Ważył 240 kilogramów i walczył. Legenda chudnie w oczach! "Chcę żyć jak najdłużej"

- Mam teraz 54 lata. Chcę żyć tak długo, jak to możliwe. Dlaczego nie? Kto by nie chciał? - wyjaśnia nam Paul Wight, legendarny amerykański wrestler, znany jako "Największy siłacz świata". W szczytowym momencie ważył nawet 240 kilogramów i walczył dla największej organizacji świata, a dziś zrzucił już 80 kg i cieszy się innym życiem. Między innymi o szczegółach swojej wielkiej przemiany i sekretach wrestlingu opowiedział w rozmowie z "Super Expressem".

Uśmiechnięty wrestler Paul Wight w czerwonej koszuli. Na miniaturze obok pozuje w siłowni. O jego przemianie czytaj w SE.
Autor: Paul Wight/ Instagram Paul Wight zrzucił 80 kg
  • Legendarny Paul Wight, znany też jako Big Show, odwiedził Polskę jako ambasador federacji AEW.
  • Gdy ostatnio był w naszym kraju w 2015 roku, ważył grubo ponad 200 kilogramów.
  • Dziś amerykańska gwiazda może pochwalić się zrzuceniem 80 kg i na tym nie poprzestaje.
  • - Od 2019 roku miałem operację prawie co roku. Mam teraz 54 lata. Chcę żyć tak długo, jak to możliwe - tłumaczy Wight w rozmowie z "Super Expressem".

"Największy siłacz świata" ważył 240 kg. Zrzucił już 80 i nie przestaje!

Ostatnią walkę stoczył na początku 2024 roku i nie skończyła się dla niego dobrze. Paul Wight, przez wielu znany pod pseudonimem Big Show, już wtedy był w trakcie przemiany, ale jego ciało po wielu latach kariery wrestlera i nawarstwiających się poświęceń odmówiło posłuszeństwa. Od tamtej pory działa w All Elite Wrestling pozaringowo, jako ambasador i komentator. Na dobre skończył z życiem 240-kilogramowego "Największego siłacza świata". Dziś waży już 80 kg mniej i skrupulatnie prowadzi zdrowsze życie, choć widać po nim lata wyniszczającej kariery i niezliczone operacje, którym musiał się poddać.

11 lat temu Polacy go "pogonili". Teraz zapowiada: "Chcemy wrócić do Polski z galą AEW"

Legendarny Paul Wight (Big Show) zdradza sekrety wrestlingu

Kamil Heppen, "Super Express": - Czy wciąż masz w sobie siły na co najmniej jeszcze jedną walkę?

Paul Wight, słynny wrestler i ambasador AEW: - Gwarantuję, że mam wystarczająco sił na co najmniej dwie walki! (śmiech). Oczywiście, że tęsknię za ringiem. Właśnie dlatego zadaję sobie ten cały trud. Nie odpuszczam treningów i robię to wszystko, co robię. Wciąż pracujemy nad kilkoma rzeczami. W ciągu ostatnich kilku lat przeszedłem wiele operacji. Jest wiele drobiazgów, które chcę dopracować, zanim dostanę szansę na powrót. Na tym etapie chcę wrócić i sprawić, by wszyscy byli podekscytowani na mój widok, a także wyjść tam i zrobić kawał dobrej roboty z młodszymi talentami. Nie chcę, żeby wszyscy mówili: "Och, powinniśmy go wykończyć. Biedak". Nie chcemy tego. Chcemy wyjść tam i dobrze się spisać.

- Czy w ogóle pamiętasz swój ostatni rok bez operacji?

- Od 2019 roku miałem operację prawie co roku, z wyjątkiem ostatniego półtora roku. Miło jest być po drugiej stronie tego wszystkiego. Miło jest nie mieć kolejnej operacji ani kolejnej rehabilitacji, którą trzeba przejść, żeby wszystko znowu zaczęło działać. Jest dobrze. Jest pozytywnie. Moja waga jest znacznie niższa. Jestem w dużo lepszej formie pod względem wydolnościowym. Wszystko jest na plus. Przez lata było wiele stłuczeń, wiele ran i wiele rzeczy, które sobie zrobiłem. Wszystkie te sprawy prostujemy. I powtórzę, jestem wdzięczny, że tu jestem.

