Gdy w grudniu 2025 roku zmarła Magda Umer, Krystyna Janda nie napisała długiego pożegnania. Nie było wspomnień, nie było ani ani jednego słowa. Zamiast tego pojawiła się grafika – rząd czarnych serc i jeden czerwony tulipan. Ten obraz wystarczył, by wszyscy zrozumieli, jak wielka była to strata dla aktorki. Na pogrzebie gwiazda pojawiła się ubrana w żałobną czerń od stóp do głów, z twarzą, na której widać było porażający smutek. Unikała fotoreproterów, milczała. Aż do teraz.
Śmierć Magdy Umer. Krystyna Janda przez długi czas milczała
Po tygodniach ciszy Krystyna Janda zdecydowała się opisać to, co przeżywała po odejściu swojej przyjaciółki w poruszającym felietonie dla magazynu „Pani”. Jej słowa są oszczędne, ale uderzają z ogromną siłą. Opisała, że miała wielką nadzieję, że przyjaciółka wybudzi się ze śpiączki na przypadającą kilka dni później premierę ich wspólnego dzieła. Nie wybudziła się, odeszła 12 grudnia 2026 roku w południe. Trzy dni później widzowie obejrzeli w telewizji monodram „Biała bluzka” – spektakl Krystyny Jandy wyreżyserowany niegdyś właśnie przez Magdę Umer. Ten zbieg okoliczności nabrał dziś niemal symbolicznego znaczenia. Jakby ostatnie wspólne dzieło stało się pożegnaniem.
Zobacz też: Syn Magdy Umer ujawnia kulisy jej choroby. W lipcu diagnoza, w grudniu śmierć. Tak odchodziła artystka
Śmierć Magdy Umer była nagła. Choć pojawiła się diagnoza i leczenie, wciąż tliła się nadzieja. Janda nie ukrywa, że do końca wierzyła, iż przyjaciółka wyjdzie z choroby:
Śmierć Magdy to uderzenie nagłe, w samo serce, raptem cztery miesiące od diagnozy i w nadziei, że leczenie pomoże
Janda opisuje ból po śmierci Umer
Z czasem w bólu pojawiła się też inna myśl – trudna, ale przynosząca ukojenie. Krystyna Janda przyznała, że po pierwszym szoku i rozpaczy przyszło zaskakujące poczucie ulgi, że jej przyjaciółka nie musi już dźwigać lęku, który towarzyszył jej przez całe życie. –
Na początku szok, rozpacz, a potem nagle pomyślałam: "Nie będziesz się już bała"
– napisała aktorka. Jak podkreśliła, nie był to zwykły niepokój, lecz strach głęboki, często paraliżujący.
Magda bała się ludzi, życia i śmierci, nadchodzącego dnia, martwiła się o dzieci, wnuki i zwierzęta, o Polskę, uchodźców, którym pomagała, o wojnę, która ją przerażała. Lęk obejmował wszystko – przyjaciół, las, rzeki, piosenki, słowa, poezję, ptaki, kwiaty, książki, bez których nie potrafiła żyć.
Janda napisała, że wierzy, iż jej przyjaciółka „pobiegła” tam, gdzie czekali już Agnieszka, Zuzia, pan Jeremi i inni bliscy – po spokój, którego tak bardzo potrzebowała.
Przyjaźń na dekady i nagła strata
Ich relacja trwała niemal pół wieku. Poznały się w latach 70., początkowo przypadkiem, z czasem stały się sobie niezwykle bliskie. Pracowały razem, podróżowały, dzieliły codzienność i scenę. Przeżyły wspólnie wiele strat – śmierć mężów, matek, bliskich przyjaciół. Były dla siebie stałym punktem w świecie, który nieustannie się zmieniał. Jeszcze kilka lat temu w jednym z wywiadów dla "Vivy" mówiły, że mogły nie widzieć się przez rok, a gdy się spotykały, miały wrażenie, jakby rozstały się dzień wcześniej. Ta więź nie potrzebowała codziennej obecności ani deklaracji. Była oczywista.
Tym bardziej wymowne było milczenie Krystyny Jandy po śmierci Magdy Umer. Aktorka wybrała ciszę zamiast słów. Obraz zamiast komentarza. Żałobę przeżywaną bez publicznych deklaracji. Dopiero teraz, gdy emocje nieco opadły, zdecydowała się je nazwać. Jej felieton nie jest krzykiem rozpaczy, lecz spokojnym, bolesnym zapisem straty, z którą trudno się pogodzić. To opowieść o przyjaźni, która trwała dekady – i o pustce, jaką zostawia po sobie czyjaś nagła nieobecność.
Galeria: Krystyna Janda i Magda Umer przyjaźnieły siuę niemal pół wieku