Frycz był dla mnie kimś ważniejszym niż praca, niż zawód, niż satysfakcje zawodowe. Był przyjacielem. Na taką przyjaźń trzeba sobie zasłużyć - czytamy na profilu Łukasza Maciejewskiego.
Zobacz też: Nie żyje Jan Frycz. Wybitny aktor miał 72 lata i pracował do ostatnich chwil
Zobacz naszą galerię: Mało kto wiedział o ich zażyłości. Anna Dymna i Jan Frycz znali się od dzieciństwa