- Jesteś znany jako „Największy siłacz świata”. Kiedyś ważyłeś nawet 530 funtów, czyli ok. 240 kilogramów, a teraz to 360 funtów, czyli 160 kg. 80 kg mniej. Jak to zrobiłeś?

- W przeszłości było znacznie trudniej, ponieważ byłem tak duży, a częścią mojej mistyki było być największym gościem w pomieszczeniu. Teraz jest wielu dużych zawodników. Są faceci wyżsi ode mnie, są faceci, którzy ważą więcej ode mnie, ale nie ma wielu, którzy są tak wredni jak ja. Może nie jestem już tak duży jak kiedyś, ale jestem cholernie pewien, że jestem tak podły jak nigdy, więc myślę, że sobie poradzę.

A utrata wagi? Cóż, nie zdradzę jeszcze wszystkich sekretów, ale w dużej mierze sprowadza się to po prostu do podejmowania lepszych wyborów żywieniowych, ćwiczeń – złożenie tych wszystkich elementów w całość dało największy efekt. Jesteś w zasadzie tym, co jesz, więc nauczyłem się zarządzać tym, jakiego rodzaju jedzenia chcę, co jem, jakie witaminy przyjmuję – witaminę B, witaminę D i witaminę C. Oleje rybne, wszystko to, co pomaga żyć dłużej i lepiej funkcjonować. To są rzeczy, na które nigdy nie zwracałem uwagi, gdy byłem młodszy. Teraz jestem trochę starszy i trochę mądrzejszy.

"GOAT" pożegnał się z największą federacją na świecie. Po 23 latach stoczył ostatnią walkę. John Cena odchodzi z WWE

"Chcę żyć tak długo, jak to możliwe"

- Masz konkretny cel wagowy, do którego dążysz?

- To zabawne, bo ciągle przesuwam sobie cel. Mówię: "och, jeśli zejdę do 380 [funtów], będzie dobrze", potem przy 360 myślę sobie: "może 345, może 350". Chodzi po prostu o to, by stawać się szczuplejszym, aż do momentu, w którym pod względem estetycznym czuję, że wyglądam najlepiej. Im więcej zrzucam, tym lżej jest wszystkim moim stawom, więc nie potrzebuję już tej całej dodatkowej masy, naprawdę nie. Dla mnie liczy się osiągnięcie jak najlepszej wydajności, jaką mogę z siebie wykrzesać w tym wieku, więc po prostu idę naprzód i zobaczymy, do czego to doprowadzi.

- Czy historia Andre The Gianta faktycznie była częścią motywacji do zmiany twojego stylu życia?

- Nie do końca, po prostu wiedziałem, że Andre zmarł w wieku 46 lat. Mnie chodziło po prostu o lepszą jakość życia. Kontuzje zaczęły się nawarstwiać, a z powodu tej całej wagi stawały się coraz gorsze, było ich coraz więcej i więcej, i cały czas odczuwałem ból. To znak, że trzeba coś zmienić. Teraz mam dostęp do wielu rzeczy, które nie były dostępne dla Andre w tamtych czasach. Dzięki nauce o treningu i wszystkim, co składa się na odżywianie, dietę, trening i regenerację, dostępnych jest teraz wiele narzędzi, by żyć dłużej, zdrowiej, lepiej. Są lepsze opcje posiłków. Jest wiele możliwości. Wystarczy podjąć tę decyzję, bym mógł cieszyć się życiem trochę dłużej. Taki jest cel. Mam teraz 54 lata. Chcę żyć tak długo, jak to możliwe. Dlaczego nie? Kto by nie chciał? Częścią tego jest bycie odpowiedzialnym i dbanie o siebie.

- Wracając do twojej wieloletniej kariery. Jaki był najmocniejszy, najbardziej bolesny „bump” [cios, akcja, manewr w świecie wrestlingu - red], jaki przyjąłeś?

