Urodziny Marty Nawrockiej
Marta Nawrocka właśnie skończyła 40 lat. To dobra okazja do przyjrzenia się jej biografii. Wiadomo, że pierwsza dama pochodzi z Gdańska. Będąc młodą osobą zaczęła pracę jak funkcjonariuszka Służby Celnej. Pracowała w Krajowej Administracji Skarbowej. Była funkcjonariuszem celnym na stanowisku młodszego eksperta celnego. Zajmowała się ponadto ochroną własności intelektualnej wielu znanych marek, udaremniając wprowadzanie do obrotu podrobionych towarów.
Jak mówiła w jednym z wywiadów, celem jej pracy była walka z nielegalnym hazardem, a także kontrola tego legalnego, np. kasyn i zakładów wzajemnych. Nawrocka przyznała, że to nie jest praca za biurkiem, a nieraz wygląda raczej jak film sensacyjny: - Pracujemy w grupie, która zajmuje się tzw. realizacją, czyli mówiąc wprost, wchodzimy z bronią do miejsc, w których mogą znajdować się nielegalne automaty. Czasem wiąże się to z wyważeniem drzwi, czasem trzeba kogoś obezwładnić i zatrzymać siłą - opowiadała.
Ciekawostką z jej życiorysu jest sprawa sportu. Nawrocka kocha sport, szczególnie bieganie, a wystarczy wspomnieć, że nie odpuściła treningu nawet w czasie wizyty w USA. Uwielbia także jazdę na rolkach i wrotkach, co było w pewnym senesie nawet częścią kampanii wyborczej, a także jest miłośniczką wypadów rowerowych. Ale nie tylko taka aktywność jest jej bliska, co ciekawe w dzieciństwie tańczyła w balecie! O doświadczeniach ze szkoły baletowej opowiedziała w magazynie "Viva":
(...) Ja marzyłam o tańcu, o tej niezwykłej harmonii między ciałem a muzyką, o poczuciu, że można wyrazić coś bez słów. To było coś więcej niż dziecięca zabawa. W moim przypadku taniec był też rodzinną pasją, bo mój brat również chodził do szkoły baletowej i przez kilka lat wspólnie uczestniczyliśmy w tej wymagającej, ale pięknej przygodzie. Balet to świat surowych zasad, dyscypliny, pracy nad sobą, często ponad siły, ale też świat ogromnej wrażliwości. Nauczył mnie systematyczności, odporności na stres, poczucia rytmu, nie tylko muzycznego, ale też życiowego.
Pierwsza dama ma dwa imiona. Drugie jest bardzo symboliczne
Jeśli zaś chodzi o coś, czego nie można znaleźć w jej oficjalnej biografii to kwestia drugiego imienia. Marta Nawrocka ma na drugie imię Sandra. Ta kwestia wyszła na jaw, gdy w czasie kampanii wyborczej trwała cała afera z kawalerką pana Jerzego, którą kupili Nawroccy. To wówczas, gdy atmosfera wokół sprawy zgęstniała, w mediach pojawiły się fragmenty zapisów z aktu notarialnego, a także podczas konferencji prasowej polityków PiS, mogliśmy poznać drugie imię Nawrockiej. Czarnek przed kamerami odczytywał wówczas treść dokumentów dotyczących nabycia kawalerki i właśnie tam był zapis z danymi powiązanych ze sprawą osób, w tym właśnie obecną pierwszą damą i padło wówczas imię Sandra.
Co oznacza to imię? Jest pełne symboliki, która bardzo pasuje do pierwszej damy. Według ksiegaimion.pl to imię pochodzenia włoskiego, wywodzące się od imienia Aleksandra, jako jego skrót. Sandra to osoba, która chętnie angażuje się w wielkie sprawy i nie umie długo usiedzieć w jednym miejscu. - Zaradność i kreatywność stanowią gwarancję jej sukcesu. Bardzo zdeterminowana. Radzi sobie ze wszystkim, czego się podejmie, nie przejmując się niepowodzeniami. Pracuje tak długo, aż pokona przeszkody na drodze. Jest przy tym bardzo pewna siebie. Nie wywyższa się, za to z przyjemnością pomaga. Cieszy się opinią osoby sympatycznej i życzliwe - czytamy.
SPRAWDŹ: Marta Nawrocka niczym księżna Kate. Tylko spójrzcie na te stylizacje [WIELKIE PORÓWNANIE]