- Jacek Magiera zmarł 10 kwietnia, a 16 kwietnia odbył się jego pogrzeb.
- Miesiąc później Sylwester Czereszewski opowiedział zaskakującą historię o Magierze z czasów gry w Legii Warszawa.
- - Najgorzej Jacek miał u trenera Smudy - przyznał w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą.
"Trener Smuda grubo go jechał". Szokująca historia o Jacku Magierze
Wciąż trudno przeboleć nagłą śmierć Jacka Magiery. 49-letni piłkarz i trener wyszedł na rutynowy poranny jogging, z którego już nigdy nie wrócił. Do tragedii doszło 10 kwietnia w Parku Grabiszyńskim we Wrocławiu, a sześć dni później w Warszawie odbył się pogrzeb. To właśnie z tym miastem Magiera był związany niemal przez całą karierę - najpierw jako zawodnik, a później początkujący szkoleniowiec. Przez lata gry w Legii osiągnął wiele, ale nie zawsze miał lekko, o czym więcej opowiedział jego dawny kolega, Sylwester Czereszewski.
Jacek miał ksywę "Magic" albo "Babcia", ale ogólnie zawsze było "Magic". Najgorzej Jacek miał u trenera Smudy. Każdy trener może kogoś nie lubić, to normalna rzecz. Da się wyczuć, że trener nie lubi zawodnika. Ale kiedy pojawia się brak szacunku, to jest słabo. A trener Smuda Jacka tak kurde... No grubo jechał. Nam to się nie podobało całkowicie - zdradził były piłkarz Legii w latach 1997-2001 i 2001-2002 w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą.
Franciszek Smuda był trenerem Wojskowych w latach 1999-2001. W tym czasie Magiera stracił miejsce w składzie i trafił nawet na półroczne wypożyczenie do Widzewa Łódź. Dopiero zatrudnienie Dragomira Okuki poprawiło sytuację piłkarza, który wydatnie pomógł Legii zdobyć mistrzostwo w sezonie 2001/2002.
Yamal przyłapany z nową dziewczyną, wielka afera! Piękna Ines musiała się tłumaczyć
To dość zaskakująca historia, biorąc pod uwagę wszystkie znane pozytywne przejścia ludzi piłki z Magierą. A o co chodziło z ksywą "Babcia"?
- To ja nazwałem Jacka Magierę "Babcią". Ale to nie było szydercze. Luźno sobie gadaliśmy i kiedyś mu mówię: "Jacek, ty w ogóle na piłkarza nie pasujesz. Ani z wyglądu, ani z zachowania. Jeszcze do Legii...". On na to, że wie, zapisywał wszystkie treningi. Mówię: "tobie to nałożyć chustę i grzyby sprzedawać". Ale to nie była szydera, przy wszystkich, bo ktoś mógłby się obrazić - przyznał Czereszewski.