- „Bumpy”? Nie pamiętam żadnych, które byłyby jakoś super bolesne. To raczej suma wszystkich przyjętych „bumpów”, ale powiedziałbym, że moim najtrudniejszym przeciwnikiem byli prawdopodobnie Sheamus i [Brock] Lesnar. Lesnar dlatego, że po prostu byliśmy potwornie fizyczni we wszystkim, co robiliśmy, a z Sheamusem było tak samo. Pamiętam, jak walczyłem z Sheamusem, z panem Farrellym, i miałem siniaki na całym ciele. Myślałem sobie: "kurczę, co jest nie tak, czy moja wątroba siada? Co się dzieje?". A potem obejrzałem nagranie i okazało się, że to po prostu Sheamus mnie kopie i uderza. Pomyślałem: "ach, to jego wina, okej". No i proszę. Walka z Sheamusem jest jak zapasy z workiem młotków. Nie wiem, jak inaczej to wytłumaczyć. To tak, jakbyś wdał się w bójkę z młotkiem – na pewno przegrasz.

Zwolnili ją z największej federacji świata. Zaczęła sprzedawać swoje zdjęcia! Zarabia kokosy

Po śmierci Hulka Hogana wciąż trzyma od niego wiadomości głosowe

- Przed wrestlingiem byłeś koszykarzem i wtedy poznałeś Hulka Hogana?

- Dzięki niemu zająłem się wrestlingiem. To on mnie znalazł, dał mi szansę i przedstawił Ericowi Bischoffowi, żebym mógł dostać pracę, a potem stoczyłem z nim swoją pierwszą walkę. Byłem koszykarzem i urodzonym atletą, a ta branża była wtedy zupełnie inna. Wiele osób uważało, że powinienem walczyć w określony sposób, że jestem zbyt wysportowany i zbyt młody, i że szkodzę swojej karierze, będąc tak wysportowanym. Takie opinie będziesz słyszeć cały czas. Ostatecznie musisz odkryć, kim jesteś jako zawodnik, i stamtąd czerpać autentyczność. Myślę, że na tym polega ta praca. Możesz robić to, co kochasz. Dopóki fanom się to podoba, dawaj czadu.

- Pamiętasz dzień, gdy dowiedziałeś się o śmierci Hulka? Jak to przeżyłeś?

- Tak, pamiętam ten dzień. Rozmawiałem z nim zaledwie dwa tygodnie wcześniej. Mieszkał tuż za rogiem obok mnie na Florydzie, więc wciąż utrzymuję kontakt z jego synem Nickiem. Jak poradzić sobie ze stratą kogoś, kogo znało się od dawna i komu tak wiele się zawdzięcza? Kogoś, kto był dla ciebie zawsze bardzo dobry bez żadnego powodu, po prostu dlatego, że cię lubił. Wszystko, co mam, mam dzięki temu, że Terry [prawdziwe imię Hulka Hogana - red.] dał mi szansę. Czasami jedyne, czego potrzebujesz w życiu, to szansa. To rozdzierające. Wciąż mam w telefonie kilka wiadomości głosowych od niego, które zachowuję. Przyjaźnię się z jego synem, Nickiem. Od czasu do czasu chodzimy na lunch, ale to jest trudne. To jedyna smutna część starzenia się. Im jesteś starszy, tym więcej przyjaciół tracisz po drodze…

Nie żyje Hulk Hogan. Tak o legendarnym zapaśniku mówi jego przyjaciel z Polski, Hulk zjadł u niego 19 gołąbków

"Wiemy, że wrestling to nie jest prawdziwa walka"

- Mamy 2026 rok, a niektórzy wciąż myślą, że to, co robicie, jest "udawane". Co sądzisz o przyszłości wrestlingu?

- Myślę, że zawsze będą pojawiać się młodsze talenty i zawsze będą dla nich możliwości. Zachęcam młodsze pokolenie, aby po prostu byli autentyczni. Nie próbujcie być następnym Paulem Wightem, następnym Johnem Ceną czy kimkolwiek innym. Bądźcie sobą. A fani... fani wiedzą, kiedy coś jest nie tak. Niech to wypływa z miejsca, które jest autentyczne. Wszystkie wspaniałe postacie, które kochaliście w wrestlingu – częścią tej postaci są sami zawodnicy. To jakaś strona ich osobowości, której pozwolili wyjść na zewnątrz lub którą w sobie odblokowali.

Jeśli chodzi o ludzi, którzy uważają, że wrestling to nie jest prawdziwa walka... To jest rozrywka. My to wiemy. Nie zmienisz zdania takich osób. Mają na ten temat złą opinię. To ich problem. To oni tracą. Wrestling to świetny dramat. To świetna rozrywka. Są tam niesamowici sportowcy.

- Nie da się udawać na przykład upadku z drabiny.

- Nie można oszukać grawitacji. Naucz mnie, jak oszukiwać grawitację i pójdziemy do NASA albo Tesli i zarobimy mnóstwo pieniędzy. "Hej, Elon. Wiem, jak oszukać grawitację. Ile to jest dla ciebie warte?". Może powinienem pójść do Elona [Muska] i zapytać go, czy mogę być pierwszym olbrzymem w kosmosie. Prawdopodobnie powiedziałby mi, że jestem za duży na jego rakietę. To byłoby całkiem fajne. Pierwszy olbrzym w kosmosie. To całkiem fajny pomysł. Muszę się nad tym zastanowić. "Panie Musk. Co pan sądzi o olbrzymie w kosmosie?". Prawdopodobnie i tak dostałbym choroby lokomocyjnej podczas lotu (śmiech).

Trzeba więc wykorzystywać okazje, a także wystarczająco wierzyć w siebie, by je podejmować i podejmować ryzyko. I jednocześnie być na tyle mądrym, by o siebie dbać. Trudno się w tym wszystkim odnaleźć, ale myślę, że dzięki internetowi i możliwościom, jakie mają dziś młodzi ludzie, jest wiele sposobów, aby pomóc im w dokonywaniu właściwych wyborów i podejmowaniu słusznych decyzji. Trzeba tylko mieć odwagę, by to zrobić.

- Według ciebie umierający „keyfabe” [trzymanie się swojej roli zawsze i wszędzie - red.] to problem czy szansa dla młodszej generacji wrestlerów?

- Keyfabe? To już nawet nie istnieje. Są pewne rzeczy, które moim zdaniem szkodzą tej branży, ponieważ jest zbyt wielu ludzi, którzy mają opinie na temat tego, co powinieneś robić tak, a co inaczej. Ciągle powtarzam młodszym talentom: nie możecie słuchać wszystkiego, co o was piszą dobrze, i nie możecie słuchać wszystkiego, co o was piszą źle. Nie chcesz przyjmować wskazówek od ludzi, którzy nigdy nie dokonali takich poświęceń jak ty. Jeśli jesteś zawodowym wrestlerem w tej branży od kilku lat, to przegapiłeś urodziny, rocznice, szkolne występy, święta. Poświęcałeś się, zamiast wychodzić z przyjaciółmi, bo miałeś trening. Musiałeś trenować albo miałeś występ. To wszystko są poświęcenia, których dokonałeś, aby odnieść sukces w tej karierze. Dlaczego miałbyś pozwolić, by ktokolwiek cię niszczył?

I po pierwsze, bez względu na to, co robisz, dlaczego miałbyś pozwolić, by ktokolwiek cię niszczył? Kogo obchodzi, co myślą inni? To ty decydujesz, jak się czujesz ze sobą i z tym, co robisz. Opinia kogoś innego nie ma znaczenia. Nie próbuję zmieniać świata. Kontroluję to, co dzieje się w moim najbliższym otoczeniu. Zachowuję pozytywne nastawienie. Utrzymuję motywację, a jeśli jestem w otoczeniu innych ludzi, staram się pomagać również im utrzymać motywację. A reszta... po prostu tego nie robię. Nie wpuszczam tego do mojego świata. To ja wybieram, co na mnie wpływa. Więc jeśli ktoś ma złą opinię – jego sprawa, niech się tym gryzie. Ja idę dalej. Zawsze do przodu.

QUIZ: jak dobrze pamiętasz lata 90.? Millenialsi mogą wreszcie się wykazać!
Pytanie 1 z 10
Zanim telefony komórkowe weszły do powszechnego użytku, korzystaliśmy z budek telefonicznych. Jakiego koloru były pierwsze tego typu konstrukcje?
Karta telefoniczna

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki